Budżety obywatelskie, zwane też partycypacyjnymi, obowiązkowo w każdym dużym mieście – takie, wcale nie primaaprilisowe plany mają posłowie PiS. Opozycja, dziś niezbyt chętna pomysłowi wtłoczenia obywatelskich inicjatyw w ramy prawne, kiedy była u władzy, również zastanawiała się nad stworzeniem ustawowych regulacji.
Samorządy podzieliły się na dwa obozy. Pierwszy traktuje te zapowiedzi jako kolejną próbę centralizacji władzy przez rząd. Drugi przyznaje – budżety partycypacyjne to obecnie wolnoamerykanka, którą trzeba ucywilizować, choćby ustawowo.
Bardziej septyczne są organizacje pozarządowe. Mówią raczej o wypracowaniu standardów niż o ustawowych zapisach. A jeśli już, to chciałyby ograniczyć regulacje do wpisania możliwości wprowadzenia takiego budżetu do przepisów samorządowych, są przeciwne nakazowi jego stosowania.