Niekwestionowany przywódca rewolucji spod znaku „dobrej zmiany”. Demiurg, którego wola ma niezwykłą moc stawania się obowiązującą normą. Ojciec duchowy nowej, alternatywnej teorii prawa, przewartościowującej wiele niekwestionowanych dotąd dogmatów, takich jak zasada podziału władz i pierwszeństwo ustawy przed uchwałą.

Choć formalnie nie ponosi odpowiedzialności politycznej za realizację żadnego punktu programu Prawa i Sprawiedliwości, to za pośrednictwem swoich lojalnych namiestników wprawia w ruch tryby legislacyjnej maszynerii i wyznacza tempo jej pracy. Sam zaś zakulisowo pilnuje, aby każde posunięcie prezydenta, parlamentu i premiera było dostrojone do jego wizji naprawy RP. Bo nikt nie ma wątpliwości, że to z ul. Nowogrodzkiej idą wytyczne dotyczące kształtu rządowych i poselskich projektów ustaw, a nawet kolejności ich procedowania i terminów głosowań.

Reklama

Ostra rozprawa z Trybunałem Konstytucyjnym, ekspresowe przejęcie mediów publicznych i przepchnięcie przepisów de facto likwidujących służbę cywilną są nie tylko zasługą absolutnego autorytetu Kaczyńskiego w partii. To przede wszystkim efekt jego obsesyjnej wiary w to, że III RP nie jest państwem prawa, lecz patologii, a konstytucja z 1997 r. to akt, który petryfikuje postkomunistyczne porządki. Ponieważ PiS nie zdobył większości potrzebnej do jej zmiany, trzeba było zadowolić się półśrodkami: ustawami, uchwałami i nieortodoksyjnymi interpretacjami zasad konstytucyjnych. „Musieliśmy podjąć działania, by przywrócić w Polsce obowiązywanie prawa” – tak Kaczyński uzasadniał batalię toczoną o TK.

W przekonaniu prezesa na polu przewinień i wynaturzeń właśnie wymiar sprawiedliwości ma najwięcej niechlubnych epizodów. Sądy tworzą korporację, która „nie liczy się z poczuciem sprawiedliwości”, a kontradyktoryjność to nic innego jak „negocjowanie kar przez zbrodniarzy”. Dlatego marginalizacja TK stanowi jedynie wstęp do gruntownej przebudowy sądownictwa i prokuratury. Lada moment uchwalone zostaną kolejne sztandarowe ustawy PiS, które podporządkują prokuratorów rządowi i odwrócą reformę procedury karnej. Następnym celem będą sędziowie.