Czego prawnicy mogą się nauczyć od bankowców

autor: Maciej Bobrowicz24.07.2015, 10:15

Urlopy w pełni, a ja postanowiłem kupić operacyjną kartę kredytową w którymś z banków. Piszę ,,kupić”, bo wiadomo, że darmowych obiadów nie ma. Mianem operacyjnej określam codzienną kartę, która spełnia bardzo określone i specyficzne wymagania: zapewnia powiadomienia SMS o każdej transakcji, umożliwia ustawienie limitów transakcji gotówkowych, bezgotówkowych i MOTOEC (m.in. transakcje internetowe) oraz ma funkcję PayPass. I koniecznie pozwala na dokonywanie mikropłatności, np. zakup biletów kolejowych za pomocą dosłownie kilku kliknięć. Zamierzam też uniknąć podwójnego przewalutowania, bo to prawie 6 proc. opłaty pobieranej przez mój obecny bank za płatności za granicą. No i oczywiście zależy mi na ładnej aplikacji na telefon i tablet.

Tak wyśrubowane warunki (a wszystkich nie wymieniłem) jest w stanie spełnić niewiele banków. Analiza skomplikowanych regulaminów i tabel zabiera mi więcej czasu, niż myślałem. Szukam w internecie opinii na temat jednego z wybranych banków – niedawno otrzymał tytuł „Najlepszego europejskiego banku detalicznego”. Mogę złożyć wniosek przez internet, ale postanawiam przetestować jakość obsługi podmiotu, który ma obracać moimi pieniędzmi. Wchodzę do pierwszego napotkanego warszawskiego oddziału – drogę energicznie zastępuje mi młody człowiek. Pada pytanie „Pan w jakiej sprawie?”, zadane tonem ochroniarza. Mam ochotę wyjść, ale ochroniarz przeobraża się błyskawicznie w doradcę. Siadamy. „Proszę o dowód osobisty” – zdecydowanym głosem mówi ochroniarz – doradca. Szok. Pytam, czy żeby porozmawiać na temat kart kredytowych, muszę zostać wylegitymowany, więc ustępuje. Wyjaśniam, o co chodzi. Mój rozmówca raczej mnie zniechęca swoją nonszalancką postawą (czuję się jak petent, który przyszedł po prośbie do Rockefelera). Wreszcie osiąga swój cel: wychodzę.

Ale nie daję za wygraną, bo moje analizy kosztowały mnie masę czasu i podjąłem decyzję. Kolejny oddział: wita mnie w drzwiach uśmiechnięta kobieta: ,,W czym mogę pomóc?”. Siadamy, widzę, że moja rozmówczyni poświęca mi całą swoją uwagę, pracuje z zaangażowaniem, z pasją. To buduje wiarygodność. Spędzam tam całe popołudnie, podczas którego udaje się rozwiązać wszystkie moje problemy, znaleźć odpowiedzi na moje szczegółowe pytania, załatwić formalności, wypełnić dokumenty. Myślę sobie – trafiłem na prawdziwego anioła. Kilka dni później pod nieobecność mojej „opiekunki” staram się dowiedzieć, co się dzieje w jednej ze spraw. Dzwonię cały dzień: „zastępca” nie ma czasu, by oddzwonić. Dowiaduję się, że jest bardzo zajęty, na tyle, że nie jest w stanie nawet wysłać SMS-a. Jak czuje się w takiej sytuacji normalny klient? Czuje się zlekceważony i ma ochotę wysadzić taki bank w powietrze.


Pozostało 60% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane