Ewa Maria Radlińska: W marcu odbył się egzamin adwokacki i radcowski, i jak wynika ze wstępnych wyników zdało go ponad 80 proc. prawników. Czy pan jako młody adwokat boi się konkurencji?
Reklama

Reklama
Karol Orzechowski, adwokat: Nie. Uczciwa konkurencja jest bardzo zdrowa dla rynku usług prawnych, tak dla klientów, jak dla samych prawników.
EMR: No ale podobno rynek jest już nasycony i nie ma pracy dla tych, którzy już się na nim zorganizowali, a co dopiero dla kolejnych?
KO: Nie zgadzam się z twierdzeniem, że rynek jest już nasycony i nie ma na nim możliwości zarobkowych. To jest stwierdzenie typowe dla prawników, którzy mają już pewien wyrobiony schemat myślenia o rynku usług prawnych, o tym czym ten rynek jest, kto na nim powinien funkcjonować oraz jakie zasady go kształtują. Dla nich nasycenie rynku oznacza, że w ramach przyjętego przez nich modelu świadczenia usług prawnych nie są w stanie pozyskać nowych klientów lub uzyskać wyższych przychodów ze współpracy z dotychczasowymi klientami, a zatem ich ocena jest raczej rezultatem ich ograniczonej perspektywy. Młodzi, początkujący adwokaci nie powinni sobie brać tego do serca. Zamiast tego, jeśli chcą osiągnąć sukces, powinni zrozumieć, że usługa prawna ma charakter wielowymiarowy. W tym sensie możemy mówić o jej jakości, czasie przystąpienia do jej wykonywania, czasie wykonania, modelu wynagradzania, cenie, sposobie komunikacji i wielu innych. W ramach każdego z wymiarów powinni poszukiwać sposobów na przełamanie obowiązujących konwencji z korzyścią dla potencjalnego klienta.
EMR: Część z nich na pewno chciałaby założyć własną kancelarię. Pan prowadzi indywidualną kancelarię od półtora roku. Ona od początku zarabiała na siebie?
KO: Moja kancelaria nie jest uniwersalnym modelem, na którym ktokolwiek poza mną powinien się opierać. Każde takie przedsięwzięcie jest wypadkową cech osobistych, możliwości intelektualnych, ale i szeroko rozumianych zasobów osoby lub osób, które to realizują. Kancelaria, gdy ją zakładałem, była mierzona i krojona na możliwości takie, jakie wtedy były w moim zasięgu. Od tej strony mi się udało, ponieważ zaplanowałem i zorganizowałem ją w ten sposób, że stała się rentowna w okresie krótszym niż to zakładałem.
EMR: Dużo miał pan klientów na początku?
KO: Nie było ich wielu. Nie dawali mi gwarancji tego, że będę mógł prowadzić spokojne i beztroskie życie. Warto jednak mieć na wstępie klientów, którzy będą dawać pewien fundament finansowy pozwalający zaspokoić podstawowe potrzeby kancelarii. Taki start daje możliwość spokojniejszego skupienia się na planowaniu i realizacji dalszego rozwoju kancelarii.
EMR: Wróćmy do świeżo upieczonych adwokatów i radców. Jaki pierwszy krok powinni wykonać w celu założenia własnej kancelarii?
KO: Nie ma uniwersalnego modelu postępowania, który prostą drogą doprowadziłby prawnika do sukcesu. Są tacy, którzy do pozycji wziętego adwokata dochodzą przez funkcję wicepremiera. A są też tacy, którzy odbywają aplikacje, zdają egzaminy zawodowe, po to by dalej sumiennie i ciężko pracować na swoją pozycję zawodową. Na pewno pierwszorzędne znaczenie ma zrozumienie siebie i swoich celów. Trzeba znać swoje silne, ale również i słabe strony. Prawnik powinien być świadomy swoich możliwości.
EMR: No ale ta świadomość nie pomoże w zapłaceniu za czynsz. Kiedy więc już zrozumie siebie, to pora zacząć działać. Jak?
KO: Nie tak prędko. Samoświadomość to jedno, świadomość okoliczności zewnętrznych to drugie. Jeśli ktoś planuje założyć indywidualną kancelarię nastawioną na obsługę osób fizycznych, to będzie inicjował swoją praktykę inaczej niż ten, kto chce w ramach kancelarii budować zespół prawników zdolnych wszechstronnie obsługiwać mniejszych lub większych przedsiębiorców.
EMR: W obu przypadkach trzeba gdzieś pracować. Potrzebny jest więc profesjonalny lokal?
KO: Warunkowanie rozpoczęcia wykonywania zawodu adwokata koniecznością posiadania niezwykle reprezentacyjnego lokalu wydaje się być lekkim anachronizmem. Patrząc z perspektywy czasu, lokal kancelarii zajmującej się obsługą przedsiębiorców coraz rzadziej służy jako miejsce realnych spotkań z klientem. Obecnie to nie prezes czeka w sekretariacie kancelarii, aż pan mecenas znajdzie dla niego czas, ale jeśli już, to mecenas czeka w sekretariacie prezesa. Poza tym ciągle rosnące możliwości technologii informacyjnych i komunikacyjnych pozwalają na istotne ograniczenie liczby i czasu kontaktów osobistych. Niemniej są wciąż i tacy przedstawiciele naszego zawodu, którzy mają potrzebę budowania swojego wizerunku z wykorzystaniem wielkiego mahoniowego biurka w kancelarii i wielkich skórzanych kanap. Rzeczywistość jest jednak taka, że w dzisiejszych realiach zdecydowanie większą uwagę zwraca się na wartość, którą dostarcza współpraca z danym człowiekiem.
EMR: Lokal powinien jednak być.
KO: To prawda, wymaga tego nawet regulamin wykonywania zawodu adwokata, który zagadnienie lokalu kancelarii reguluje aż w 11 ustępach. Choć regulamin ten nie w pełni koresponduje ze zmieniającą się rzeczywistością świadczenia usług prawnych, to w jego ramach możliwe jest skorzystanie przynajmniej z dwóch podstawowych rozwiązań w tym zakresie. Należą do nich prowadzenie samodzielnie kancelarii w lokalu oraz w ramach tzw. wspólnoty biurowej, która ze względu na wbudowaną w ten model optymalizację kosztów staje się ostatnio niezwykle popularnym rozwiązaniem wśród młodych adwokatów. Niemniej należy pamiętać, że medal ten ma również drugą stronę, którą w przypadku wspólnoty biurowej jest wymóg konsensusu, do którego niekiedy dochodzi się na drodze nie zawsze satysfakcjonującego kompromisu.
EMR: Kiedy jest już kancelaria, to pojawia się potrzeba pozyskania klientów. Adwokat nie może agresywnie o nich zabiegać. Jak więc ich sprowadzić?
KO: Podstawowy warunek: trzeba być aktywnym. Raczej nie pozyska klientów ten, kto o godzinie 17 zamyka kancelarię na cztery spusty, wraca do domu i zasiada bezczynnie na kanapie przed telewizorem. Jeśli ktoś tak sobie wyobraża prowadzenie własnej kancelarii, to może niech na wstępie rozważy zmianę zawodu, a już na pewno fakt prowadzenia przez siebie kancelarii. Prowadzenie aktywnego życia społecznego, nieustanna potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem powinny być elementami fenotypu przedsiębiorczego adwokata. To, jaki kształt przybierze ten kontakt, powinno zależeć już od charakteru i możliwości danej osoby. Jeden będzie się lepiej czuł pisząc ciekawe artykuły czy prowadząc blog, drugi będzie odnajdywał się w organizowaniu i prowadzeniu szkoleń dla przedsiębiorców, a jeszcze inny będzie pielęgnował swoje hobby, które pozwala mu na kontakty z ludźmi o podobnych zainteresowaniach. Potencjalnemu klientowi trzeba dać się poznać.
EMR: No i problem podobno w tym, że nie ma klientów z ulicy.
KO: To prawda. Dla mnie i większości moich koleżanek i kolegów klient z ulicy to zjawisko nieposiadające substratu materialnego, a zatem nie należy na takich liczyć, chcąc działać w dotychczasowym modelu prowadzenia kancelarii prawnej. Praktycznie wszyscy moi klienci to przedsiębiorcy, których miałem okazję wcześniej poznać osobiście albo zostałem im przez kogoś zarekomendowany, najczęściej przez dotychczasowych klientów. Niemniej, tak jak mówiłem wcześniej, usługa prawna to pojęcie wielowymiarowe i widzimy dzisiaj, że są podejmowane próby przełamania tej niemożności pozyskania klienta z ulicy, choćby poprzez świadczenie usług prawnych przez internet lub na terenie galerii handlowych. Myślę, że adwokaci stawiający pierwsze kroki w zawodzie powinni te próby śledzić z dużą atencją, choćby jako świadectwo elastyczności modelu świadczenia usług prawnych.
EMR: Ile pieniędzy trzeba włożyć w kancelarię na dzień dobry?
KO: Nie sposób podać konkretnej kwoty. Niemniej są pewne podstawowe wydatki, które trzeba ponieść. Najczęściej są to wydatki związane z nabyciem komputera i oprogramowania dla prawników, wynajęciem lokalu, kosztami mediów i materiałów biurowych itp. Jeśli ktoś ma dostatecznie dużo pracy, powinien możliwie szybko podjąć decyzję o zatrudnieniu pracowników, bo to pozwoli mu utrzymać dynamikę wzrostu. Jest zatem pewna suma kosztów początkowych i kosztów stałych, z którymi trzeba się liczyć nawet przy zakładaniu i prowadzeniu małej jednoosobowej kancelarii. Tych kosztów z jednej strony trzeba być świadomym, a z drugiej należy umiejętnie utrzymywać je na możliwie niskim poziomie w relacji do rzeczywistych przychodów. Blichtr nie jest wskazany, bo raczej niczemu nie służy poza zaspokojeniem własnych potrzeb w tym zakresie. Młody adwokat czy radca powinien skupić się na rzeczach, które są mu ewidentnie potrzebne do wykonywania zawodu.
EMR: A może wziąć kredyt na rozkręcenie kancelarii?
KO: To jest odważny krok i nie wszystkim bym go rekomendował, szczególnie że bank przed jego udzieleniem będzie domagał się ustanowienia zabezpieczenia, o które młodemu początkującemu adwokatowi może być trudno. Gdybym dzisiaj musiał stanąć przed koniecznością wzięcia kredytu na założenie kancelarii, to myślę, że musiałbym mieć solidniejszy fundament dla decyzji o jej założeniu niż ten, który miałem otwierając własną kancelarię z własnych środków. Ale nie należy myśleć wąsko. Jeśli ktoś ma jakiś ciekawy, przełamujący dotychczasową konwencję, pomysł na model świadczenia usług prawnych, to dzisiaj, w dobie wszechobecnych start-upów, może próbować rozglądać się za inwestorem, który może chcieć sfinansować jego pomysł.
EMR: Początkujący prawnicy powinni rzucać klientom dumpingowe stawki, czy żądać wysokich honorariów?
KO: To zależy od tego, jak początkujący adwokat wyobraża sobie swoje funkcjonowanie na rynku i jak ocenia swój potencjał merytoryczny. Z jednej strony oczywiste jest, że taka osoba nie będzie w stanie skutecznie podyktować stawek na poziomie tych, które oferują np. międzynarodowe kancelarie. Z drugiej strony nie powinna sprzedawać swoich usług poniżej swoich rozsądnych, opartych na analizie rynku, oczekiwań. Jeżeli bowiem ktoś zaproponuje swoim klientom stawki bardzo niskie za swoje usługi, to będzie musiał mierzyć się z tym w przyszłości. Tym klientom nie da się bowiem później podnieść stawek przy obecnej sytuacji na rynku. Konkurowanie ceną jest drogą donikąd. Zdarza mi się dość często na spotkaniach z potencjalnymi nowymi klientami kancelarii, że gdy informuję ich o stosowanym w kancelarii modelu wynagradzania, to w odpowiedzi słyszę: no tak, ale duża, polska kancelaria – tu pada jej nazwa – pracowała dla mnie za znacznie mniejsze stawki. I co więcej, to nie jest ich taktyka negocjacyjna, tylko rezultat ich własnych doświadczeń.
EMR: I co pan wtedy mówi?
KO: Często udaje mi się przekonać klientów do wyższych stawek. Wskazuję im, na zalety, które wiążą się ze współpracą z moją kancelarią. Uświadamiam im coś, o czym oni z reguły wiedzą, ale w trakcie negocjacji zapominają, a mianowicie, że wybór dostawcy usług prawnych nie powinien być wyłączenie determinowany przez cenę, ale również przez jakość, terminowość, zaangażowanie prawnika itp. Poza tym nie zawsze niższa stawka za godzinę pracy prowadzi do obniżenia kosztów obsługi prawnej, bowiem jest ona jedną z dwóch zmiennych kształtujących ostateczny rozrachunek. Drugą zmienną jest czas. To często finalnie przekonuje klienta, żeby nawiązać współpracę właśnie z nami.
EMR: Gdzie leżą nowe możliwości zarobkowania przez prawników?
KO: Myślę, że coraz mniej tych możliwości zarobkowania jest w przypadku gdy ktoś decyduje się na otwarcie kancelarii, która będzie działać na kształt i podobieństwo kancelarii patrona. Jeśli ktoś chce znaleźć nowe możliwości zarobkowania, to powinien nieustannie myśleć nad tym, co należy w kancelarii zmienić, aby z perspektywy swoich przyszłych klientów być adwokatem pierwszego wyboru. Ilekroć zastanawiam się, czy w świecie usług prawniczych dojdzie do jakiejś ciekawej rewolucji w modelu świadczenia usług, tym bardziej upewniam się, że to nieuniknione. Proszę tylko spojrzeć inne rynki, choćby na rynek przewoźników lotniczych. Do niedawna wszyscy działali jakby nigdy nic, zawierali sojusze, poszerzali siatkę lotów, okazjonalnie organizowali promocję, aż pojawił się Ryanair, który cały ten zastany układ, mówiąc kolokwialnie, pozamiatał i wszyscy musieli się nauczyć funkcjonowania na nowych zasadach. Podobnie było z polskim rynkiem telekomunikacyjnym, gdzie operator sieci Play doprowadził do tego, że dziś za zdecydowanie szerszy wachlarz usług telekomunikacyjnych płacę mniej niż piętnaście lat temu. Zbliżony los czeka rynek usług prawniczych. Już dzisiaj, choćby na przykładzie historii z kredytami frankowymi widać, jak potężnym narzędziem okazał się internet w rękach kancelarii zbierających zainteresowanych do udziału w postępowaniach grupowych przeciwko bankom. Bez aktywnej akcji informacyjnej prowadzonej w internecie nie byłyby one w stanie gromadzić po kilka tysięcy ludzi z całej Polski, zainteresowanych wzięciem udziału w takim postępowaniu. Sam internet aż się prosi o nowy, ciekawy i efektywny model powszechnego świadczenia usług prawnych, którego jak na razie nikt nie jest w stanie zaoferować, choć widać liczne próby zarówno na stronach internetowych kancelarii, jak i na dedykowanych temu portalach. Trzeba szukać nowych rozwiązań, bo wielkich, dochodowych transakcji jest mało.
EMR: Są poza zasięgiem początkujących prawników?
KO: Zdecydowanie tak i to z wielu powodów. Takich transakcji od strony prawnej nie realizuje się jednoosobowo, a zatem potrzebny jest do tego zespół prawników. Z reguły skomplikowana natura transakcji wymaga, aby tacy prawnicy jako zespół posiadali różnorodne i rozległe doświadczenia, które pozwolą im ją efektywnie przeprowadzić. Nie bez znaczenia jest również zdolność do udźwignięcia odpowiedzialności za jej przeprowadzenie wyrażająca się w wartości posiadanej polisy ubezpieczeniowej. O ile te największe, wielomilionowe transakcje, są zdecydowanie niedostępne dla początkujących adwokatów, to nie powinni oni rezygnować z sięgania pozornie powyżej swoich możliwości. Wymagania i oczekiwania przedsiębiorców odnośnie do usług prawnych również ulegają przemianie i trzeba umieć na nie odpowiedzieć. Część z naszych klientów to przedsiębiorcy, którzy jeszcze do niedawna korzystali z usług zdecydowanie większych i bardziej znanych kancelarii. Staramy się bowiem, aby otrzymali od nas równie dobry serwis połączony jednak z większą naszą dostępnością, skróconym czasem reakcji i rozsądną ceną. Szukamy też cały czas nowych rozwiązań, i tak np. pisząc opinię odchodzimy od kilkunastostronicowych elaboratów, których nikt nie czyta, na rzecz syntetycznej analizy z wnioskami podanymi w sposób umożliwiający ich natychmiastową implementację przez klienta. W większym stopniu uczestniczymy w procesach decyzyjnych naszych klientów, bo tego od nas oczekują. Dzisiaj prawnik musi często zadecydować, czy klient ma wykonać dany ruch, czy nie. A adwokat nie jest postacią, do której prezes firmy musi jechać na drugą stronę miasta i ustawić się w kolejce, po tym jak tydzień wcześniej się umówił na wizytę. Dziś adwokat stoi w jednym szeregu obok doradcy podatkowego, księgowego, informatyka. Jest jednym z wielu doradców dostarczających wiedzy, która ma pomóc klientowi w uzyskaniu przewagi konkurencyjnej.
EMR: Co w prowadzeniu kancelarii indywidualnej jest najtrudniejsze?
KO: Zdecydowanie krótszy jest katalog rzeczy łatwych. W Polsce startujący w zawodzie prawnik musi się sam uczyć na swoich błędach i trochę eksperymentować. Jakiś czas temu miałem okazję przez chwilę być w Bostonie na Uniwersytecie Harvarda i byłem tam słuchaczem wykładu prawnika, który był partnerem w znanej amerykańskiej kancelarii Morrison & Foerster. Podczas półtoragodzinnego wykładu opowiadał o najbardziej skomplikowanych i interesujących finansowych aspektach działania kancelarii. Przedstawiał stosowane modele wynagradzania kancelarii, następnie analizował przepływ tych środków w ramach kancelarii, w tym jak one się rozkładają na koszty, na inwestycje, jakie są modele dystrybucji zysków pomiędzy partnerów, a także jak się kształtuje wynagrodzenia w ramach kancelarii. Tego polskich studentów, aplikantów i adwokatów nigdzie nie uczą, a szkoda. I pewnie przez najbliższą dekadę albo dwie na wydziałach prawa polskich uczelni nie usłyszymy podobnych wykładów. Być może przyczyną takiego stanu rzeczy jest egoistyczna perspektywa tych, którzy już się na tym rynku zakotwiczyli i dziś nie chcą, aby kolejnym adwokatom było łatwiej niż im samym kiedy sami zaczynali, a może jest tak, że nikt im najzwyczajniej w świcie takich wykładów nie zaoferował.
EMR: Ale wciąż nie wiem, z czym muszą się tak naprawdę borykać osoby zakładające kancelarię?
KO: Kancelaria to jest zespół działań, które nie mogą być wykonywane jedno po drugim. Wszystkie muszą być wykonywane jednocześnie i stanowią nie lada wyzwanie dla poczatkującego adwokata, jeśli nie może wesprzeć się swoim zespołem. Prawnik otwierający kancelarię musi jednocześnie zatrudniać ludzi, współpracować z nimi w kancelarii, pozyskiwać klientów, pracować z tymi klientami nad ich sprawami, fakturować ich i kiedy przyjdzie potrzeba egzekwować honorarium, jeśli klienci opóźniają się z płatnością. Chyba najtrudniejszym zagadnieniem, z którym się zetknąłem, prowadząc kancelarię, była rekrutacja.
EMR: W czym problem?
KO: Mając już za sobą prawie dekadę pracy jako prawnik, w tym trzy lata jako adwokat, mam już pewne wyrobione i wynikające z doświadczenia oczekiwania względem moich współpracowników. Muszę przyznać, że doświadczenie prowadzenia dziesiątek rozmów rekrutacyjnych jest dość zaskakujące. Istnieje znacząca dysproporcja pomiędzy możliwościami młodych prawników a ich oczekiwaniami. Nie upatrywałbym w tym winy samych aplikantów czy młodych adwokatów, ponieważ takie podejście jest w dużej mierze rezultatem pomieszania marzeń i oczekiwań, które stanowiły fundament decyzji o wybraniu tej drogi zawodowej oraz miejskich legend o tym, jak koledzy z branży prawniczej mają dobrze. Niewiele osób poszukujących pracy jest gotowych podjąć wyzwanie, zejść ze swoich oczekiwań, głównie finansowych i zdecydować się na budowanie doświadczenia. Taka postawa jest niekiedy zrozumiała, bo uzasadniona choćby faktem posiadania rodziny i konieczności ponoszenia kosztów jej utrzymania, ale często zdarza się, że jedynym jej uzasadnieniem jest wysoka samoocena kandydata, która nie znajduje odzwierciedlenia w jego realnych możliwościach. Proszę mnie źle nie zrozumieć, gdyż nie mówię tu o tym, że należy pracować w kancelariach za darmo, bo na to nikt nie powinien się godzić. Jednak oczekiwania finansowe, te dotyczące zakresu obowiązków i czasu pracy w kancelarii, powinny być zracjonalizowane. Początkujący aplikant powinien mieć świadomość, że nie da się być dobrym adwokatem, pracując 8 godzin dziennie pięć dni w tygodniu.
EMR: To ile pan pracuje?
KO: Praktycznie nonstop.
EMR: Przed komputerem w kancelarii?
KO: Ale praca adwokata to nie tylko praca w kancelarii czy w sądzie. Tak naprawdę na pracę adwokata składa się wiele czynności. Nie tylko wąsko rozumiana praca merytoryczna, kiedy nad komputerem czy z zespołem mojej kancelarii pracuję nad konkretnymi zagadnieniami, które powierzył nam klient. Praca adwokata polega też na tym, że angażuje się w różne społeczne i społecznie odpowiedzialne inicjatywy, jak choćby działalność pro bono, spotyka się z ludźmi. Tak naprawdę adwokat całym swoim życiem i postawą pracuje na profesjonalny wizerunek swój i swojej kancelarii. Czasem jest tak – co jest akurat przyjemne – że czas, w którym formalnie pracuję, spędzam ze znajomymi lub nowo poznanymi ludźmi czy to w formie lunchu czy luźnego wyjścia, gdzie możemy swobodnie porozmawiać o możliwościach w zakresie nawiązania współpracy, czy w ogóle o tym, co słychać na rynku.
EMR: I ta praca pro bono przekłada się pośrednio na zyski kancelarii?
KO: W przypadku mojej kancelarii trudno to stwierdzić, ponieważ wybrałem taki model, w ramach którego podejmowanie aktywności pro bono postrzegam jako swój moralny i zawodowy obowiązek, ale nie informuję o przypadkach udzielonej tego typu pomocy publicznie. Osoby lub instytucje wymagające takiego wsparcia trafiają do nas z reguły na prośbę moich klientów lub znajomych.
EMR: Wiele z tych osób, które właśnie zdały egzamin, miało niewielką styczność z pracą w kancelarii. Nie mają więc ani doświadczenia, ani klientów. Czy mają szansę odnaleźć się w zawodzie?
KO: Na pewno brak doświadczenia i perspektyw na klientów stanowi elementarną przeszkodę w wykonywaniu tego zawodu. Zakładam, że szanse tych ludzi względem pozostałych, którzy takie doświadczenie i kontakty posiadają, są w znaczącym stopniu ograniczone, ale też nie są wykluczone. Zdarzają się ludzie, którzy są samorodnymi talentami i potrafią się odnaleźć w zawodzie, mimo że na starcie nie mają komfortowej sytuacji. Jednak nie wszyscy, którzy zdadzą egzamin adwokacki będą w przyszłości adwokatami prowadzącymi samodzielne kancelarie. Pewna część z tych adwokatów będzie pracować w nie swoich kancelariach. Kolejna grupa zatrudni się jako wewnętrzni prawnicy w przedsiębiorstwach lub urzędach rezygnując jednocześnie z przywileju noszenia togi. Jeszcze inni zaangażują się w coraz to nowe i dynamicznie rozwijające się NGOs (skrót od angielskiej nazwy non governmental organisations – organizacje pozarządowe – przyp. red). Tacy wszechstronnie wykształceni prawnicy po aplikacji adwokackiej i ze zdanym egzaminem będą mogli tę wiedzę znakomicie spożytkować z dużą satysfakcją dla siebie i z pożytkiem dla instytucji, z którymi będą współpracowali. Nie należy zapominać – choć niektórzy adwokaci nadal ten fakt wypierają – że prowadzenie własnej kancelarii ma drugą nazwę: to bycie przedsiębiorcą. Fundamentem sukcesu w byciu przedsiębiorcą, jak sama nazwa wskazuje, jest bycie przedsiębiorczym, a ten dar nie wszyscy otrzymali po równo, a niektórzy nie dostali go w ogóle. Przed podjęciem decyzji o założeniu własnej kancelarii warto zwrócić szczególną uwagę na tę kwestię, bowiem, jak wspomniałem wcześniej, istnieje wiele innych przestrzeni do realizowania się jako prawnik, w których nie jest wymagana przedsiębiorczość i podejmowanie działań nakierowanych na osiąganie zysków w ramach prowadzonego przedsiębiorstwa.
EMR: W stołecznym samorządzie adwokackim był pomysł pomocy adwokatom – w tym startującym w zawodzie – polegający na udostępnianiu lokali w siedzibie okręgowej rady adwokackiej, aby tam adwokaci bez kancelarii mogli przyjmować klientów. To dobry pomysł dla początkujących prawników?
KO: Zgodzę się z tym, że samorząd powinien wspierać swoich członków. Pytanie jednak brzmi: czy najlepszym sposobem pomagania młodym, zdrowym i silnym osobom, które rozpoczynają wykonywanie zawodu polegającego na bezkompromisowym udzielaniu pomocy innym, jest sięganie po środki z domeny socjalnej w postaci dawania czegoś za darmo lub po zaniżonej cenie? Według mnie nie. Jako aplikant I roku odbyłem pouczającą rozmowę z ówczesnym dziekanem Izby Warszawskiej mec. Ziemisławem Gintowtem. To on mi uświadomił, że adwokat to wolny zawód dla wolnych ludzi i że ta wolność ma swój szeroki wymiar, bowiem wolność w tym kontekście należy rozumieć wcale nie jako wolność od ryzyka, ale wręcz przeciwnie, jako wolność do ponoszenia pełnych konsekwencji swoich działań, w tym decyzji o wyborze zawodu i drogi osiągnięcia sukcesu. Z tej perspektywy każdy przyszły adwokat musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy podjął właściwą decyzję i czy obrał właściwą drogę do jej realizacji.
Rozmawiała Ewa Maria Radlińska