Zgodnie ze zmienionymi przepisami poszkodowane osoby wzywane są na spotkanie zespołu interdyscyplinarnego lub grupy roboczej, gdzie przed szerokim audytorium muszą opowiedzieć o tym, co je spotkało. Ponadto wezwania kierowane przez zespoły interdyscyplinarne są często ignorowane przez sprawców, nie mają one bowiem żadnych narzędzi, aby wyegzekwować od nich przybycie- wskazuje Izba. W konsekwencji zmniejsza się odsetek ujawnianych przypadków przemocy w rodzinie- czytamy w raporcie.

Zobacz: NIK: System orzecznictwa rentowego jest nieefektywny

Wyniki kontroli NIK wskazują, że utworzenie zespołów interdyscyplinarnych i grup roboczych opóźnia pomoc dla rodzin dotkniętych przemocą. Wcześniej działania podejmowała sama Policja, i to w terminie nieprzekraczającym siedmiu dni od zgłoszenia problemu. Obecnie organem decydującym o terminie wizytacji nie jest już Policja, ale zespół interdyscyplinarny. Przepisy jednak nie precyzują terminów spotkań zespołów. W dodatku, jak wskazuje NIK, ich uczestnicy nie otrzymują żadnej rekompensaty za poświęcony czas. Jak wynika z raportu, taki stan rzeczy sprawia, że mimo niemałego zaangażowania wielu ludzi, zespoły interdyscyplinarne nie działają efektywnie. Izba wskazuje, że zdarza się nawet, że dzielnicowy odwiedza daną rodzinę dopiero po 2-3 miesiącach od zgłoszenia przypadku przemocy, a w skrajnych przypadkach nawet po pół roku od pierwszej interwencji policji. Do tego czasu rodzina pozostaje bez pomocy. Dlatego NIK docenia praktykę stosowaną przez wiele komend Policji, które wysyłają dzielnicowych na wizytację o wiele wcześniej, nie czekając na decyzję zespołu interdyscyplinarnego.

PS/źródło:NIK

Zobacz także:

NIK: Mandaty są słabo ściągane