Skoro prawo daje większe możliwości poboru e-myta, niż przewiduje wprowadzony system, to tym gorzej dla prawa. Dlatego rząd planuje wykreślenie przepisów ułatwiających wnoszenie opłaty za przejazd.
ikona lupy />
System viaTOLL zaczął działać 3 lipca 2011 r. / Dziennik Gazeta Prawna
Trwają pracę nad nowelizacją ustawy o drogach publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 260 z późn. zm.), która ma zmienić zasady odpowiedzialności za przejazd drogą płatną bez wniesienia e-myta. Projekt, nad którym pracuje Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej, modyfikuje odpowiedzialność za naruszenie (przenosi ją z kierującego na posiadacza pojazdu), zmniejsza kary (z 3 tys. do 1,5 tys. zł za brak opłaty) oraz wprowadza zasadę jedna doba – jedna kara. Ma to wyeliminować wielokrotne nakładanie kar za to samo naruszenie.

Uzasadnione wątpliwości

Ale przy okazji rząd planuje wykreślenie z ustawy przepisów, które umożliwiają zapłacenie za przejazd w inny sposób niż za pośrednictwem elektronicznego urządzenia pokładowego (viaBOX). Zniknie m.in. art. 13k ust. 3 stanowiący, że kar pieniężnych nie wymierza się, gdy kierujący uiścił opłatę elektroniczną w inny sposób. Dotyczy to tylko czterech sytuacji: gdy przejazd odbywał się z wyłączonym urządzeniem, gdy wprowadzono nieprawidłowe dane do urządzenia, używano je niezgodnie z przeznaczeniem albo kontynuowano przejazd pomimo stwierdzenia niesprawności urządzenia (wbrew obowiązkowi niezwłocznego zjechania wówczas z drogi płatnej).
Zdaniem resortu tylko do tego ostatniego naruszenia art. 13k ust. 3 mógłby mieć ewentualne zastosowanie.
– W praktyce organowi kontrolnemu bardzo trudno jest ustalić, czy kierujący pojazdem, w przypadku stwierdzenia niesprawności urządzenia pokładowego, niezwłocznie zjechał z drogi objętej obowiązkiem uiszczania opłaty elektronicznej, czy też nie – mówi Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu. I akcentuje:
– W elektronicznym systemie poboru opłat, funkcjonującym w naszym państwie od lipca 2011 r., opłaty mogą być uiszczane wyłącznie z wykorzystaniem stosownego urządzenia pokładowego, czyli urządzenia viaBOX.

Nie ma innej drogi

Jak podkreśla rzecznik, zgodnie z art. 13hc ust. 1 ustawy o drogach publicznych uiszczenie opłaty elektronicznej następuje w systemie elektronicznego poboru opłat. Jest to też jedyny sposób przewidziany w rozporządzeniu ministra infrastruktury z 30 kwietnia 2011 r. w sprawie wnoszenia opłat elektronicznych i ich rozliczania oraz przekazywania opłat elektronicznych i kar pieniężnych na rachunek Krajowego Funduszu Drogowego (Dz.U. nr 91, poz. 524). Jak ma się do tego przepis o uniknięciu kary, jeśli opłatę wniesie się inaczej?
– Interpretacja art. 13k ust. 3 ustawy musi mieścić się w granicach normatywnych, jakie ustawodawca przypisał temu rodzajowi opłaty. Przepis ten nie uprawnia do wniosku, iż kierujący może uiścić opłatę za przejazd w inny sposób niż określony ustawowo. Idąc dalej, kierujący pojazdem powinien uiścić opłatę elektroniczną w jeden ze sposobów określonych w rozporządzeniu. W praktyce oznacza to, że uiszczenie opłaty elektronicznej w naszym państwie odbywa się w każdym przypadku z wykorzystaniem urządzenia pokładowego i przepisy prawa nie przewidują w tym zakresie żadnych wyjątków – uważa rzecznik ministerstwa.
– Oznacza to, iż uiszczenie w prawidłowy sposób opłaty elektronicznej w sytuacji, gdy urządzenie pokładowe jest niesprawne, nie jest możliwe – mówi Mikołaj Karpiński.
– Biorąc powyższe pod uwagę, w chwili obecnej art. 13k ust. 3 ustawy nie ma w polskim porządku prawnym praktycznego zastosowania – przyznaje rzecznik resortu.
Innymi słowy ustawa dopuszcza możliwości, które przy wdrażaniu systemu pobierania e-myta (viaTOLL) zostały całkowicie pominięte. A jeżeli w praktyce przewidziane w ustawie „uiszczanie opłaty w inny sposób” nie funkcjonuje, to trzeba ten przepis wykreślić. Czy na pewno?
– Skoro ustawa przewiduje, choć nieprecyzyjnie, możliwość uniknięcia kary pieniężnej poprzez uiszczenie opłaty „w inny sposób”, należy w mojej opinii uznać, że organ administracji (Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad) powinien stworzyć techniczną możliwość wykorzystania tego przepisu. Czyli dokonania zapłaty „w inny sposób” niż za pośrednictwem urządzenia operatora – mówi Jerzy Kwaśniewski, adwokat z kancelarii Parchimowicz & Kwaśniewski.
Jego zdaniem racjonalny ustawodawca nie umieszczałby w ustawie postanowień, które nie mogą być w żaden praktyczny sposób zrealizowane.
– Tym bardziej że ustawa deleguje na ministra prawo do wydania rozporządzenia regulującego m.in. tryb, sposób i termin wnoszenia opłat elektronicznych. Wydane rozporządzenie nie podejmuje jednak tej kwestii – dodaje adwokat.

Możliwość na papierze

Wygląda więc na to, że to wybrany przez GDDKiA system poboru opłat będzie determinował przepisy ustawy o nim traktujące, a nie na odwrót. Resort słusznie zauważa, że art. 13hc ust. 1 mówi o elektronicznym sposobie pobierania e-myta. Jednocześnie zapomina o ust. 2 tego przepisu, który stanowi, że podmioty pobierające opłaty z wykorzystaniem elektronicznego systemu mogą – ale nie muszą – umożliwić użytkownikom uiszczanie tych opłat bez konieczności instalacji viaBOX-a.
Z tego przepisu nie wynika jednak, że w obecnej sytuacji przedsiębiorca może, korzystając z dróg płatnych, wnieść opłatę w inny sposób.
– Musiałoby być powiedziane, że osoba zobowiązana do wniesienia uprawniona jest to dokonania tego w inny sposób. Tymczasem mamy przepis dający organom administracji mozliwość, a może i obowiązek stworzenia „innego sposobu”. Z czego ostatecznie organ nie skorzystał. Moim zdaniem minister infrastruktury, który wydaje rozporządzenie, wspópracując z GDDKiA, mając takie przepisy ustawowe, mogły uregulować kwestie wnoszenia opłat w inny sposób – uważa mec. Kwaśniewski.
Wystarczyłoby, aby GDDKiA zleciła wykonanie tego firmie Kapsch, operatoratorowi systemu, choć równie dobrze może to zrobić sama. O wykorzystanie możliwości, jakie ustawa o drogach publicznych daje w tym względzie, od dłuższego czasu apelują środowiska transportowe. Zamiast uwzględnienia tych postulatów, resort transportu zmierza w kierunku przeciwnym: wykreślenia również ust. 2 z art. 13hc ustawy o drogach publicznych.
– Ustawodawca zażyczył sobie, by taka możliwość w systemie poboru e-myta była. Nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla zamykania takiej możliwości – mówi Maciej Wroński, dyrektor biura prawnego Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego. I pyta, komu przeszkadza istnienie tego przepisu.
– Nikomu, z wyjątkiem ministerstwa, które chce mieć święty spokój i nie musieć odpowiadać na postulaty branży. Teraz będą mogli powiedzieć, że przecież ustawa tego nie przewiduje. Odpowiada nam się, że umożliwienie wnoszenia opłaty w alternatywny sposób było nierównym traktowaniem przedsiębiorców, ponieważ dyskryminowałoby tych, którzy już podpisali umowy z operatorem systemu. To jakaś farsa – irytuje się prawnik.

Prawo nie dla ludzi

Jak podkreślają prawnicy, ożywienie martwych przepisów ustawy byłoby korzystne nie tylko dla przedsiębiorców, którzy mogliby np. wyrównać należność, gdyby z jakiegoś powodu nie została pobrana (chwilowy brak środków na koncie, awaria urządzenia). Zachęciłoby to również do korzystania z dróg płatnych okazjonalnych użytkowników.
– Dla przykładu w Niemczech można opłacić przejazd w automacie przy autostradzie czy przez internet – tłumaczy Maciej Wroński i podaje przykład przedsiębiorcy, który działa lokalnie, bo ma np. piekarnię, i nie korzysta z dróg płatnych.
Kiedy nagle pojawia się konieczność przywiezienia np. jakiejś maszyny z drugiego końca kraju, zmusza się go najpierw, by jechał x kilometrów do punktu, w którym podpisze umowę, dopełnił mnóstwa formalności, tylko po to, by pojechać w tę i z powrotem drogą płatną.
– To jest chore. Wybiera się takie możliwości, które są najwygodniejsze dla administracji, bez uwzględnienia różnych sytuacji. Natomiast w ogóle nie bierze się pod uwagę kosztów społecznych – krytykuje Maciej Wroński.
Zdaniem mec. Kwaśniewskiego źródłem tego stanu rzeczy jest przebieg procesu wprowadzającego w Polsce system poboru e-myta.
– Najpierw napisano ustawę, i słusznie. Potem stworzono warunki przetargowe, w których już nie pojawiło się pobieranie opłaty inną metodą. Przeprowadzono przetarg, uruchomiono system, który od dwóch lat funkcjonuje, a w ustawie zostały przepisy nie do końca kompatybilne z tym, co ostatecznie zostało stworzone – przypomina mec. Kwaśniewski.
– Przecież o to chodzi, by ludzie uiszczali opłaty, by danina publiczna była pobierana, a nie, by ich karać – pointuje adwokat.

Etap legislacyjny

Projekt w konsultacjach