Syndycy mają obowiązek ubezpieczyć się od odpowiedzialności cywilnej, jednak określenie zakresu ubezpieczenia oraz tzw. minimalnej sumy gwarancyjnej pozostawiono ministrowi finansów. W efekcie pospiesznych prac legislacyjnych i gorączkowych konsultacji, m.in. ze środowiskiem praktyków prawa upadłościowego, rozporządzenie ministra finansów z 8 października w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej osoby powołanej do wykonywania czynności syndyka, nadzorcy sądowego albo zarządcy zostało w ostatniej chwili wydane (Dz.U. nr 185, poz. 1313).
Kogo ma chronić OC syndyków
Syndyk, nadzorca sądowy i zarządca z mocy ustawy odpowiadają za szkodę wyrządzoną na skutek nienależytego wykonywania obowiązków całym osobistym majątkiem - odpowiedzialność ta nie jest bowiem niczym ograniczona.
Wykupiona przez syndyka polisa OC chronić może zatem wyłącznie interes wierzycieli i osób trzecich, które poprzez działanie bądź zaniechanie syndyka ewentualnie mogłyby ponieść szkodę. Trzeba wiedzieć, iż w przypadku upadłości wielkich przedsiębiorstw majątku osobistego syndyka na pokrycie hipotetycznych szkód może także po prostu nie wystarczyć. Wydaje się też oczywiste, iż w każdym przypadku, gdy firma ubezpieczeniowa zostanie zmuszona do wypłaty na rzecz osoby trzeciej odszkodowania, to natychmiast wystąpi z roszczeniem regresowym przeciwko syndykowi.
Jaka składka za polisę OC
W przyjętej ostatecznie wersji rozporządzenia zdecydowano się na kompromisowe określenie tzw. minimalnej sumy gwarancyjnej - od 10 tys. euro, zależnie od wartości masy rosnącej do 1 000 000 euro. Dla syndyków oznacza to tyle, iż będą musieli zapłacić roczną składkę OC w wysokości od tysiąca nawet do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Ryzykowne i źle opłacane zajęcie
Od syndyka, nadzorcy sądowego i zarządcy wymaga się najwyższych kwalifikacji zawodowych i etycznych. Ponad zwykłe talenty menedżera i interdyscyplinarną wiedzę kandydat do pełnienia funkcji musi być wyjątkowo odporny na stres, musi umieć ułożyć sobie poprawne stosunki z zawsze skonfliktowanymi ze sobą wierzycielami, upadłym i jego pracownikami, a także mającymi interes prawny w postępowaniu upadłościowym z osobami trzecimi. Kolejne, przyjmowane na fali fałszywego egalitaryzmu regulacje (ustawa licencyjna, nowelizacja prawa upadłościowego i naprawczego, ministerialna wykładnia ustawy o VAT, wreszcie rozporządzenie o OC syndyków) powodują, iż wyjątkowo odpowiedzialna i niosąca ogromne osobiste ryzyko funkcja staje się dodatkowo nieopłacalna.
Wyznaczony w postępowaniu syndyk będzie zmuszony do zapłacenia składki OC natychmiast, ale o wysokości swojego wynagrodzenia dowie się znacznie później - może po roku, albo po dwóch latach pracy, przy czym otrzyma je dopiero po kilku latach. Wtedy może się okazać, iż jego miesięczne wynagrodzenie faktycznie jest zbliżone do minimalnej płacy, a może nawet do postępowania będzie musiał dopłacić. Coraz więcej najbardziej doświadczonych syndyków nie chce już wykonywać tej funkcji, deklarują zakończenie prowadzonych postępowań i rezygnację z ubiegania się o kolejne. Komentarz do tak tworzonego prawa może być więc tylko jeden: ustawodawcy kolejny raz udało się wylać dziecko z kąpielą.
MIROSŁAW A. KAMIŃSKI
rzecznik prasowy ogólnopolskiej Federacji Stowarzyszeń Syndyków i Likwidatorów
ikona lupy />
Mirosław A. Kamiński, rzecznik prasowy ogólnopolskiej Federacji Stowarzyszeń Syndyków i Likwidatorów / DGP