"Ustawa nie daje żadnych gwarancji. Uważam, że oprócz kwoty, powinno być także zagwarantowane, że pierwszej +trójce+ czy +piątce+ na listach powinny się znaleźć kobiety; bo teraz równie dobrze można je umieścić na tzw. miejscach niepremiowanych i będzie się zgadzała ilość, natomiast w żaden sposób nie przełoży się to na liczbę kobiet, które realnie wejdą do parlamentu.

Na pewno ustawa niesie jednak także pewne korzyści. Chociażby to, że o tym się mówiło i mówi się nadal, że ten problem został podniesiony, jest zauważalny - 20 lat nam to zabrało. Ja bym to określiła takim pyrrusowym zwycięstwem - uważam, że jest to pierwszy krok z wielu, które trzeba wykonać, żeby ta równość została utrzymana. Myślę też, że ustawa może też trochę ośmielić kobiety - jeżeli trzeba nas ośmielać - pomoże je jeszcze bardziej zaktywizować, bo mężczyźni - oczywiście nie możemy uogólniać - będą patrzyli na nas takim pożądliwym okiem - żeby mieć te kobiety na listach.

Nie wydaje mi się też by brakowało kobiet do wypełnienia list (...). Skoro w społeczeństwie jest więcej kobiet niż mężczyzn i więcej jest kobiet lepiej wykształconych niż mężczyzn to znaczy, że potencjał jest. A może należy właśnie stworzyć kobiet warunki, by zechciały uprawiać politykę, bo jeżeli jej nie uprawiają to nie dlatego, że to jest męska rzecz, tylko dlatego, że często mają ważniejsze rzeczy na głowie. Na poziomie samorządu czy różnych organizacji jest widoczna.

Marzeniem tak naprawdę i taką idee fixe byłaby Finlandia, gdzie parytety wyborcze nie są zagwarantowane ustawowo, a i tak te listy są konstruowane pół na pół i to naprawdę z dobrymi pozycjami i dla kobiet i dla mężczyzn. Najważniejszą sprawą jest zmiana myślenia na ten temat - to moim zdaniem jest podstawą".