Tym samym skończy się omijanie prawa przez przedsiębiorców, którzy niemal na identycznych zasadach działali jak korporacje taksówkowe. Nie mieli oni licencji, a na samochodach mieli napis informujący, że świadczą usługi przewozu osób.

– Częściowo zostanie wyeliminowane tak zwane piractwo taksówkowe, a zasady wykonywania takiej działalności zostaną ucywilizowane – mówi Paweł Biedrzycki, prezes Super Taxi.

Tłumaczy, że obchodzenie prawa spowodowało, że w Warszawie jest więcej licencji taksówkowych niż chętnych na nie. Wiele osób jeździ bowiem jako przewóz osób. Nie mają licencji, nie ponoszą kosztów, jakie mają korporacje taksówkowe. Często na niejasnych zasadach naliczają opłaty za przejazd, mimo że na szybie widnieją bardzo atrakcyjne ceny za jeden kilometr.

Zdaniem Pawła Biedrzyckiego przewoźnicy, którzy nie są taksówkarzami, nie dają gwarancji wysokiej jakości usług. Psują też rynek, gdyż częste są pretensje oszukanych klientów, którzy jednego dnia, jadąc taksówką, poznali daną trasę, a następnego, podróżując z kierowcą wykonującym przewóz osób, jadą inną i dłuższą drogą.

Posłowie, dokonując zmian w ustawie, ograniczą też przypadki działalności pojedynczych osób, które przewożąc osoby, naciągały np. turystów, stosując nieuczciwe ceny. Okazywało się, że pasażer zamiast 1,90 zł za kilometr płacił 50 zł.

Nowelizacja bez zmian pozostawia zapis dający samorządom możliwość decydowania o liczbie licencji na ich terenie. Wcześniej proponowano zniesienie tego przepisu.

– Samorządy wiedzą najlepiej, jakie na ich terenie jest zapotrzebowanie na usługi taksówkowe – mówi Paweł Biedrzycki.

Uchwalona nowelizacja przepisów określa również, że przedsiębiorca straci licencję, jeżeli będzie udzielał odpisu licencji osobom trzecim. Chodzi o to, by na jednej licencji nie jeździło nieskończenie wiele osób, które nawet nie są zatrudnione u przedsiębiorcy.

Zmiany te trafią teraz do prac w Senacie.