Zarówno projekt przygotowany przez Związek Banków Polskich, jak i ten autorstwa Lewicy zakładają, że każdy, kto zdecyduje się odkładać pieniądze na mieszkanie w kasie mieszkaniowej, dostanie od państwa premię w wysokości 20 proc. zgromadzonego wkładu. Roczny bonus nie może jednak być wyższy niż 3600 zł.

Co dostaniemy?

Wyliczyliśmy, że kto co miesiąc będzie wpłacał po 500 zł, po roku dostanie 1,2 tys. zł premii. Po 6 latach jego kapitał wyniesie już ok. 50 tys. zł. Mógłby wówczas wystąpić o tani kredyt o stałej stopie procentowej w wysokości dwukrotności swoich oszczędności. A za te pieniądze wyremontować albo rozbudować dom.

Mógłby też potraktować pieniądze z kasy jako wkład własny i wystąpić o komercyjny kredyt hipoteczny na zakup mieszkania. Wtedy przedstawiałby dokumenty – np. faktury lub umowy – potwierdzające, że zgromadzone w kasie pieniądze wraz z premią faktycznie wydał na cele mieszkaniowe. Gdyby tego nie zrobił, zwracałby premię wraz z odsetkami karnymi.

Kto za to zapłaci

Z wyliczeń autorów obu projektów wynika, że dzięki premiom gwarancyjnym, które państwo dopłacałoby do naszych oszczędności, nawet 1,8 mln osób niemających dziś zdolności kredytowej mogłoby w przyszłości kupić lub wyremontować mieszkanie. Sęk tylko w tym, że popularność kas mieszkaniowych oznaczałaby potrojenie dotychczasowych wydatków na te cele z budżetu.

– Przy obecnym stanie finansów państwa każdy projekt, który zakłada zwiększenie wydatków, powinien trafić do kosza – uważa prof. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego. Wskazuje, że pomysł bankowców z pewnością jest dobrym interesem dla banków. A Lewicy – chwytliwym zagraniem politycznym.