Przez lata miało to swoje uzasadnienie w stosunkowo niedużym naborze na aplikacje adwokacką czy radcowską. Jednak obecnie proceder ten ma już także wyraźnie charakter ekonomiczny. Aplikacja sądowa, jak też prokuratorska nie jest co prawda - wbrew powszechnej opinii - bezpłatna, jest finansowana prawie w całości przez budżet. Tymczasem koszty aplikacji komercyjnej są stosunkowo wysokie i części kandydatów po prostu nie stać na taką opłatę. Jako patologię należy określić sytuację, gdy ktoś wybierając - dobrą merytorycznie - aplikację sądową świadomie i z góry zakłada, że sędzią nigdy nie będzie i traktuje tę aplikację jako „bezpłatną” aplikację komercyjną z późniejszym wejściem do zaplanowanego zawodu. Za taką aplikację płacimy wszyscy, licząc, że osoba taka zrekompensuje poniesione przez społeczeństwo wydatki na jej edukację, służąc w zawodzie użyteczności publicznej, a nie wykorzysta nabytą wiedzę jako wrota do prywatnej kariery.
Nie winiłbym tu jednak ludzi, którzy korzystają z tej furtki, dla niektórych często jedynej - ze względu na sytuację majątkową - drogi do wykonywania upragnionego zawodu, lecz zły system, który stworzył tę patologię. Jak zatem rozwiązać ten problem?
Osobiście jestem wielkim przeciwnikiem stosowania administracyjnych ograniczeń, wprowadzających np. obowiązek przepracowania określonego okresu w zawodzie wyuczonym, zanim możliwe stanie się wpisanie np. na listę adwokacką lub wprowadzanie w ogóle zakazu zmiany zawodu. Uważam, że takie ograniczenia są nieetyczne i utrwalają patologię i o możliwości wykonywania zawodu powinny decydować względy merytoryczne, a nie sztuczne bariery administracyjne.
Moim zdaniem realną możliwością rozwiązania tego problemu byłoby pozostawienie aplikacji sądowej i adwokackiej jako aplikacji użyteczności publicznej na zasadach dotychczasowej bezpłatności dla aplikantów, a aplikacji komercyjnych jako pełnopłatnych na zasadach rynkowych, jednak wspartych rozbudowanym systemem stypendialno-kredytowym, w którym uczestniczyłby także budżet państwa, jednak na zasadzie pełnej spłaty udzielonego kredytu.
Dzięki temu ten, kto nie chce być sędzią, tylko adwokatem (a nie stać go na opłaty związane z aplikacją adwokacką), nie zajmowałby miejsca na aplikacji sądowej dla ludzi, którzy czują powołanie do tego zawodu.
Problem racjonalnego skonstruowania takiego systemu to oczywiście zupełnie inna kwestia.
ANDRZEJ BIELECKI
doktor nauk prawnych, wykładowca na Wydziale Prawa i Administracji UW
ikona lupy />
Andrzej Bielecki, doktor nauk prawnych, wykładowca na Wydziale Prawa i Administracji UW / DGP