Uczulam wszystkie osoby mieszkające w spółdzielni na to, że trzeba wyodrębniać się, ale nie warto na siłę od razu zarządzać wspólnotami poza spółdzielnią. W większości przypadków nie będzie to korzystne. To prawda, że sporym problemem w przypadku wydzielania się małych wspólnot mieszkaniowych (w małych budynkach należących pierwotnie do dużych spółdzielni, posiadających wiele domów i wiele lokali użytkowych) jest kwestia czerpania korzyści z lokali użytkowych. Jeżeli blok, w którym powstanie wspólnota, nie ma takiego lokalu, to nie będzie ona mogła korzystać z pożytków, które wcześniej wypracowali jej członkowie. Przekłada się to na wyższe koszty utrzymania nieruchomości wspólnej w takiej wspólnocie. Poza tym to prawda, że gdy członkowie zakładają w spółdzielni wspólnotę, to nie dostają całego majątku, który sami wypracowali. - Wspólnota przeważnie zaczyna od zera. Inną barierą może być to, że nierzadko znajdują się członkowie, którzy z różnych powodów nie wyodrębnią swoich lokali. Dlatego w pierwszej kolejności należałoby dążyć do podziału dużej spółdzielni na mniejsze, bo tutaj majątek jest dzielony w miarę sprawiedliwie - uważa Jadwiga Hennig z Obywatelskiego Stowarzyszenia Uwłaszczeniowego i Obrony Praw Mieszkańców. Niemniej - zdaniem Małgorzaty Paradowskiej, prezesa firmy Lider - zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami mieszkaniowymi - przepisy dotyczące własności lokali są bardzo ogólnikowe, a to sprawia, że zarządzanie wspólnotą jest dużo prostsze i tańsze niż spółdzielnią. Co więcej, we wspólnocie to członkowie mają bezpośrednią kontrolę nad pieniędzmi, a gdy zarządca źle działa, to po prostu mogą mu podziękować. W spółdzielni nie jest to takie proste.
ADAM MAKOSZ