SENTENCJA
Po zmianach ustrojowych w 1956 roku można już było czynić starania o odzyskanie utraconych nieruchomości. W omawianej sprawie powód zrobił to dopiero w 2004 roku i dlatego, mimo świadomości, że organy państwowe działały bezprawnie, nie mógł uzyskać odszkodowania.
SYGN. AKT IV CSK 280/07
Ludwik Z. kupił w 1927 roku od Skarbu Państwa zabudowaną nieruchomość o powierzchni 75 arów. Rodzina mieszkała w Poznaniu, więc wydzierżawiła ją K. i przyjeżdżała tylko latem. Po wojnie właściciel przedłużył dzierżawę, ale osobiście nieruchomością nie władał. Powiatowa Komisja Ziemska 25 grudnia 1956 r. wydała zaświadczenie, że jest to własność Skarbu Państwa. Wtedy prezydium Powiatowej Rady Narodowej złożyło wniosek o wpis do księgi wieczystej na podstawie art. 2 dekretu o reformie rolnej. Dwa lata później wydano akt nadania ziemi na dzierżawcę. Właściciel o tym nie wiedział. W 1962 roku spadkobierca Ludwika Z. zapytał sąd w Wejherowie o to, co się dzieje z nieruchomością. Sąd poinformował go, że w księdze najpierw wpisany był Skarb Państwa, a potem nieruchomość rozparcelowano. Wówczas spadkobierca podjął próbę unieważnienia aktu nadania. Jednak w 1963 roku dostał odpowiedź z Wojewódzkiej Komisji Ziemskiej, że akt nadania utrzymano w mocy.
Już w połowie lat 90. spadkobierca rozpoczął starania o stwierdzenie nieważności aktu łącznie z zaświadczeniem, które było podstawą wpisu do księgi wieczystej. Postępowanie trwało dziewięć lat i zakończyło się w 2004 roku wydaniem przez wojewodę decyzji stwierdzającej, że nieruchomość nie podlegała przejęciu na cele reformy rolnej. Wtedy spadkobierca pozwał Skarb Państwa o ok. 700 tys. zł jako wartość przejętej nieruchomości i odszkodowanie za bezprawne z niej korzystanie.
Sąd I instancji uwzględnił powództwo, ale do wysokości 411 tys. zł. Uznał, że Skarb Państwa dopuścił się czynu niedozwolonego, bo bez podstawy prawnej przejął nieruchomość. Na podstawie ustawy z 15 listopada 1956 r. o odpowiedzialności państwa za szkody wyrządzone przez funkcjonariuszy państwowych istniała możliwość dochodzenia roszczeń, ale obowiązywał przy tym roczny termin przedawnienia. Tu przedawnienia nie ma, bo powód pozbawiony był możliwości dochodzenia swych praw.
Od tego wyroku odwołał się wojewoda. Sąd II instancji zmienił wyrok i powództwo oddalił, uznając roszczenie za przedawnione. Szkodę jego zdaniem wywołał wpis do księgi wieczystej w 1956 roku. Licząc więc nawet najbardziej korzystny dla powoda termin przedawnienie, upłynął on w 1966 roku. Tymczasem powód wytoczył powództwo w 2004 roku.
Od tego wyroku spadkobierca wniósł skargę kasacyjną, ale Sąd Najwyższy oddalił ją. W ustnym uzasadnieniu wyroku podkreślił, w tej sprawie czynem bezprawnym było wydanie aktu nadania w 1958 roku. Po ustaniu przeszkód ustrojowych można już było wnosić sprawy do sądów i takie wpływały. Natomiast powód prowadził postępowanie administracyjne, a czas uciekał. Dlatego, przy pełnej świadomości, że w sprawie organy państwowe działały bezprawnie, roszczenie jest przedawnione - uznał SN.
MARTA PIONKOWSKA