Rząd przyjął we wtorek projekt ustawy o organizmach genetycznie zmodyfikowanych. Nowe przepisy przygotowane przez Ministerstwo Środowiska zakładają, że uprawy roślin genetycznie zmodyfikowanych nie mogą zagrażać uprawom ekologicznym i tradycyjnym, a ich prowadzenie wymagać ma zgłoszenia do właściwego wojewódzkiego inspektora ochrony roślin i nasiennictwa. Hodowlę będzie też trzeba otoczyć kilkusetmetrowym pasem buforowym, a plantator będzie musiał prowadzić książkę upraw i przechowywać dokumenty dotyczące zakupu nasion czy zbycia plonów przez pięć lat. Nowe przepisy wykluczają możliwość upraw GMO na obszarze tzw. stref wolnych od organizmów genetycznie modyfikowanych.

Zgłoszenie za zgodą sąsiadów

Zgłoszenia uprawy GMO będzie można dokonać przed terminem rozpoczęcia upraw, po dokonaniu powiadomienia właściciela działki rolnej, na której ma być prowadzona uprawa, oraz posiadaczy gruntów położonych w pobliżu miejsca prowadzenia uprawy. Właściciel oraz sąsiedzi będą mogli wnieś sprzeciw wobec planowanej uprawy GMO, co uniemożliwi rozpoczęcie upraw.

– Wystarczyłoby, aby projekt rozpoczęcia uprawy oceniła odpowiednia agenda. W przeciwnym razie zawsze znajdzie się osoba, która bez żadnego uzasadnienia nie wyrazi zgody na sąsiednie funkcjonowanie tego typu plantacji – mówi profesor Andrzej Jerzmanowski, profesor Wydziału Biologii UW.

Składający zgłoszenie będzie mógł wystąpić do wojewódzkiego inspektora ochrony roślin i nasiennictwa z żądaniem dopuszczenia do prowadzenia tej uprawy.

Za hodowlę bez wymaganego zezwolenia przewidziana jest kara w wysokości co najmniej 5 tys. zł od hektara.