Prokuratura płocka, która wystąpiła o uchylenie immunitetu Ziobrze chce mu postawić zarzut przekroczenia uprawnień w związku z ujawnieniem szefowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu akt sprawy mafii paliwowej.

Ziobro uważa, że oskarżenia wobec niego mają charakter polityczny. "To pierwszy polityczny proces III RP" - ocenił podczas sejmowego wystąpienia.

"Dziś, ponad wszelką wątpliwość, pod rządami Platformy Obywatelskiej przyszedł czas na procesy polityczne. Przyszedł czas zemsty za walkę z korupcją, jest to zemsta za to, iż podejmowałem działania służące bezpieczeństwu Polski" - mówił b. minister sprawiedliwości i prokurator generalny.

Stwierdził też, że obecnie "przestępcy zacierają ręce". "W tym kontekście szczególnej wymowy nabiera fakt, że blisko 80 proc. przestępców w zakładach karnych oddało głos i okazało swe zaufanie PO" - mówił.

Tłumaczył, że informacje ze śledztwa dotyczącego mafii paliwowej uświadomiły mu, że zagrożenia dotyczące bezpieczeństwa energetycznego przekraczają uprawnienia ministra sprawiedliwości.

Ziobro mówił, że informacje - przekazane mu jeszcze pod koniec grudnia 2005 r. przez prok. Wojciecha Miłoszewskiego - świadczyły o zagrożeniach dla bezpieczeństwa energetycznego państwa w obszarze związanym z kontraktami paliwowymi, kontraktami gazowymi i były związane z działaniem obcych służb specjalnych oraz zorganizowanej przestępczości.

"To wszystko razem wziąwszy uświadomiło mi, że skala informacji, ustaleń śledztwa dalece przekracza moje uprawnienia jako prokuratora generalnego, dalece wykracza poza to, co ja jako prokurator generalny i podlegli mi prokuratorzy możemy zrobić, aby przeciwstawić się tym zagrożeniom" - stwierdził Ziobro.

Jak dodał, w takiej sytuacji nie pozostało mu nic innego jak podjąć działania zmierzające do zmiany prawa oraz struktur organów ścinania. Były minister sprawiedliwości zaznaczył, że należało przeprowadzić takie zmiany, aby państwo nie było bezradne wobec bardzo dobrze zorganizowanej mafii paliwowej.

"Dlatego m.in. zdecydowałem się skontaktować z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskiem, członkiem Rady Bezpieczeństwa Narodowego, konstytucyjnego organu odpowiadającego za bezpieczeństwo państwa, parlamentarzystą, a nade wszystko liderem ugrupowania rządzącego, więc człowiekiem, mającym w tym momencie decydujący wpływ na kierunek polityki naszego państwa" - mówił Ziobro, a posłowie PiS oklaskiwali jego wystąpienie.

Polityk stwierdził, że jego zadaniem było przekazać informacje, które będą później wykorzystane do zmian prawa zmierzającego do zwiększenia bezpieczeństwa Polski i dlatego on i prok. Miłoszewski spotkali się z J. Kaczyńskim.

B. minister mówił, że informacje nie poszły na marne, bo powstał m.in. międzyresortowy zespół ds. walki z mafią paliwową. Podkreślał, że spotkania nie było żadnych "przecieków" do mediów, co świadczy o tym, że te informacje nie były wykorzystywane politycznie.

Ziobro skrytykował też wniosek prokuratury o uchylenie mu immunitetu. Według niego, jest w nim szereg "rażących sprzeczności" między treścią przedstawionych dowodów, a zarzutem.

Jak zaznaczył, postawienie we wniosku zarzutu, że to on wydał prok. Miłoszewskiemu polecenie udostępnienia akt "jest nieuzasadnione". Według niego, Miłoszewski zeznał, że to Ziobro jako prokurator generalny podjął decyzję o zapoznaniu J. Kaczyńskiego z dokumentami.

Zdaniem polityka PiS "dochodzi do lekceważenia podstawowych zasad prawa procesowego i karnego" przez autora wniosku i prokuratora krajowego, a także ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, który - jak mówił Ziobro - poparł wniosek prokuratury.

Autorzy wniosku - mówił - manipulują orzecznictwem Sądu Najwyższego. "Robią to dlatego, że brak jest uzasadnienia prawnego dla argumentacji, jaką przedstawiają" - ocenił.

W opinii posła PiS, wbrew zarzutom autorów wniosku, prokurator może udostępnić akta każdej osobie, jeśli uzna to za konieczne. Ziobro stwierdził, że "nie ulega wątpliwości", że jako prokurator generalny był uprawniony do przejmowania czynności prokuratorów podległych, a więc i decyzji o udostępnieniu akt.

Jego zdaniem, szef PiS miał prawo poznania materiałów prokuratury w sprawie śledztwa dotyczącego mafii paliwowej, szczególne jako członek Rady Bezpieczeństwa Narodowego i parlamentarzysta z dostępem do tajemnicy państwowej.

Innego zdania był sprawozdawca Komisji Regulaminowej poseł PO Jarosław Urbaniak. Jak mówił przedstawiając stanowisko komisji, Ziobro niezgodnie z prawem udostępnił akta sprawy mafii paliwowej prezesowi swojej partii.

Podkreślał, że materiałów z prokuratury dotyczących mafii paliwowej nie widział ani ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz, ani prezydent Lech Kaczyński. Urbaniak dodał, że udostępnienie prezesowi PiS dokumentów mogło posłużyć walce politycznej, bo - jak dodał - w zeznaniach jednego ze świadków "pojawiają się nazwiska polityków lewicy".

Sprawozdawca komisji powiedział też, że "zastanawiające" jest, iż prokuratorski zespół prowadzący śledztwo w sprawie afery paliwowej został rozwiązany. Jego zdaniem, prowadzący śledztwo w sprawie mafii paliwowej prok. Marek Wełna żalił się Ziobrze, że "śledztwo zostało zepchnięte na boczne tory". "Pan jest za to odpowiedzialny" - ocenił Urbaniak, zwracając się do Ziobry.

Komisja Regulaminowa jeszcze w lipcu na ostatnim posiedzeniu Sejmu przed wakacjami, w atmosferze awantury, pozytywnie zaopiniowała wniosek prokuratury w sprawie uchylenia Ziobrze immunitetu.

Ziobro odniósł się też do przyczyn swej nieobecności podczas lipcowych obrad Komisji Regulaminowej. Tłumaczył, że według pierwotnych planów, posiedzenie komisji miało się odbyć po wakacjach. "Nie miałem powodów nie wierzyć przewodniczącemu komisji, który zapewniał mnie, że na posiedzeniu Sejmu w końcu lipca komisji już nie będzie" - mówił.

O tym, że posiedzenie komisji odbędzie się w środę 23 lipca przed południem poinformował tego dnia rano marszałek Bronisław Komorowski. Dzień wcześniej komisji nie udało się zająć wnioskiem, bo na obrady w małej salce stawiło się około 100 posłów PiS.

Ziobro dodał, że dysponuje ekspertyzami biura analiz sejmowych, z których wynika, że "nie można z dnia na dzień takiej komisji zwołać". "Prawo powinno wiązać wszystkich" - powiedział. "Zostałem pozbawiony prawa do tego, by na komisji przedstawić szczegółową analizę prawną stawianych mi zarzutów" - stwierdził.

Prowadzący obrady wicemarszałek Jerzy Szmajdziński (Lewica) zwrócił uwagę, że Prezydium Sejmu ma prawo zwołania każdej komisji w trybie natychmiastowym. I z tego prawa - dodał - marszałkowie korzystali. "W tej sprawie prawa nie złamano" - powiedział Szmajdziński odnosząc się do lipcowego posiedzenia komisji regulaminowej.

Z kolei Urbaniak zwrócił uwagę, że Ziobro został prawidłowo powiadomiony o terminie posiedzenia Komisji Regulaminowej, a mimo to się na niej nie stawił. Kończąc przedstawianie sprawozdania komisji Urbaniak stwierdził, że podczas swojego wystąpienia "Ziobro będzie robił z siebie jak zwykle męczennika".

Prowadzący obrady wicemarszałek zwrócił posłowi PO uwagę, że w sprawie wniosku o uchylenie immunitetu nie ma debaty i żeby nie prowadził polemiki, bo "to nie jest rola posła sprawozdawcy", który ma przedstawić rezultaty prac Komisji Regulaminowej.


Oświadczenie Ziobry o zrzeczeniu się immunitetu trafiło już do Kancelarii Sejmu. Teraz Komisja Regulaminowa sprawdzi, czy jest poprawne pod względem formalnym.