Pomimo szczytnych założeń, jakie przyświecały twórcom ustawy (znalezienie remedium na problem tzw. spirali zadłużenia osób fizycznych), nie można niestety pozytywnie ocenić jej obecnego kształtu. Głównym mankamentem jest zbyt szerokie ujęcie kręgu beneficjentów. Po pierwsze, z ustawy skorzystać mogą wszystkie osoby fizyczne, z wyłączeniem tych podlegających obowiązującej już regulacji prawa upadłościowego (jednak w sytuacji, gdy ich zadłużenie związane z działalnością gospodarczą nie przekracza 15 proc. całkowitego zadłużenia, także one skorzystają z dobrodziejstw ustawy). Ponadto możliwość ogłoszenia takiej upadłości ma nie być wyłączona wobec tych dłużników, którzy z własnej winy popadli w zadłużenie.
W efekcie ustawa staje się kolejnym instrumentem prawnym, obok funkcjonującej już w Polsce restrykcyjnej ustawy antylichwiarskiej, wymierzonym przede wszystkim w pozycję banków. Trzeba mieć jednak na względzie, że zbytnie osłabienie banków poprzez zmniejszenie i utrudnienie ściągalności kredytów koniec końców odbije się właśnie na konsumentach. Przy tak liberalnym ujęciu zakresu stosowania ustawy możemy bowiem spodziewać się scenariusza, który obecnie ma miejsce w Wielkiej Brytanii, gdzie od lat funkcjonuje upadłość konsumencka w bardzo zliberalizowanej formule. Skutkiem takiego stanu rzeczy jest to, że angielskie banki postanowiły po prostu obciążać wszystkich swoich klientów poprzez wprowadzanie odpłatności za wszelkie usługi, które od wielu lat były bezpłatne, a także znacznie ograniczyć możliwości uzyskania kredytu. Tak więc de facto koszty upadłości niesolidnych dłużników pośrednio ponoszą wszyscy klienci banków.
Drugim problemem związanym z obecnym kształtem ustawy jest fakt, że ujęcie upadłości, jakie jest obecnie forsowane w Sejmie, sprzyja osobom, które celowo będą się zadłużać, żeby po chwili ogłosić swoje bankructwo. W Anglii wykształciła się już nawet nowa profesja specjalnych doradców, którzy specjalizują się jedynie w udzielaniu pomocy w unikaniu spłaty długów w oparciu o obowiązujące prawo.
Na marginesie warto zaznaczyć również, że w obecnym kształcie ustawy, koszty takiego postępowania mają być znaczne, co samo w sobie przeczy celowi ustawy, uniemożliwiając skorzystanie z niej najuboższym. Ponadto spora część majątku dłużnika, zamiast na pokrycie długu, będzie przeznaczana na opłatę stałą i zaliczkę na pokrycie kosztów postępowania.
Podsumowując, przede wszystkim warto byłoby się zastanowić nad znacznym ograniczeniem zakresu podmiotowego ustawy, w szczególności poprzez ograniczenie możliwości ogłoszenia upadłości tylko w stosunku do osób, które popadły w stan nadmiernego zadłużenia z przyczyn niezależnych od siebie. W celu wskazania takich dłużników można by zastosować dwie przesłanki:
  •  fakt, że zadłużenie wynikało z racjonalnych działań (tzn. że w momencie zaciągania długu dana osoba posiadała wystarczające dochody zarówno na utrzymanie siebie i rodziny, jak i spłatę długu),
  •  fakt, że niemożność spłaty długu nastąpiła ze względu na niezależną od dłużnika okoliczność, np. chorobę albo zwolnienia grupowe w pracy.
PIOTR TERLECKI
prawnik w Kancelarii Tomczak i Partnerzy, od października 2007 r. aplikant w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie
ikona lupy />
Piotr Terlecki, prawnik w Kancelarii Tomczak i Partnerzy, od października 2007 r. aplikant w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie / DGP