Projekty ustaw, których nie uchwalił Sejm, mogą po wyborach powrócić. Część z nich ma być zgłoszona jako zupełnie nowa inicjatywa poselska. Są wśród nich takie, które muszą powrócić do laski marszałkowskiej, gdyż związane są z postanowieniami Trybunału Konstytucyjnego, ale i takie, które wzbudzały bardzo duże kontrowersje. Prawnicy mają nadzieję, że do niektórych pomysłów posłowie nie będą wracać.
Wśród propozycji Ministerstwa Sprawiedliwości, które wzbudzały największe emocje w środowisku prawniczym, był między innymi projekt ustawy o postępowaniu dyscyplinarnym wobec osób wykonujących niektóre zawody prawnicze. Zakładał on, że korporacyjne postępowania dyscyplinarne wobec adwokatów, notariuszy i radców prawnych zostaną włączone w ramy sądownictwa powszechnego. Funkcję rzecznika dyscyplinarnego, którą obecnie pełni przedstawiciel korporacji, miałby pełnić prokurator.
- To byłoby sprzeczne z ideą samorządności. Ponadto takie rozwiązanie, gdzie prokurator występował jako oskarżyciel w postępowaniu dyscyplinarnym, już funkcjonowało w0 historii w czasach stalinowskich. To pokazuje, jaki jest rodowód tego pomysłu - komentuje Jerzy Naumann, adwokat.
Dodaje, że można to porównać do sytuacji, w której np. w postępowaniu dyscyplinarnym prokuratora oskarżycielem byłby policjant. Adwokat zaznacza, że wiele wskazuje na to, że obecnie prokuratura jest upolityczniona, dlatego takie rozwiązanie powodowałoby dodatkowe zagrożenie.
- Do takich pomysłów lepiej nie wracać. Sądownictwo dyscyplinarne jest poddane kontroli Sądu Najwyższego, do którego można złożyć kasację. Zatem jeżeli nawet minister sprawiedliwości nie zgadzałby się z jakimś postanowieniem sądu dyscyplinarnego, to ma możliwość zwrócić się do Sądu Najwyższego - podkreśla adwokat.
Jerzy Naumann dodaje, że jest to wystarczająca kontrola nad dyscypliną prawników.
Według resortu sprawiedliwości przeniesienie korporacyjnych postępowań dyscyplinarnych do sądów powszechnych miało ujednolicić te postępowania dla wszystkich zawodów prawniczych.
Jednak prawnicy podkreślali, że jawność postępowań dyscyplinarnych uderzyłaby w klientów, którzy nie mieliby gwarancji, że zostanie zachowana tajemnica zawodowa.
Sparaliżowany Trybunał
W Sejmie pozostał projekt nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Zgodnie z propozycjami kadencja szefów TK trwałaby trzy lata, a prezydent wybierałby prezesa i wiceprezesa spośród trzech kandydatów przedstawionych przez sędziów TK.
- Można dyskutować nad koncepcją zmiany metody wyboru prezesa Trybunału lub sędziów. Jednak ta propozycja była wygodna dla partii rządzącej, aby można było wybierać prezesa, który byłby bardziej przychylny władzy politycznej - mówi prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego. Przypomina, że w Sejmie były też inicjatywy poselskie, które warto byłoby rozważyć. Proponowano w nich, aby kandydatów na sędziów zgłaszały m.in. środowiska prawnicze, a nie tylko politycy.
Zgodnie z projektem wszystkie wyroki Trybunału miałyby być wydawane w pełnym składzie, który zostałby zwiększony z 9 do 11 członków.
- Propozycje te uniemożliwiłyby rozróżnienie spraw ważnych od mniej istotnych. Dotychczas Trybunał sądził w różnych składach w zależności od wagi sprawy - mówi prof. Piotr Winczorek. Dodaje, że nie może być sytuacji, w której z powodów politycznych zostałoby sparaliżowane działanie TK. Profesor wyjaśnia, że intencją projektodawcy, aby orzekano w pełnym składzie, było uniemożliwienie wydawania wyroków np. przez kilku sędziów, którzy mogliby być zaangażowani politycznie w daną sprawę.
Trzeba uporządkować przepisy
Sejm nie uchwalił nowelizacji ustaw o adwokaturze i radcach prawnych oraz o notariacie, które dostosowywałyby te przepisy do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2006 roku. Odpowiedni projekt nie przeszedł całej ścieżki legislacyjnej. Porządkował on sprawy związane z wcześniejszym pozbawieniem korporacji wpływu na egzamin adwokacki, umożliwieniem świadczenia pomocy prawnej przez magistrów prawa niebędących adwokatami czy zdawanie egzaminu adwokackiego przez osoby, które nie odbyły aplikacji, ale pracowały przez pięć lat przy tworzeniu lub stosowaniu prawa. TK zakwestionował także przyjmowanie do palestry osób po innych aplikacjach, nawet tych, które nie legitymują się praktyką w zawodzie.
- Mimo braku zmiany przepisów po wyroku TK Naczelna Rada Adwokacja jakoś sobie radzi z tym problemem. Najbardziej cierpią na tym jednak młodzi prawnicy, którzy mają niesprecyzowaną możliwość wykonywania podstawowej obsługi prawnej - mówi Stanisław Rymar, prezes NRA.
Dodaje, że pomoc prawna świadczona przez osoby z tytułem magistra, ale bez aplikacji, powinna być zdaniem Trybunału umiejscowiona w innej ustawie.
- Nam to tak nie przeszkadza, ale brak porządku prawnego na pewno jest uciążliwy dla wielu młodych ludzi - podkreśla Stanisław Rymar.
Projekt ustawy nie tylko dostosowywał prawo do wyroku TK, ale i umożliwiał wykonywanie zawodu adwokata lub radcy prawnego bez obowiązku odbywania aplikacji i złożenia egzaminu zawodowego. Taką możliwość miałyby osoby, które zdały egzamin sędziowski lub prokuratorski po 1 stycznia 1991 r. i w okresie pięciu lat przed złożeniem wniosku o wpis na listę adwokatów lub radców przez co najmniej rok pracowały w kancelarii prawnej.
- Praktyka zawodowa dla osób po innych aplikacjach w kancelarii powinna trwać co najmniej trzy lata. Rok to stanowczo za mało - ocenia Stanisław Rymar.
Dodaje, że trzeba wrócić do tych przepisów, by je uporządkować, ale i zapewnić na właściwych zasadach przepływ prawników między zawodami.
ŁUKASZ KULIGOWSKI
ikona lupy />
Stanisław Rymar, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, uważa, że należy uregulować zasady dotyczące przepływu prawników między zawodami / DGP