Prezydent RP nie skorzystał z konstytucyjnego prawa do powołania na sędziego dziewięciu kandydatów pozytywnie zaopiniowanych przez Krajową Radę Sądownictwa. 17 września Rada wystosowała do prezydenta prośbę o uzasadnienie swojej decyzji. Do tej pory nie uzyskała odpowiedzi. Jest to precedens -nigdy w historii taka sytuacja nie miała miejsca. Konstytucja milczy na temat takiego uprawnienia głowy państwa. Żadne przepisy nie mówią również o trybie, w jakim odmowa powołania na sędziego powinna być udzielona. Jedno jest natomiast pewne - prezydent złamał w ten sposób konstytucyjne standardy oraz obraził dobry obyczaj - twierdzą prawnicy.
Kompetencja czy obowiązek
Artykuł 179 konstytucji stanowi: „Sędziowie są powoływani przez Prezydenta Rzeczypospolitej, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, na czas nieoznaczony”. Natomiast obowiązujące prawo milczy na temat prawa prezydenta do odmowy powołania kandydatów na sędziów. Powstaje więc pytanie, czy powoływanie przez prezydenta przedstawionych przez KRS kandydatów na sędziów stanowi uprawnienie głowy państwa czy jej obowiązek.
- Trzeba pamiętać, że głowa państwa jest gwarantem ciągłości działania władzy, w tym również władzy sądowniczej. Ma również obowiązek współdziałania z takimi organami. Nieskorzystanie przez prezydenta z prerogatywy powołania na stanowisko sędziego powinno mieć charakter wyjątkowy - wyjaśnia dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.
Prezydent ma swojego przedstawiciela w KRS. W pierwszym rzędzie za jego pośrednictwem powinien próbować wywierać wpływ na decyzje Rady.
- Dopiero gdy działanie poprzez prezydenckiego przedstawiciela okaże się trwale nieskuteczne, prezydent mógłby powstrzymać się od powołania konkretnej osoby na urząd sędziowski. Takie wypadki nie powinny mieć jednak charakteru arbitralnego i powinny dotyczyć jednostkowych przypadków - zaznacza Ryszard Piotrowski.
- Gdyby konstytucja przewidywała możliwość odmowy nominacji, to by nie używała formy stanowczej, „powołuje” - uważa prof. Marek Chmaj.
Nie wszyscy konstytucjonaliści są jednak zgodni co do tego. Profesor Stanisław Gebethner twierdzi, że prezydent złamałby konstytucję tylko wówczas, gdyby powołał na sędziego osobę, w stosunku do której KRS nie złożyła wniosku.
- Gdyby prezydent nie mógł nie powołać kandydata na sędziego, to wówczas art. 179 konstytucji nie miałby sensu i powinien brzmieć, że sędziów powołuje Krajowa Rada Sądownictwa - argumentuje profesor Gebethner.
Problemem jest również fakt, że w polskim prawie nie istnieje tryb, w jakim taka odmowa miałaby zostać wydana. Nie do końca wiadomo również, jakie skutki prawne ona wywołuje.
- Taka odmowa nie wywoła żadnych skutków prawnych. Nie stoi ona nawet na przeszkodzie temu, aby prezydent na drugi dzień po jej wydaniu mianował takiego odrzuconego kandydata - twierdzi prof. Hubert Izdebski z Uniwersytetu Warszawskiego.
Obniżenie standardów
Zastanowić się należy również nad tym, czy prezydent takim postępowaniem nie łamie wynikających z konstytucji dobrych obyczajów. Profesor Izdebski zwraca uwagę, iż prezydent powinien w swym postępowaniu kierować się nie tylko prawem pisanym.
- Powinien znaleźć tutaj zastosowanie dobry obyczaj, który nakazuje lojalność jednej władzy publicznej względem drugiej władzy publicznej. Dotykamy tutaj materii, której prawo do końca nie ureguluje. Prezydent w pewnym zakresie musi mieć swobodę, ale ta swoboda nie może być nadmierna, choć nie jest ona określona wprost przez przepisy - uważa prof. Izdebski.
Wszyscy są natomiast zgodni co do tego, że problem ten wynika z niechęci, jaką żywi obecna władza wykonawcza do środowiska sędziowskiego i chęci podporządkowania głowie państwa sądownictwa w Polsce.
- Jest to dość irytujący przypadek, który się pewnie wiąże z ogólnie znanym stosunkiem prezydenta do sędziów i jest to pewien przejaw tego krytycznego stosunku do władzy sądowniczej - mówi prof. Gebethner.
- Proszę zauważyć, że sytuacja ta pojawiła się dopiero w tej kadencji. Poprzedni prezydenci kierowali się prawami zwyczajowymi oraz konwenansami wynikającymi z konstytucji - dodaje prof. Marek Chmaj.
Tajemnicza odmowa
W liście wystosowanym do Krajowej Rady Sądownictwa prezydent nie zamieścił żadnego uzasadnienia swojej odmowy. Rada kilkakrotnie próbowała skontaktować się z prezydentem, aby wyjaśnić jego wątpliwości co do kandydatów.
- Niestety, nasze próby nie powiodły się. Pan prezydent pozostawił nasze pisma bez odpowiedzi - mówi sędzia Ewa Chałubińska, rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa.
Niepokój budzi milczenie prezydenta w kwestii sposobu doboru osób, co do których odmówiono powołania. Nie wiadomo, na jakich zasadach zostały wytypowane. Również Gazeta Prawna zwróciła się do prezydenta o wyjaśnienie tej kwestii, jednakże i ta próba nie dała rezultatów.
- Prezydent powinien przesłać do sądów oficjalny komunikat zawierający uzasadnienie takiego postępowania - zauważa Waldemar Żurek ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.
Prezydent domaga się dodatkowych wyjaśnień o kandydatach. Nie jest jednak jasne, czy i na jakich podstawach ma do tego prawo.
- Nie bardzo wiadomo, kto i na jakich zasadach miałby zbierać takie informacje oraz czego miałyby one dotyczyć. Przecież osoby przedstawione do mianowania poddane już zostały dokładnemu sprawdzeniu - zastanawia się sędzia Żurek.
Opisany precedens wskazuje, iż prezydent podjął próbę wywierania wpływu na dobór kadrowy wśród sędziów.
Oburzenie ekspertów
Takie milczenie głowy państwa wywołuje niepokój nie tylko wśród sędziów, ale także w środowisku naukowym.
- Tutaj powinny znaleźć zastosowanie pewne prawa zwyczajowe, konwenanse, które funkcjonowały już w poprzednich kadencjach. Jest to na pewno przykład niezbyt właściwego realizowania obowiązku konstytucyjnego przez głowę państwa - twierdzi prof. Chmaj.
- Dobry obyczaj wymagałby w takiej sytuacji od prezydenta, aby wytłumaczył się ze swego postępowania. Mamy przecież zasadę jawności rządów - dodaje prof. Izdebski.
Niektórzy z przedstawicieli doktryny idą jeszcze dalej w swych osądach i wskazują na łamanie przez prezydenta konstytucji.
- Jeżeli prezydent odmawia powołania i nie uzasadnia swojej decyzji żadnymi kwestiami formalnymi, bo tylko one mogą tutaj wchodzić w grę, to jest to łamanie konstytucyjnego obowiązku, a zatem może to stanowić podstawę do pociągnięcia do odpowiedzialność konstytucyjnej przed Trybunałem Stanu - uważa profesor Chmaj.
Nie wszyscy jednak są co do tego zgodni i tłumaczą postępowanie prezydenta dawnymi kompetencjami monarchy, którego spadkobiercą w pewnym zakresie jest właśnie prezydent.
- Prezydent nie musi uzasadniać, dlaczego nie powołuje kandydatów Krajowej Rady Sądownictwa. To jest jego suwerenna kompetencja - uważa profesor Banaszak z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Podobnie twierdzi prof. Gebethner, który uważa, że nieuprawniony jest pogląd, że prezydent powinien uzasadniać swoje decyzje.
- Nie da się bowiem udowodnić, że organ uprawniony do podejmowania decyzji obowiązują dobre obyczaje i konwenanse - argumentuje.
MAŁGORZATA KRYSZKIEWICZ
ikona lupy />
Prezydent powinien przesłać do sądów oficjalny komunikat uzasadniający odmowę nominacji - twierdzi Waldemar Żurek ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia / DGP