■ podniesieniem poziomu trudności egzaminu wstępnego na aplikację, ponieważ pozwoli to na lepszą weryfikację wiedzy kandydatów
prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, kluczowy partner w kancelarii Rymar i Wspólnicy. Specjalizuje się w prawie cywilnym, karnym, sportowym. Wiceprezes Warszawskiego Klubu Narciarskiego.
■ utrzymaniem obecnego limitu punktów niezbędnych do zdania egzaminu i zawężeniem dziedzin, które obejmuje egzamin
prawnik, założyciel i prezes Stowarzyszenia Fair Play, które doprowadziło do przyjęcia ustawy ułatwiającej dostęp do
aplikacji prawniczych. Pracuje w firmie consultingowej.
Czy nowy model egzaminów na
aplikacje prawnicze sprawdza się w praktyce?
Egzaminy, szczególnie w większych miastach miały za niską poprzeczkę, ponieważ nie weryfikowały dostatecznie wiedzy w taki sposób, aby gwarantować większości tych młodych osób, które się dostały, ukończenie aplikacji. Niewątpliwie drugi etap weryfikacji do zawodu
adwokata jest przeprowadzany w toku aplikacji, czyli w toku szkoleń, kolokwiów, egzaminów i końcowych egzaminów. Dlatego moim zdaniem test powinien wyżej stawiać poprzeczkę dopuszczenia do zawodu. Jej obniżenie w konsekwencji zaszkodzi młodym ludziom, którzy dostaną się na aplikację.
Biorąc pod uwagę liczbę osób, które zdawały na wszystkie aplikacje prawnicze, bardzo dobrą organizację egzaminów, ten model można uznać za sukces. Realizowane jest podstawowe założenie, jakie przyświecało wprowadzeniu tych rozwiązań, czyli egzamin oparty na jasnych zasadach. Egzamin testowy, wymagający, z wysokim progiem punktów, potwierdza, że na aplikację dostają się młodzi
prawnicy o dużej wiedzy. To, że tak duża liczba osób w tym roku rozpoczyna aplikacje prawnicze, świadczy o tym, że poprzednio obowiązujące zasady albo były zbyt rygorystyczne, albo tworzono sztuczne limity.
Czy otwarcie dostępu do aplikacji nie jest pozorne?
Otwarcie dostępu do aplikacji jest rzeczywiste, co jednak nie oznacza otwartego dojścia do zawodu adwokata, ponieważ następnie należy zdać przecież bardzo trudny egzamin adwokacki. A zatem otwarty dostęp do aplikacji jest na pewno, natomiast do zawodu adwokata dostają się ci, którzy w stu procentach spełniają wymogi, od których zależy możliwość wykonywania tego zawodu.
Zgadzam się, że liczba przyjętych na aplikacje nie świadczy w pełni o otwarciu zawodu, przy czym obawy te zostaną rozwiane lub potwierdzone podczas egzaminu końcowego. Mam nadzieję, że nie okaże się on sztuczną barierą. Jest to obawa wielu aplikantów, zwłaszcza że dominują w nim kryteria uznaniowe. Niewątpliwie będzie on też swoistą odpowiedzią na pytanie, czy kolejne, głębokie reformy zawodów prawniczych są potrzebne.
Czy obniżenie limitu punktów niezbędnych do zdania egzaminu nie wpłynie negatywnie na poziom aplikacji?
Już obecnie można się zastanawiać, czy cel egzaminów na aplikację, jakim jest weryfikacja osób przydatnych i zdolnych do wykonywania zawodu adwokata, nie został zagubiony przy okazji obniżania liczby punktów potrzebnych do zaliczenia tego egzaminu. Jeśli kolejny raz pułap zostanie obniżony, ten sens się jeszcze bardziej zagubi. Być może ten pomysł jest jednym z pomysłów związanych z kampanią wyborczą, które nie zadziałają.
Nie jestem przekonany do tego pomysłu, nie dlatego, że może on wpłynąć na poziom aplikacji, bo nie zapominajmy, że to właśnie aplikacja przygotowuje do wykonywania zawodu, ale dlatego, że nie w limicie punktów był problem. Pomysł ten pojawił się po ubiegłorocznych egzaminach, gdzie bardzo wielu kandydatów nie zdało egzaminu. Wskazywali oni jako główną przyczynę to, że zakres egzaminu był zbyt szeroki, od prawa wodnego poprzez prawo geologiczne. Podejrzewam, że wielu adwokatów czy radców nie odpowiedziałoby na te pytania.
Czy przy tak dużej liczbie kandydatów utrzymanie relacji patron-uczeń jest ciągle możliwe?
Przewidzieliśmy, że zwiększona liczba aplikantów spowoduje rzeczywiste trudności w organizacji szkoleń i zapewnieniu im wysokiego poziomu, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że trudno będzie zachować ten model jeden aplikant na jednego patrona. Dlatego dopuściliśmy możliwość posiadania przez patrona trzech aplikantów, a nawet więcej - w wyjątkowych wypadkach.
Średniowieczny model mistrz-czeladnik jest już anachronizmem. W znacznej części model patron-uczeń jest fikcją. Uważam, że model szkolenia powinien opierać się na tym, że jest ono prowadzone nie tylko przez korporacje, ale również przez prywatne ośrodki szkolenia. Wówczas najważniejszy byłby egzamin końcowy, który weryfikowałby zdobytą wiedzę.
Czy aplikanci traktowani są w kancelariach jak tania siła robocza?
Rzeczywiście, płyną takie sygnały, że aplikanci za mało zarabiają, ale rynek pracy prawników w kancelariach jest jednak ograniczony i dlatego te wynagrodzenia - zwłaszcza w mniejszych ośrodkach - nie mogą być wysokie i dlatego nie mogą u wszystkich młodych prawników spełniać ich oczekiwań. Młody prawnik musi wiele lat wyrabiać sobie pozycję na rynku - jest tak zresztą na całym świecie.
Przypomnę, że jeszcze dwa lata temu mówiliśmy o zjawisku tzw. białych murzynów, dziś te osoby posiadające wiedzę i doświadczenie prawnicze mają przynajmniej szansę na odbywanie aplikacji, wykonywanie wymarzonego zawodu. Nie oznacza to jednak, że reforma się nie udała.
Przygotowała EDYTA WERESZCZYŃSKA
Stanisław Rymar, prezes Naczelnej Rady
Adwokackiej, kluczowy partner w kancelarii Rymar i
Wspólnicy
/
DGP
Grzegorz Maj, prawnik, założyciel i
prezes Stowarzyszenia Fair Play
/
DGP