Premier powiedział, że liczy na rozstrzygnięcie TK w tej kwestii, choć nie wie, czy orzeczenie będzie "definiowało ten problem". Zapowiedział, że jeśli stanowisko Trybunału nie rozstrzygnie tej sprawy, to trzeba będzie wrócić do prac nad tzw. ustawą kompetencyjną.

Zapowiedź opracowania przepisów - regulujących uprawnienia rządu, prezydenta i parlamentu w sprawach związanych z członkostwem w UE - była jednym z elementów zeszłorocznego porozumienia między prezydentem i premierem, które umożliwiło wyrażenie zgody przez parlament na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego. Po tym jednak, jak Irlandia odrzuciła Traktat w referendum, Lech Kaczyński wstrzymał się z ratyfikacją.

"Niezależnie od tego, jaki będzie efekt tych zmagań konstytucyjnych, to tak czy inaczej prezydent Rzeczypospolitej zawsze, kiedy tylko zechce, powinien móc uczestniczyć jako osoba towarzysząca delegacji" - dodał premier.

Wniosek premiera do TK to pokłosie październikowego sporu między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem o skład polskiej delegacji na szczyt UE w Brukseli. Temperatura konfliktu była tak wysoka, że kancelaria premiera odmówiła prezydentowi samolotu rządowego, Lech Kaczyński poleciał do Brukseli wyczarterowanym samolotem.

Podczas piątkowej konferencji prasowej prezydent i premier byli też pytani, czy się lubią. Lech Kaczyński odparł, że lubi rozmawiać z Donaldem Tuskiem, od kiedy się poznali przed 25 laty. "Ogólnie politycznie bywało różnie, ale ja osobistą sympatię zachowałem" - dodał prezydent.

Premier zaś mówił: "ja w ogóle staram się lubić ludzi, w związku z tym w tym zbiorze jest także prezydent Lech Kaczyński; na pewno współpraca zawsze jest lepsza niż konflikt".