statystyki

Weto nadzwyczajne. Jak daleko UE może pójść na rękę Warszawie i Budapesztowi?

autor: Magdalena Cedro20.11.2020, 07:27; Aktualizacja: 20.11.2020, 07:34
Sprzeciw wobec pakietu budżetowego de facto oznacza dzisiaj polityczną izolację

Sprzeciw wobec pakietu budżetowego de facto oznacza dzisiaj polityczną izolacjęźródło: ShutterStock

Problem z polskim sprzeciwem nie wynika z faktu jego użycia, lecz z momentu, w którym do tego dochodzi.

W u żywaniu „prawa do sprzeciwu”, jak nazywa unijne weto premier Mateusz Morawiecki, nie ma nic nadzwyczajnego. Kraje robią to cały czas, także w negocjacjach budżetowych. Problem z polskim wetem nie wynika z faktu jego użycia, lecz z momentu, w którym do tego dochodzi – na negocjacyjnym finiszu, w którym Unia Europejska ma mocno skrępowane ruchy i z trudnością może wykonać krok w stronę Polski.

W ocenie Lucasa Guttenberga z think thanku Centrum Jacques’a Delorsa sprzeciw wobec pakietu budżetowego de facto oznacza dzisiaj polityczną izolację. – Negocjacje w UE są prowadzone w sposób bardzo otwarty, każde państwo członkowskie jest wysłuchane. Ale jest taki moment, w którym wszyscy muszą dojść do porozumienia i nie można tego odkładać bez konsekwencji. Jeśli ktoś decyduje się wspiąć na drzewo, to musi pamiętać, że będzie musiał z niego zejść o własnych siłach – mówi. Ekspert przypomina, że Polska i Węgry zgodziły się na mechanizm praworządnościowy na szczycie w lipcu tego roku, chociaż dziś oba rządy przyznają się do tego niechętnie. Jego zdaniem ustępstwa wobec naszego kraju w dotychczasowych negocjacjach były znaczące. Po pierwsze, pieniądze zaproponowane nam w ramach funduszu odbudowy są większe, niż mogłoby to wynikać z prognoz gospodarczych dla Polski publikowanych wiosną i latem. Po drugie, niemiecka prezydencja poszła na rękę Warszawie, osłabiając po lipcowym szczycie rozporządzenie wiążące fundusze z praworządnością. Berlin musiał potem ustąpić Parlamentowi Europejskiemu, ale i tak ostateczna wersja mechanizmu jest znacznie łagodniejsza od tego, co proponowano pierwotnie dwa lata temu.

O tym, jakie nastroje panują w europejskich stolicach po poniedziałkowym wecie Węgier i Polski, można się było przekonać podczas publicznego wysłuchania ministrów europejskich dzień później. Za Budapesztem i Warszawą nie wstawił się nikt. Wielu dyplomatów nie ukrywało zniecierpliwienia i rozczarowania postawą obu stolic. – Jesteśmy na skraju gospodarczej, społecznej i finansowej katastrofy w wielu krajach. To nie jest czas na polityczne gierki – mówiła Ana Paula Zacarias, dyplomatka z Portugalii. Jej głos jest tym istotniejszy, że na początku przyszłego roku to Lizbona przejmie od Berlina przewodnictwo w Radzie UE i będzie odpowiedzialna za ewentualne dalsze negocjacje. Niektórzy politycy obozu rządzącego w Polsce sądzili, że Portugalia będzie gotowa do większych ustępstw w sprawie mechanizmu praworządności, bo znajduje się w gronie państw najpilniej potrzebujących zastrzyku gotówki.


Pozostało 68% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
7,90 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ

Polecane

Reklama

Komentarze (7)

  • ABC(2020-11-20 11:00) Zgłoś naruszenie 254

    Tak, jak zdolności negocjacyjnej, PiSowi brakuje też, swego rodzaju, zdolności honorowej - nie potrafią osiągnąć tego, czego chcą, a później nie dotrzymują tego, na co się zgodzili. Tak samo było z Traktatem Lizbońskim - najpierw Kaczynski coś wynegocjował i ogłosił to jako sukces, a pózniej nie zgadzał się na jego ratyfikację... Historia się powtarza...

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • Laik(2020-11-20 08:18) Zgłoś naruszenie 2212

    w tej sytuacji 25 krajów przyjmuje budżet i dzieli się nową kasą, a dwa zostają na prowizorium i w perspektywie roku zostają z niczym, oczywiście na własne życzenie.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • Uważny(2020-11-20 08:45) Zgłoś naruszenie 1430

    Całego problemu by nie było, gdyby Niemcy nie przemycili do budżetu zapisów o "praworządności" , które mogą być wykorzystywane uznaniowo przez Brukselę do szantażu. Dzisiaj chodzi o sądy, a jutro można podciągnąć wszystko: musicie przyjąć emigrantów, zwiększyć podatki, zmniejszyć podatki, wprowadzić homo adopcję i co tam jeszcze eurokratom przyjdzie do głowy.

    Odpowiedz
  • Tak uważam(2020-11-25 12:42) Zgłoś naruszenie 10

    Możliwe , że to skomplikuje inne sprawy , ale należy wziąć pod uwagę następujące fakty. Tak czy owak , Unia idzie w kierunku Super państwa , a właściwie w kierunku IV tej Rzeszy i zniszczy wszystkich opornych. Trzeba się zdecydować , czy chcemy Polski niepodległej , czy godzimy się zostać landem niemieckim i zmienić rząd na im POdległy. Wtedy będziemy czymś w rodzaju byłego terytorium NRD tylko na gorszych warunkach bo nie jesteśmy Niemcami. Tego już dalej nie można ciągnąć na zasadzie -"jakoś tam będzie".

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane