Nieoczekiwany zwrot w Senacie. Choć zapowiadało się na ponadpolityczny kompromis, opozycja zaczęła dążyć do odsunięcia wyborów.
Winą za własną zmianę zdania opozycja obarcza PiS, który jej zdaniem wykorzystuje kruczki prawne do zwiększenia szans na reelekcję Andrzeja Dudy. A jeszcze niedawno wydawało się, że obóz rządzący i opozycja wstępnie porozumieli się, że wyboru głowy państwa należy dokonać przed 6 sierpnia, czyli zanim upłynie kadencja obecnego prezydenta. W tym kontekście najczęściej wskazywano na 28 czerwca jako bezpieczny termin głosowania. Założenie było takie, że Senat lada moment sfinalizuje prace nad ustawą, tę szybko przegłosuje Sejm i marszałek Elżbieta Witek będzie mogła opublikować kalendarz wyborczy.
Jak się wydaje, te ustalenia są już nieaktualne. Najpierw okazało się, że senackie komisje potrzebują więcej czasu na doszlifowanie ustawy wyborczej. To oznacza, że w tym tygodniu ustawa nie wyjdzie z Senatu, a marszałek Tomasz Grodzki wstępnie zapowiedział posiedzenie na początek kolejnego tygodnia. – Im dłużej pracujemy nad tą ustawą, tym więcej senatorów zaczyna być przekonanych, że jedyne w pełni konstytucyjne sposoby przeprowadzenia wyborów prezydenta to albo ścieżka poprzez stan klęski żywiołowej, albo poprzez dymisję bądź zakończenie kadencji pana prezydenta Dudy i rozpisanie przez marszałka Sejmu następnych wyborów – stwierdził marszałek.