Mafia na pełnym legalu. Jak francuska prokuratura ściga polską firmę, która zaczęła wygryzać z biznesu konkurencję

autor: Piotr Szymaniak19.06.2019, 09:33; Aktualizacja: 19.06.2019, 10:18
Kiedy zapytałam francuskiego śledczego, który nadzorował przeszukanie, czy naprawdę uważa, że jesteśmy członkami mafii, usłyszałam, że musieli to jakoś nazwać, aby możliwe było przeprowadzenie kontroli w Polsce – mówi pani Anna

Kiedy zapytałam francuskiego śledczego, który nadzorował przeszukanie, czy naprawdę uważa, że jesteśmy członkami mafii, usłyszałam, że musieli to jakoś nazwać, aby możliwe było przeprowadzenie kontroli w Polsce – mówi pani Annaźródło: ShutterStock

Naloty zagranicznych śledczych na polskie siedziby firm wydawały się do tej pory czymś nie do pomyślenia. A jednak to właśnie spotkało właścicielkę małego przedsiębiorstwa transportowego.

S trach starej Europy przed polskim hydraulikiem, który po rozszerzeniu UE miał zabrać pracę miejscowym fachowcom, szybko się ulotnił. Okazało się, że pracownik ze Wschodu jest dobry, tani i pożądany. Z całkiem innym przyjęciem na zachodnich rynkach spotkali się natomiast polscy przedsiębiorcy. Nawet dziś, po 15 latach od naszej akcesji, wiele państw członkowskich niechętnie widzi ich u siebie, stosując mniej lub bardziej subtelne metody, aby utrudnić działalność nowej konkurencji.

Od dziś wielka akcja policji i wysokie kary. Najnowsze BMW przejdą chrzest bojowy. Gdzie uważać? >>>>

Nikt nie odczuł tego mocniej niż polska branża międzynarodowego transportu drogowego. Mimo że to właśnie ten sektor chyba najbardziej skorzystał na wejściu do UE i otwarciu granic, bo rośnie nieprzerwanie od 2004 r. W ciągu niespełna dekady z gracza średniej wielkości staliśmy się w Europie transportowym potentatem. Obecnie pod względem wielkości przewożonych ładunków jesteśmy liderem w UE z ponad 17,5-proc. udziałem w rynku. Jeśli wziąć pod uwagę wyłącznie przewozy międzynarodowe, to polskie firmy odpowiadają za 1/3 z nich. Utrzymują pozycję lidera pomimo protekcjonistycznych polityk starych krajów członkowskich. Najpierw były to przepisy o płacy minimalnej, które przyjęły Niemcy (tzw. ustawa MiLoG) czy Francja (ustawa Macrona, ówczesnego ministra gospodarki). Zobowiązywały one zagranicznych przewoźników działających na ich terenie do płacenia kierowcom przynajmniej najniższej stawki krajowej (np. we Francji było to początkowo 9,61 euro za godzinę), a także wprowadzały dla nich dodatkowe wymogi administracyjne. Wprawdzie Polska złożyła w 2015 r. skargę do Brukseli na niemiecką ustawę o płacy minimalnej (pierwotnie miała ona być stosowana do nawet w przypadku kierowców przejeżdżających przez ten kraj tranzytem), ale postępowanie Komisji Europejskiej trwa do tej pory. Potem przewoźnicy zostali objęci przepisami unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych, co dla polskich firm zajmujących się transportem międzynarodowym w niedalekiej przyszłości znowu będzie oznaczało dodatkowe obowiązki i koszty (polski i węgierski rząd zaskarżyły dyrektywę do Trybunału Sprawiedliwości UE).

 Nierentowne inwestycje: Budowa dróg wartych 5 mld zł jest zagrożona >>>>

Oprócz praktyk jawnie godzących w zasady wspólnego rynku jest też druga, o wiele trudniejsza do uchwycenia i zmierzenia twarz protekcjonizmu starych państw członkowskich. Główną rolę odrywają tu ich organy kontrolne i sędziowie śledczy. Rodzime firmy budowlane delegujące pracowników do Francji zdążyły się przyzwyczaić do wizyt miejscowych funkcjonariuszy, uzbrojonych tak, jakby na placu budowy spodziewali się znaleźć broń i narkotyki, a nie kielnie i poziomice. Podobnie częstotliwość kontroli pojazdów dawno przestała dziwić transportowców. Ale już naloty służb znad Sekwany na polskie siedziby firm działających na tamtejszym rynku wydawały się naszym przedsiębiorcom nie do pomyślenia. A to właśnie przydarzyło się w styczniu pani Annie, właścicielce niewielkiego, rodzinnego przedsiębiorstwa transportowego.

Zeznania albo dołek

– O szóstej rano obudziło nas łomotanie do drzwi. To była policja z nakazem przeszukania siedziby firmy. Kazano nam się ubierać, bo za chwilę mieli przyjechać kontrolerzy z Francji. Nie minęło pół godziny, jak zjawili się z tłumaczem. Pokazali nam postanowienie o wykonaniu europejskiego nakazu dochodzeniowego. Z dokumentu wynikało, że sprawa dotyczy zorganizowanej grupy przestępczej, a w jej skład wchodzą obywatele Francji i Polski – opowiada biznesmenka. Choć podkreśla, że ma czyste sumienie, to woli nie występować pod nazwiskiem. Obawia się, że jak jej kierowcy dowiedzą się, iż znalazła się na celowniku francuskich służb, to odejdą i nie znajdzie nikogo na ich miejsce (na rynku jest dziś o nich bardzo trudno). Nie chce też wystraszyć kontrahentów.

Firma pani Anny ma siedzibę w wydzielonym pomieszczeniu w rodzinnym domu. Jej flota to w sumie siedem ciężarówek, więc w branży należy raczej do płotek niż rekinów. W zależności od okresu 60–75 proc. obrotów zapewnia przedsiębiorstwu współpraca z jednym z dużych francuskich spedytorów. Z Francji przewozi dla niego towar do Włoch czy Wielkiej Brytanii i z powrotem. Ale regularnie obsługuje też m.in. polskich kontrahentów. Kiedy francuscy kontrolerzy zażądali dokumentacji dotyczącej blisko ostatnich pięciu lat działalności firmy, łącznie wyszło około 70 segregatorów. Nie robili kopii, tylko brali oryginały. Żeby wszystko załadować, potrzeba było dwóch małych samochodów osobowo-dostawczych. Towarzysząca Francuzom polska prokurator zapewniła, że nie pozwoli, by dokumenty wyjechały za granicę. Później okazało się, że jednak wyjechały. – Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Kiedy zapytałam francuskiego sędziego śledczego, który nadzorował przeszukanie, czy naprawdę uważa, że jesteśmy członkami mafii, usłyszałam, że musieli to jakoś nazwać, aby możliwe było przeprowadzenie kontroli w Polsce – tłumaczy pani Anna. Co ważne, przyjęta kwalifikacja prawna pozwala też śledczym łatwo uzyskać zgodę na założenie podsłuchu czy śledzenie firmowej poczty elektronicznej.


Pozostało 68% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (46)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Galerie

Polecane