Pół miliarda złotych – na tyle wyliczają wstępnie swoje straty podmioty, które w poprzednich latach dokonały termomodernizacji zarządzanych przez siebie nieruchomości, a następnie uzyskały białe certyfikaty przetargowe, czyli świadectwa efektywności energetycznej. Są wśród nich spółdzielnie mieszkaniowe, zarządcy nieruchomości, przedsiębiorcy i gminy. Większość z nich liczyła na odzyskanie części wydatków poniesionych na inwestycje zwiększające efektywność energetyczną z wpływów ze sprzedaży owych białych certyfikatów przetargowych podmiotom zobowiązanym (czyli np. firmom energetycznym). Tym bardziej że takie certyfikaty były silnie promowane jeszcze przez poprzedni rząd. Zostały wprowadzone do polskiego porządku prawnego „starą” ustawą o efektywności energetycznej z 15 kwietnia 2011 r. (Dz.U. nr 94, poz. 551 ze zm).

Wszystko wskazuje jednak na to, że większość podmiotów może nie odzyskać pieniędzy za poniesione inwestycje, bo cena certyfikatów drastycznie spada (na rynku mamy nadpodaż), a na dodatek nikt nie chce w nie inwestować, bo ich ważność upłynie już 30 czerwca 2019 r. Po tej dacie stracą swoją przydatność i żaden nabywca nie będzie mógł ich rozliczyć (fachowo określa się to mianem umorzenia).

Już wkrótce dolar powinien być coraz słabszy

Pracownicze Plany Kapitałowe. Kompendium dla pracodawców

Nadpodaż białych certyfikatów spowodowała, że ceny spadły do drastycznie niskich poziomów. Jeszcze w lutym 2018 r. średnioważona cena białych certyfikatów przetargowych (oznaczonych w notowaniach giełdowych na towarowej giełdzie energii symbolem PMEF) wynosiła 833,50 zł. Rok później – 323 zł, w kwietniu 2019 r. – już tylko 70 zł, a dziś – raptem ok. 20 zł! Przedstawiciele spółdzielców i innych podmiotów, które inwestowały w termomodernizację, są oburzeni i czują się oszukani, bo już za kilka tygodni posiadane certyfikaty staną się bezwartościowym świstkiem papieru.

TO TYLKO FRAGMENT TEKSTU. CAŁY ARTYKUŁ PRZECZYTASZ W TYGODNIKU GAZETA PRAWNA >>>>