Czy można uznać, że filmowanie oficjalnych działań strażników leśnych, wykonujących czynności o charakterze kontrolnym, a nawet przymusowym wobec protestujących ludzi, jest naruszeniem prawa do ochrony wizerunku tych strażników?
Mimo że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał w 2018 r. wyrok w sprawie Puszczy Białowieskiej, uznając, że Polska naruszyła dyrektywę siedliskową i ptasią (wyrok z 17 kwietnia 2018 r., sprawa C 441/17), nie wszystkie spory o Puszczę dobiegły końca. Przykładem sprawy, która trwa i w której właśnie złożona została apelacja, jest konflikt Bartosza Staszewskiego z komendantem posterunku Straży Leśnej. Przypadek ten wart jest uwagi, ponieważ w mojej ocenie może mieć charakter litygacji strategicznej w zakresie wolności prasy, kontroli obywatelskiej i statusu Straży Leśnej.
Stan faktyczny sprawy sięga 3 września 2017 r. Bartosz Staszewski, zajmujący się zawodowo realizacją filmów, w tym reportaży, udał się do Puszczy Białowieskiej, by sprawdzić, czy postanowienie wydane 27 lipca 2017 r. przez wiceprezesa TSUE, uwzględniające wniosek o zabezpieczenie Puszczy Białowieskiej przed wycinką do czasu zakończenia postępowania w przedmiocie środków tymczasowych, jest rzeczywiście respektowane. Jak wskazuje Staszewski, od organizacji ekologicznych napływały wówczas wysoce niepokojące sygnały o tym, że wycinka cennych drzewostanów nadal trwa. Autor nagrał sceny, w których strażnicy leśni wynosili siłą aktywistów blokujących maszyny do cięcia lasu.
Reklama
Na dostępnym w internecie filmie widać, jak umundurowany funkcjonariusz Straży Leśnej próbuje wylegitymować operatora kamery, a następnie kategorycznie żąda zaprzestania filmowania w miejscu zdarzenia. W trakcie nagranej rozmowy znamienna jest następująca wymiana zdań pomiędzy Bartoszem Staszewskim a strażnikiem: „– Pan jest ze Straży Leśnej, rozumiem, tak? – Tak, proszę pana. – I pan jest tutaj w tym momencie na służbie? – Tak, proszę pana… A pan chowa te zdjęcia!”.
Strażnik zapowiedział, co zostało utrwalone na dostępnym w sieci nagraniu, że jeśli jego wizerunek ukaże się gdziekolwiek, sprawa trafi do sądu. Tak też się stało. Komendant posterunku Straży Leśnej złożył powództwo o naruszenie dóbr osobistych z żądaniem zaniechania dalszego rozpowszechniania swojego wizerunku oraz przeprosin ze strony autora za publikację filmu (sygn. akt I C 1844/17).

Reklama
W wyroku z 28 grudnia 2018 r. Sąd Okręgowy w Białymstoku uznał, że opublikowanie wizerunku strażnika leśnego stanowi naruszenie jego dóbr osobistych. Tym samym sąd odmówił racji argumentom autora filmu, według którego upublicznienie nagrania było podyktowane interesem publicznym, związanym z głośnym sporem wokół wycinki w Puszczy Białowieskiej i trwającym tam protestem aktywistów. Jak wskazywał pozwany, „film miał na celu przybliżenie opinii publicznej rzeczywistych wydarzeń w Puszczy Białowieskiej oraz sposobu wykonywania przez strażników leśnych czynności służbowych wobec ekologów”. Sąd uznał jednak, że komendant Straży Leśnej nie był w chwili nagrania, a następnie upubliczniania jego wizerunku osobą „powszechnie znaną”, a zatem nie wystąpiła przesłanka z art. 82 ust. 2 pkt 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zwalniająca z zakazu rozpowszechniania wizerunku bez zgody nagrywanego.
W niniejszej sprawie powstaje jednak pytanie o ważenie wartości. Wiadomo, że w Puszczy Białowieskiej dopuszczono się wycinki niezgodnej z dyrektywą siedliskową i ptasią, zaś działania ekologów, w tym polegające na relacjonowaniu wydarzeń z Puszczy, miały kluczowe znaczenie dla powstrzymywania nielegalnej wycinki do czasu orzeczenia TSUE. To m.in. fakt, że protestujący tam ludzie, dosłownie przypięci do ciężkich maszyn takich jak harwestery, poświęcający swój czas dla sprawy ratowania środowiska naturalnego, mogli być usłyszani i zobaczeni przez społeczeństwo polskie, a także w dużej mierze społeczność międzynarodową, spowodował, że sprawą zainteresowała się Komisja Europejska. Nadawane z Puszczy transmisje miały często charakter wręcz dramatyczny, pokazujący siłowe usuwanie aktywistów przez Straż Leśną. Zatem formacja ta odgrywała w sporze o Puszczę istotną rolę, stojąc po przeciwnej stronie niż ekolodzy. Czy można zatem uznać, że filmowanie działań strażników leśnych, ubranych w oficjalne mundury, wykonujących czynności o charakterze kontrolnym, a nawet przymusowym wobec protestujących tam ludzi, jest naruszeniem prawa do ochrony wizerunku tych strażników? Czy operator kamery, wobec którego komendant Straży Leśnej dokonywał czynności służbowych wylegitymowania, może jednocześnie korzystać z dobrodziejstwa ochrony wizerunku na takiej samej zasadzie jak osoba prywatna?
Jak wskazuje mec. Piotr Nikołajuk z Kancelarii LSW, który niedawno wniósł w imieniu autora nagrania apelację od wyroku SO w Białymstoku, „najważniejszym zarzutem z punktu widzenia wartości, jest niewłaściwe wyważenie przez sąd kolidujących ze sobą norm konstytucyjnych – prawa do ochrony wizerunku z działaniem w imię interesu publicznego”. Zgodnie z art. 47 konstytucji każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym, jednocześnie zaś art. 54 ust. 1 zapewnia każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Ponadto wedle pełnomocnika pozwanego w sprawie doszło do błędnego zastosowania przez sąd pierwszej instancji normy określonej w art. 81 ust. 2 pkt 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, która pozwala na publikację wizerunku w określonych okolicznościach – osoby powszechnie znanej (w efekcie wcześniejszych nagrań i udziału w protestach) w ramach pełnionej przez nią funkcji zawodowej – co w tym przypadku stanowi przesłankę wyłączającą bezprawność rozpowszechniania wizerunku.
Teraz sprawę rozpozna Sąd Apelacyjny w Białymstoku. Ma ona w mojej ocenie istotne znaczenie dla prawnej oceny takich wartości, jak wolność prasy, dostęp do informacji, ale i kontrola społeczna służb działających w imieniu państwa, do których niewątpliwie należy zaliczyć Straż Leśną. W dobie powszechnego dostępu do urządzeń nagrywających, w tym umożliwiających transmitowanie przebiegu zdarzenia na żywo, spór w sprawie Staszewskiego nabiera szerszego wymiaru w kontekście zagadnienia ram prawnych obywatelskiego nieposłuszeństwa. Pamiętajmy bowiem, że autor filmu reprezentował stronę społeczną w sporze z aparatem państwa, co symbolicznie obrazuje nawet sam wygląd protestujących ekologów i umundurowanych strażników leśnych. Czy działania tych ostatnich, istotnie ingerujące w sferę swobód obywatelskich ekologów, rzeczywiście powinny pozostać zanonimizowane? Nagranie nadal jest dostępne na profilu Bartosza Staszewskiego na portalu Facebook, bo – jak mówi autor – „przede wszystkim chodzi o dostęp do informacji. Obywatele i obywatelki mają prawo wiedzieć, co funkcjonariusze publiczni utrzymywani przez nich robią na służbie, a szczególnie, gdy dotyczy to ważnych kwestii społecznych”.