Początkiem sprawy było wywłaszczenie nieruchomości będących współwłasnością mieszkańców Krakowa. Decyzja rady narodowej zapadła w 1957 r., a działka miała być przeznaczona pod budowę zakładu opiekuńczego – domu matki i dziecka. Ta inwestycja nigdy nie została zrealizowana. Teren stał pusty przez około 20 lat, w latach 80. zrealizowano zupełnie inną inwestycję – rozbudowę ważnej krakowskiej arterii komunikacyjnej – alei Pokoju.
Spadkobiercy i następcy prawni byłych właścicieli wywłaszczonych gruntów zażądali po latach zwrotu odebranej im nieruchomości, wskazując, że cel wywłaszczenia nie został zrealizowany. Jednak 30 listopada 2009 r. prezydent Krakowa wydał ostateczną decyzję odmowną, argumentując, że jest to niedopuszczalne, gdyż grunt jest zajęty na potrzeby pasa drogi publicznej. Te zaś nie mogą być zwrócone.
Następcy zażądali więc odszkodowania i tu znów spotkali się z odmową. Sprawa trafiła więc do sądu, gdzie pozywający zażądali od miasta zapłaty ponad 5,5 mln zł odszkodowania – kwoty stanowiącej równowartość obecnej ceny rynkowej utraconych gruntów.
Reklama
W procesie Prokuratoria Generalna podniosła zarzut przedawnienia roszczeń, wskazując, że 10-letni termin należy liczyć od 1989 roku, czyli zakończenia budowy al. Pokoju. Tym samym termin do wytoczenia powództwa upłynął z końcem 1999 r.

Reklama
Tego poglądu nie podzielił sąd I instancji, który częściowo uwzględnił roszczenia następców właścicieli, zasądzając na ich rzecz w sumie niecałe 1,7 mln zł wraz z odsetkami. Inaczej rozstrzygnął sprawę sąd apelacyjny, który podzielił zarzut przedawnienia i oddalił roszczenia w całości. Ten wyrok z kolei zakwestionował Sąd Najwyższy, który uchylił go i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy.
Kluczową kwestią, zdaniem SN, było ustalenie początku biegu terminu przedawnienia, na który mogła powoływać się Prokuratoria Generalna. Zgodnie z art. 4421 par. 1 kodeksu cywilnego roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem 3 lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się albo przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż 10 lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę.
– Jeśli ostateczna decyzja odmawiająca zwrotu nieruchomości kreuje roszczenie o odszkodowanie, to terminy przedawnienia należy ustalać, uwzględniając datę jej wydania. Tak było w rozpoznawanej sprawie – powiedział sędzia Karol Weitz.
Decyzję o odmowie zwrotu prezydent Krakowa wydał 30 listopada 2009 r. i od tego dnia należy liczyć maksymalny, 10-letni termin przedawnienia, gdyż to jest data zdarzenia skutkującego szkodą u wywłaszczonych właścicieli i ich spadkobierców. Drugi, krótszy, 3-letni termin liczy się od daty powzięcia wiadomości o szkodzie, w tym przypadku należy go liczyć od momentu doręczenia decyzji prezydenta Krakowa, co nastąpiło w grudniu 2009 r.
Tymczasem jeszcze 22 listopada 2012 r., po zakończeniu administracyjnych procedur związanych z wnioskami o zwrot nieruchomości, a potem o wypłatę odszkodowań, powodowie ostatecznie złożyli w sądzie krakowskim zawezwanie Skarbu Państwa do próby ugodowej. Sam pozew złożony został w marcu 2013 r. SN wskazał, że w tej sytuacji terminy zostały dochowane.

orzecznictwo

Wyrok Sądu Najwyższego z 8 marca 2019 r., sygn. III CSK 334/17. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia