Na 12 lutego br. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyznaczył termin rozprawy w sprawie Sądu Najwyższego. Chodzi o postępowanie wszczęte przeciwko Polsce przez Komisję Europejską, a dotyczące przepisów, które obniżyły wiek, w jakim sędziowie SN przechodzą w stan spoczynku.
KE w swojej skardze domagała się m.in. przywrócenia stanu sprzed 3 kwietnia 2018 r., kiedy to weszła w życie nowa ustawa o SN, na skutek której 27 sędziów SN spośród 72 zostało przeniesionych w stan spoczynku. Tak też się stało po wejściu w życie uchwalonej przez Sejm nowelizacji (Dz.U. z 2018 r. poz. 2507), zgodnie z którą sędziowie ci, włącznie z pełniącą funkcję I prezesa SN prof. Małgorzatą Gersdorf, zostali przywróceni do czynnej służby. Z tych też powodów strona rządowa stoi na stanowisku, że skarga KE stała się bezprzedmiotowa, a postępowanie toczące się przed TSUE powinno zostać umorzone.
Wcześniej na 12 lutego wyznaczona była inna rozprawa dotycząca SN, jednak termin ten został później odwołany. Wówczas chodziło o sprawę, której źródłem były pytania prejudycjalne zadane przez sam SN. Służby prasowe nie podały jednak powodów odwołania terminu rozprawy. Przypuszczano, że mogło to mieć związek z nowelizacją ustawy o SN oraz oczekiwaniem na stanowisko samego SN w tej sprawie. Ten natomiast odpowiedział, że mimo zmian w prawie nadal widzi potrzebę wydania orzeczenia przez TSUE. W piśmie skierowanym do trybunału podpisanym przez prezesa Izby Pracy SN Józefa Iwulskiego zwrócono uwagę na fakt, że nowelizacja była efektem wydania przez TSUE postępowania zabezpieczającego, w którym nakazano przywrócenie sędziów SN do czynnej służby.
Reklama
Dlatego też zdaniem Iwulskiego zmiany w ustawie SN nie miały na celu przywrócenia zgodności prawa polskiego z prawem unijnym, a tylko i wyłącznie wykonanie tego postanowienia. Prezes powołuje się przy tym na brzmienie uzasadnienia projektu oraz na publiczne wypowiedzi przedstawicieli władzy politycznej. Przypomina, że kwestionują oni kompetencję TSUE do udzielenia odpowiedzi na postawione przez SN pytania, gdyż uznają, że kwestie w nich podniesione znajdują się poza zakresem zastosowania prawa unijnego. Tymczasem, jak przypomniano w piśmie, prawo wspólnotowe miało „stanowić instrument obrony pokoju i wartości Wspólnoty (Unii) przed zakusami sił politycznych”, które dla doraźnych korzyści chciałyby zaprzestać respektowania wartości unijnych. I w tym celu utworzono system sądowej kontroli, której podlegają działania zarówno samej UE, jak i państw członkowskich. „W systemie tym ostatecznym arbitrem w zakresie wykładni i stwierdzania naruszeń prawa unijnego jest TSUE, wspierany przez sądy krajowe, na których spoczywa obowiązek egzekwowania prawa unijnego (…)” – czytamy w piśmie. Tymczasem, jak sugeruje sędzia Iwulski, uchwalenie nowelizacji ustawy o SN przywracającej sędziów do czynnej służby miało na celu uniemożliwienie TSUE wydania orzeczenia, które zawierałoby wykładnię unijnego prawa „co do zakresu stosowania go do obrony niezawisłości i niezależności sądów państw członkowskich”.
W TSUE na rozpoznanie oczekują jeszcze inne pytania prejudycjalne wystosowane przez SN. Te dotyczą m.in. zdolności obecnej Krajowej Rady Sądownictwa do wykonywania jej konstytucyjnego zadania, a więc stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów.