Gminy nie palą się do kontroli firm, którym powierzyły gospodarkę odpadami. Przymykają oko na niskie stawki, bo nie chcą obciążać mieszkańców kosztami
Paniczny strach przed najmniejszą nawet podwyżką opłat za śmieci współtworzy patologie, z którymi próbuje walczyć rząd – przekonują eksperci. Ich zdaniem szukanie oszczędności jest krótkowzroczne. Bo gdy okazuje się, że część odpadów nie może być zagospodarowana po oferowanych cenach – lądują one w lasach. A gminy muszą potem płacić za ich uprzątnięcie. Jeszcze gorzej, gdy składowisko spłonie (jak miało to miejsce w kilkudziesięciu przypadkach w ostatnich miesiącach) – koszty usunięcia skutków takiego pożaru są ogromne. Sama rekultywacja terenu pogorzeliska liczona jest w milionach złotych.

Dyktat niskiej ceny