Albo pani zapłaci dług męża, albo na jego grobie będę przywieszał kartkę z czerwonym napisem „dłużnik”. Nie ma pani? To rozłożę na raty. To będzie 6 tys. Tak, 6 tys. zł. Za lodówkę.
Sami siebie często nazywają łowcami długów. To nawiązanie do łowców skór. Dziennikarze „Gazety Wyborczej” ujawnili w 2002 r., że pracownicy łódzkiego pogotowia współpracują z zakładami pogrzebowymi. Niektórzy z nich nie tylko sprzedawali informacje o zmarłych, lecz także uśmiercali pacjentów – by zarobić na kolejnej „skórze”. Tak mówili o pacjentach.
Łowcy długów nikogo nie zabijają. Przynajmniej nie dosłownie. Ale też żerują na ludzkiej tragedii.