• Pan profesor był współautorem jednego z poprzednich projektów ustawy reprywatyzacyjnej. Teraz w resorcie gospodarki powstała kolejna inicjatywa ustawodawcza. Jak pan ocenia ostatnie propozycje ministerstwa?

- Dobrze, że ten projekt w ogóle powstał, choć jest to jeszcze raczej szkic. Polska kompromituje się w międzynarodowych trybunałach brakiem stosownej ustawy w tym zakresie. Co więcej, jej brak dużo nas kosztuje. Wreszcie, wygrywają w sądach sprytni, często niby byli właściciele i spadkobiercy, którzy mają wątpliwe dowody i pieniądze na procesy.

• Czy to nie za ostro powiedziane?

- Pewnie, że ostro, ale co można rzec w sytuacji, w której nie ma od 20 lat oczekiwanej regulacji, a praktyka pokazuje to, co powiedziałem.

• Kto będzie niezadowolony z rozwiązań ustawy?

- Niezadowolone będą osoby wyłączone z możliwości otrzymania zadośćuczynienia. Także ci, którzy liczyli, że otrzymają 100 proc. wartości utraconych nieruchomości i że nieruchomości będą zwracane przez państwo. Niezadowoleni będą również wspólnicy spółek handlowych i ich spadkobiercy.

DLA KOGO USTAWA

Zadośćuczynienie przysługuje za mienie przejęte w wyniku dekretów PKWN, ustaw uchwalonych przez Sejm PRL w latach 1944-1962, jak również na skutek przejęcia w tym czasie mienia bez podstawy prawnej. Zakresem podmiotowym objęci zostali wszyscy dawni właściciele, którzy w chwili przejęcia mienia byli obywatelami polskimi, niezależnie od obecnego obywatelstwa, narodowości i adresu zamieszkania.

• Dlaczego, pana zdaniem, ruchomości zostały wyłączone z przepisów ustawy?

- Dlatego, że trudno przeprowadzić dowód własności ruchomości po upływie 50 lat oraz ze względu na wielkie koszty takiego rozwiązania.

• Jakie pan ma krytyczne uwagi do projektu?

- Przede wszystkim razi mnie tytuł. Znacznie mądrzej jest mówić o rekompensatach, gdyż prawnie nie ma z tym terminem kłopotów. Natomiast zadośćuczynienie użyte w tekście ustawy jest bardzo ryzykowne. W kodeksie cywilnym występuje ono jako postać odszkodowania za szkodę niemajątkową, czyli krzywdę, zaś w art. 1 projektu mówi się o zadośćuczynieniu za szkodę majątkową. Chodzi wszak o zrekompensowanie szkody, za którą nie można przyznać pełnego odszkodowania.

• A co jest godne w tym projekcie poparcia?

- Zwięzłość regulacji. Podoba mi się konsekwencja ustawy i zakres podmiotowy oraz określenie, że prawo do rekompensaty jest niezbywalne, a jednocześnie dziedziczne.

• To powoduje, że będzie więcej uprawnionych?

- Tak. Wchodzą w grę spadkobiercy ustawowi i testamentowi, a zatem zadośćuczynienie otrzymają osoby spoza najbliższej rodziny. A to już idzie za daleko! Poczucie sprawiedliwości byłoby zachowane, gdyby dotyczyło bezpośrednio pokrzywdzonego i najbliższych. Jakie poczucie krzywdy ma ktoś, komu pieniądze spadają prosto z nieba, gdyż okazało się, że jest wskazany w testamencie. Dzisiaj będzie to przecież odległe spadkobranie w czasie.

• Projekt nie uwzględnia osób, które nie miały obywatelstwa polskiego w momencie przejęcia nieruchomości przez państwo.

- Nie przejmowałbym się tym ani ewentualnymi wyrokami sądów amerykańskich czy niemieckich, jak zapowiadają niektórzy po ubiegłotygodniowym, korzystnym dla Polski wyroku Trybunału w Strasburgu. Tylko wyroki sądów międzynarodowych mogą być dla nas wiążące. Poza tym proponowane rozwiązanie jest racjonalne ze względu na interes polskich obywateli.

• Czy ustawa załatwia problem roszczeń niemieckich w kwestii ziem pozostawionych w Polsce po II wojnie światowej?

- Obywatelstwo polskie musi mieć osoba w chwili utarty nieruchomości. Ustawa będzie dotyczyć np. Niemców pochodzenia polskiego, którzy nie wyjechali z Polski w wyniku działań wojennych. Z tym że jest mądre wyłączenie. Mianowicie, nie wchodzi w grę osoba, która otrzymała zadośćuczynienie w jakiejkolwiek postaci od państwa niemieckiego lub innego. Należy też wykluczyć wszelkie roszczenia wyrównawcze, np. z tej racji, że wcześniejsze odszkodowanie było zdaniem zainteresowanego za małe.

• Jako rekompensatę przewidziano wyłącznie formę pieniężną. Czy słusznie?

- Tak, bo jeśli już używa się terminu zadośćuczynienie, to według kodeksu cywilnego może być ono wyłącznie pieniężne. Nie ma mowy o świadczeniu w naturze. Jest w projekcie powiedziane, że jeśli ktoś będzie chciał swoją nieruchomość odzyskać, to może to uczynić, ale przez dopłacenie do wartości powyżej kwoty, na jaką opiewa zadośćuczynienie.

• A jaka będzie wartość tego zadośćuczynienia?

- Z projektu wynika, że jest ona na razie nieznana. Według wzoru matematycznego, który zaproponowano w ustawie, obliczy się wysokość kwoty, zależnie od tego, ile zgłosi się osób i jaką wartość roszczeń przedstawią. Projekt przewiduje zabezpieczenie 20 mld zł w budżecie, co jest kwotą stanowiącą około 50 proc. wartości roszczeń - co wynika z obliczeń w czasie konstruowania projektu, którego przygotowaniem kierowałem. Sceptycy twierdzą, że na wypłaty należy przeznaczyć 70 mld zł. Niedobrze jednak, że nie określono minimalnej kwoty indywidualnego zadośćuczynienia w procencie do wartości mienia. Przecież jeśli zgłosi się dużo więcej wnioskodawców, niż się ocenia, to wysokość indywidualnej wypłaty może wynieść nawet kilka procent wartości nieruchomości.

KOSZTY WEJŚCIA W ŻYCIE USTAWY

Kampania informacyjna będzie kosztować 5 mln zł, zaś analizy i wyceny 1 mln zł. Koszty utworzenia centralnego i wojewódzkiego rejestru wyniosą 2 mln zł, natomiast prowizje bankowe za obsługę wypłat 2 mln zł.

• Jak państwo jest przygotowane finansowo do wypłat?

- Zabezpieczenia na wypłaty zadośćuczynienia są przygotowane w postaci corocznej pożyczki przymusowej ministra finansów dla Funduszu Reprywatyzacyjnego. W kwocie rekompensaty mają też uczestniczyć dochody uzyskiwane przez samorząd z nieruchomości otrzymanych w 1990 roku od Skarbu Państwa. Jest to dobre rozwiązanie, ale sprawa powinna być solidnie uzasadniona i przedyskutowana z organami samorządowymi.

• Nie obawia się pan, że samorządy będą protestować?

- Oczywiście, że tak, ale samorządy dostały mienie za darmo. Niech się teraz podzielą dochodami.

• Czy okres 15 lat na wypłaty nie będzie za długi?

- Tak, dzisiaj jest to zdecydowanie za długi okres, gdyż wypłaty dostaną już nie dzieci, a wnuki i prawnuki wywłaszczonych. Główną przyczyną tego jest wydłużanie w nieskończoność uchwalenia ustawy.

• Czy droga dochodzenia do uzyskania wypłaty jest jasna?

- Gdy chodzi o procedurę, to postępowanie dowodowe w trybie administracyjnym też bywa przewlekłe. Jeśli jednak przyjmiemy drogę administracyjną, to powstaje pytanie o charakter roszczeń.

• W ustawie o rekompensatach dla zabużan też przewidziano tryb administracyjny, nie cywilny. W sądach cywilnych można jednak uzyskać dużo większe pieniądze.

- Droga administracyjna będzie szybsza. Tworzy się jednak dysharmonia w systemie prawa, gdyż roszczenie o zadośćuczynienie ma charakter cywilno-, a nie administracyjnoprawny. To jest złamanie reguł. Dobrze jednak, że wprowadzono termin zawity na zgłoszenie wniosku o przyznanie rekompensaty, który wynosi 12 miesięcy od wejścia w życie ustawy (poprzednio były to dwa lata). Jeśli jednak ktoś nie zadbał, żeby uzyskać stwierdzenie nabycia spadku, albo nie zebrał potrzebnych dowodów, to rok może mu nie wystarczyć na złożenie wniosku. Jak dobrze pójdzie, to ustawa wejdzie w życie w przyszłym roku. Z kolei po złożeniu wniosku przez zainteresowanego wojewoda ma mieć sześć miesięcy na decyzję. Jednak nie ma żadnej sankcji w razie uchybienia tego terminu. To jest wadliwe.

ROZPORZĄDZENIA WYKONAWCZE

W sprawie wzoru rejestru osób, którym przyznano uprawnienie do zadośćuczynienia.

W sprawie określenia wzoru urzędowego formularza wniosku o ustalenie roszczenia oraz sposobu jego udostępniania.

W sprawie określenia trybu przekazywania środków z Państwowego Funduszu Celowego pod nazwą Fundusz Reprywatyzacyjny do Banku Gospodarstwa Krajowego.

• A jeśli, zdaniem wojewody, nie będzie wystarczających dowodów i termin zostanie przekroczony, to obywatel może przecież wystąpić ze skargą na przewlekłość postępowania.

- Oczywiście, że tak, ale to wymaga wszczęcia następnych procesów i to wszystko kosztuje. Z kolei zainteresowany i tak ma możliwość odwołania od niekorzystnych decyzji.

• A zatem kiedy minister skarbu państwa będzie mógł wydać przewidywane ustawą obwieszczenie, informujące jak wiele osób zgłosiło wnioski i jak duże są roszczenia?

- Nie wiadomo! Nie jest też jasne, czy to obwieszczenie może zostać wydane dopiero, gdy będą już prawomocne decyzje, czy też decyzje wojewody w I instancji. Jeśli chodzi o prawomocne decyzje, to proces wypłat wydłuży się. Ja bym przyjął decyzję I instancji, a potem będzie do załatwienia pewien procent odwołań od decyzji niekorzystnych. Na czas załatwienia sprawy ma wpływ także to, że zainteresowany ma się wypowiedzieć, czy chce zadośćuczynienie pieniężne, czy zaliczkę na poczet ceny nieruchomości, którą chce odzyskać. Ponadto ma powstać rejestr u wojewody, i centralny ministra skarbu. Dopiero na tym etapie wojewoda określi konkretną kwotę, jaką otrzyma zainteresowany. Ta część projektu jest niedopracowana. Nie jest też jasne, od kiedy zacznie biec pierwszy rok tych 15 lat na załatwienie spraw.

• Kiedy ustawa ma szansę wejść w życie?

- Po sześciu miesiącach od opublikowania, ale od 1 stycznia 2009 r. przewiduje się zabezpieczenie w budżecie 20 mld zł na wypłaty. Jak rozumiem, chyba w perspektywie 15 lat ratalnego wypłacania zadośćuczynienia. Ustawa ma sporo wad, byłem zwolennikiem innej jej koncepcji, ale nie można odwlekać jej uchwalenia.

WOJCIECH KATNER

profesor, wieloletni pracownik Uniwersytetu Łódzkiego, był wiceprezesem NIK, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Gospodarki