Ministerstwo Zdrowia w opinii do proponowanych przez pana resort zmian w ustawach karnych twierdzi, że nie da się zorganizować osadzenia w placówkach leczniczych niebezpiecznych przestępców po wyrokach. „Zaburzenia osobowości nie są możliwe do wyleczenia środkami medycznymi” – przekonuje wiceminister Igor Radziewicz-Winnicki.

Nie mówimy o leczeniu farmakologicznym zaburzenia osobowości, ale o kompleksowej terapii obejmującej oddziaływanie psychologiczne, terapeutyczne i leczenie wspierające (np. okresowe wyciszenie popędu), konieczne do prawidłowego procesu rehabilitacji.

Wielu sprawców brutalnych zbrodni, którzy popełniają je w związku z zaburzeniami osobowości polegającymi np. na trwałym przekonaniu o konieczności stosowania przemocy, już dziś kwalifikuje się do opieki w zakładzie zamkniętym. Mam na myśli zaburzenia czynności psychicznych lub niedorozwój umysłowy (np. bardzo niski iloraz inteligencji).

Tego rodzaju praktyka postępowania ze szczególnie niebezpiecznymi przestępcami, którzy przejawiają jaskrawe zaburzenia osobowości tworzące wysokie ryzyko ponownego popełnienia przestępstwa, jest znana z systemów prawnych Niemiec, Austrii czy Wielkiej Brytanii. I jest tam akceptowana jako właściwa metoda radzenia sobie z tego rodzaju kategorią sprawców.

Po tych uwagach pracujecie nad nowym kształtem proponowanych zmian?

Trwa proces uzgodnień i konsultacji. Osiągnęliśmy porozumienie z ministrem zdrowia odnośnie do kształtu proponowanych rozwiązań. Szczególną uwagę przykładamy do uwzględnienia ograniczeń konstytucyjnych i tych, które wynikają z europejskiej konwencji praw człowieka i orzecznictwa ETPC, przede wszystkim w sprawach dotyczących regulacji niemieckiej.

Resort zdrowia twierdzi, że powinny powstać osobne placówki do izolowania niebezpiecznych przestępców i ich resocjalizacji. I nie powinien się tym zajmować resort zdrowia. Czy taki pomysł może zostać zrealizowany?

Konieczne jest przeznaczenie konkretnego zakładu zamkniętego, w którym byłyby stosowane wyspecjalizowane procedury terapeutyczne w warunkach zaostrzonego rygoru bezpieczeństwa.

Skoro Ministerstwo Zdrowia odcina się od udziału w tych procedurach i przekonuje, że nie ma tu roli dla lekarzy, to czy nie wraca z całą mocą zarzut łamania zakazu ponownego karania za ten sam czyn?

O karaniu ponownie za ten sam czyn można mówić wówczas, gdy to poprzednie skazanie byłoby bezpośrednio powodem stosowania drugiej izolacji, tym razem o charakterze leczniczo-terapeutycznym.

Pobyt w zakładzie karnym traktujemy tymczasem jako przesłankę do badania przesiewowego, czyli stwierdzania, czy osoba, która popełniła w przeszłości czyn zabroniony nie jest niebezpieczna ze względu na brak zdolności do kierowania swoim postępowaniem lub rozpoznania znaczenia swoich czynów w związku z zaburzeniami czynności psychicznych lub bardzo poważnym defektem osobowości.

Podstawą przymusowej terapii, orzekanej przez sąd, ma być przekonanie, że pobyt takiej osoby na wolności stworzy wysokie ryzyko ponownego popełnienia przez nią czynu zabronionego przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej.

Projekt przewiduje wysokie gwarancje dla osoby poddanej takiemu leczeniu, w tym cykliczną kontrolę sądu, który będzie sprawdzał, czy wciąż jest konieczne jej przebywanie w odpowiedniej placówce terapeutycznej.