Profesor Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, w jednym z wywiadów nazwał Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” związkiem zawodowym i stwierdził, że łamie ono konstytucyjny zakaz zrzeszania się sędziów. Jak reaguje pan na te zarzuty?

Jeśli ktoś stawia zarzut organizacji, do której należy ponad 3 tysiące sędziów, że łamie ona konstytucję, to niestety obraża znaczną część polskich sędziów.

Takich rzeczy nie wolno robić bez opierania się na konkretnych faktach. Tymczasem poza gołosłownym stwierdzeniem, że Iustitia łamie konstytucję, nic więcej nie usłyszeliśmy. Skoro padło stwierdzenie, że Iustitia zachowuje się jak związek zawodowy, chciałbym wiedzieć, w czym to się przejawia.

Jakie są te działania, których Iustitia dokonuje, które są zakazane dla stowarzyszenia, a dozwolone tylko dla związku zawodowego? Nigdy nie zarzucono Iustitii naruszenia prawa, nie ścigano też dyscyplinarnie jej członków za rzekomą zakazaną działalność związkową. Czyżby nikt nie wiedział, że łamiemy prawo?

Czy sędzia Trybunału Konstytucyjnego może Pana zdaniem formułować tego typu wnioski?

Zdecydowanie nie. Chociażby dlatego, że zgodność z konstytucją niektórych działań organizacji może być przez trybunał badana. Jeśli więc sędzia trybunału mówi, że coś jest bądź nie jest zgodne z konstytucją, to musi pamiętać, kim jest.

Jeśli o tym zapomina, to przypomina sędziego sądu powszechnego, który publicznie wypowiadałby się np. o winie czy niewinności oskarżonego w sprawie, której nie prowadzi. To zaś w naszym przypadku skutkuje postępowaniem dyscyplinarnym.

Na sędziowskich forach pojawiały się sugestie, by prezesa TK pozwać o naruszenie dóbr osobistych.

Nie będziemy wytaczali procesu prezesowi Rzeplińskiemu. To zaszkodziłoby wizerunkowi i wymiaru sprawiedliwości, i trybunału. Osoby, które mają pojęcie o prawie i tak widzą, co zaszło. A jeśli ktoś jest do sądów i sędziów negatywnie nastawiony, to zdania nie zmieni.

Z radością przyzna rację każdemu, kto powie coś złego o sędziach, a gdybyśmy wygrali proces, uzna, że to spisek sędziowskiej sitwy. Prezes trybunału ma większe od Iustitii możliwości przekazywania publicznie swoich poglądów.

Władza sądownicza wbrew konstytucji nie jest równorzędna, lecz słabsza od pozostałych, nasz dostęp do opinii publicznej jest mocno ograniczony. Zajęliśmy w tym względzie stanowisko i jest ono upublicznione. Ocenę sprawy pozostawiamy autorytetom prawniczym.

Czy zgadza się pan z argumentem sędziego Rzeplińskiego, że konsultował ustawę okołobudżetową jedynie w zakresie dotyczącym trybunału?

W treści pisma prezesa Rzeplińskiego z dnia 10 listopada 2011 r., adresowanego do wiceminister finansów Hanny Majszczyk, po wywodach pana prezesa o zgodności z konstytucją zamrożenia wynagrodzeń są słowa: „powyższe uwagi odnoszą się odpowiednio do proponowanych zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym (z odniesieniem do Naczelnego Sądu Administracyjnego) oraz ustawie – Prawo o ustroju sądów powszechnych”. Prezes pismo podpisał. Czy trzeba tu coś dodać?

Sędzia Rzepliński jednak nie wyłączył się z orzekania o konstytucyjności zamrożenia płac.

Moim zdaniem sędzia Rzepliński powinien był się wyłączyć. Natomiast na pytanie, czy fakt, że tak nie postąpił, wpłynął na treść wyroku, każdy musi sobie sam odpowiedzieć. Orzekało czternastu sędziów, ale prezes przewodniczył i on decydował o tym, kto weźmie udział w rozprawie. Wyroki trybunału nie są zaskarżalne i są ostateczne.

Iustitia nie została dopuszczona do udziału w rozprawie przed trybunałem, mimo że się o to starała. Prezes stwierdził, że wasz wniosek miał błędy.

Wniosek o udział w postępowaniu złożyliśmy ponad miesiąc przed rozprawą. Trybunał wezwał nas jedynie do uzupełnienia go przez dołączenie dokumentów m.in. z Krajowego Rejestru Sądowego, co uczyniliśmy. Nie było najmniejszych uwag co do sformułowania wniosku.

Zresztą jeżeli wniosek był rzeczywiście tak źle skonstruowany, jak twierdzi prezes, to chyba powinniśmy zostać wezwani do wyjaśnienia jego treści – takie czynności trybunału są mi znane – albo powinien on zostać nam zwrócony jako niedopuszczalny.

Nic takiego się nie stało, przekazano go do merytorycznego rozpoznania. Prezes nas do postępowania po prostu nie wezwał, miał prawo tak postąpić, ale tym samym nie uzasadnił swojej decyzji. Uzasadnia ją teraz enigmatycznie w prasie. Dlatego całą korespondencję z trybunałem w zakresie wniosku zamierzamy opublikować na naszej stronie.