Rozmowa z Maciejem Gawrońskim, szefem polskiego biura międzynarodowej kancelarii prawnej Bird & Bird Fot. Arch.

W zeszłym tygodniu we Francji odbył się szczyt e-G8, na którym liderzy firm technologicznych rozmawiali m.in. o postępującym cenzurowaniu internetu, a Komisja Europejska opowiedziała się za likwidowaniem piractwa u źródła. Czy rozwiązaniem problemów internetu jest właśnie zdobycie twardej kontroli nad tym środkiem przekazu?

Twarda kontrola nad internetem i wprowadzanie mechanizmów filtrowania, a także kontroli treści zamieszczanych i wymienianych przez użytkowników, nie rozwiąże problemów. Nakazanie proaktywnego monitorowania treści przez dostawców internetu i platform komunikacyjnych w internecie można byłoby porównać do nakazania operatorom telekomunikacyjnym monitorowania rozmów telefonicznych. Potrzebne jest raczej tworzenie jasnych, zharmonizowanych standardów lub wspólnych systemów licencjonowania i zarządzania prawami własności intelektualnej w środowisku cyfrowym, niż działania zmierzające do cenzury i naruszeń prywatności. Sensem internetu jest właśnie jego nieograniczony zasięg i swoboda oraz łatwość dostępu do informacji. Nie oznacza to oczywiście, że w internecie nie powinny obowiązywać żadne zasady i że naruszanie tam praw innych osób powinno być bezkarne. Jednak upatrywanie roli rządów w porządkowaniu demokratycznego chaosu, jak to określił prezydent Francji Sarkozy, zdaje się zmierzać w niewłaściwym kierunku.

Czy w Polsce należy wprowadzić regulacje, które ułatwią dostęp do numerów IP osób, które łamią prawo w sieci?

Takie regulacje istnieją, a ich doprecyzowanie ma nastąpić w ramach nowelizacji ustawy o świadczeniu usług elektronicznych. Dane udostępniane powinny być tylko w uzasadnionych przypadkach, tj. uprawnionym organom ścigania, gdy ściśle pozostają w związku z prowadzonymi przez nie postępowaniami. Mechanizmy te nie powinny być wykorzystywane do eliminacji treści niewygodnych, ale mieszczących się w granicach wolności słowa, a w szczególności do cenzury proaktywnej, czyli zastępującej wymiar sprawiedliwości.

Ważne jest także stworzenie jasnej i uwzględniającej realia procedury informowania dostawców internetu czy administratorów portali i forów internetowych o bezprawnych treściach oraz określenie dalszego postępowania z takimi treściami. Procedura taka nie powinna jednak przerzucać na te podmioty odpowiedzialności za treści niepochodzące od nich ani obowiązku rozstrzygania o bezprawności treści. Warto sprecyzować, jakie kroki w takich przypadkach powinien podjąć administrator, w jakich terminach oraz określić precyzyjnie, kiedy może ewentualnie zablokować lub usunąć dane treści, nie ponosząc jednocześnie z tego tytułu odpowiedzialności.

Jak wyglądają dzisiaj te regulacje?

Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną daje usługodawcy internetowemu uprawnienie do przetwarzania danych osobowych użytkownika w przypadku uzyskania wiadomości o korzystaniu przez niego z usługi niezgodnie z jej regulaminem lub obowiązującymi przepisami prawa. Na usługodawcy internetowym ciąży też obowiązek utrwalenia dla celów dowodowych faktu uzyskania oraz treści wiadomości o niedozwolonym korzystaniu z usługi przez użytkownika.

Jak kształtuje się dzisiaj w Polsce odpowiedzialność właścicieli serwisów, którzy jedynie pośredniczą w przekazywaniu zabronionych treści?

Przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną w obecnym brzmieniu przewidują wyłączenie odpowiedzialności usługodawców internetowych za treść przekazywanych przez nich lub automatycznie i krótkotrwale przechowywanych w celu przyspieszenia dostępu danych, jak również za przechowywanie danych zamieszczonych przez użytkowników, o ile usługodawca nie wpływa w żaden sposób na treść danych, nie jest inicjatorem transmisji ani nie wybiera odbiorcy oraz nie ma wiedzy o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności. Usługodawcy ponoszą jednak odpowiedzialność, jeżeli pomimo otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności nie zablokował niezwłocznie dostępu do tych danych. Problemem na gruncie aktualnych przepisów jest jednak to, że pojęcie „niezwłocznie” jest nieostre i może być różnie interpretowane, a ponadto usługodawca internetowy jest de facto zobowiązany do samodzielnego rozstrzygnięcia, czy sporne dane rzeczywiście są bezprawne czy nie.