Panie profesorze, czy arbitraż gospodarczy jest rzeczywiście tanim i szybkim instrumentem rozstrzygania sporów?

Arbitraż jest niewątpliwie dużo droższym niż proces sądowy trybem rozstrzygania sporów. Niedawno opublikowane badania empiryczne Uniwersytetu Londyńskiego i PWC, przeprowadzone wśród kierowników obsługi prawnej transnacjonalnych (międzynarodowych) korporacji dowodzi, że rosnące koszty arbitrażu niepokoją ich firmy bardziej niż wydłużenie postępowania. Minimalna opłata w sądzie polubownym przy Międzynarodowej Izbie Handlowej w Paryżu wynosi 3000 dol., w Sądzie Arbitrażowym przy Krajowej Izbie Gospodarczej 500 zł, a w postępowaniu przed polskim sądem 30 zł. Arbitraż w Polsce jest kilkakrotnie tańszy niż przed stałymi sądami polubownymi w Paryżu, Londynie czy Sztokholmie. Postępowanie arbitrażowe trwa nieco krócej niż przed sądem, lecz należy uwzględnić ryzyko nawet wieloletnich sporów o uznanie orzeczeń arbitrażowych, czego przykładem jest np. zakończony w ubiegłym tygodniu ugodą, po wielu latach, spór między Elektrimem, Deutsche Telekom i Vivendi.

Coraz częściej kwestionuje się poufność postępowania w arbitrażu, a ta poufność uchodziła jeszcze do niedawna za jego typową cechę i zaletę. Czym można tę zmianę uzasadnić?

Nie wszystkie reguły stałych sądów arbitrażowych zakładają poufność postępowania. Ta cecha postępowania przed sądem polubownym jest kwestionowana zwłaszcza w arbitrażu z udziałem państwa lub innych organów władzy publicznej. W sporach inwestycyjnych toruje sobie drogę pogląd, że organizacje pozarządowe, a także obywatele, powinni mieć wgląd w procesy, które dotyczą pośrednio podatników, ochrony środowiska, kształtu ustawodawstwa, itp. Jawność takich postępowań arbitrażowych umożliwia korzystanie z instytucji amicus curiae briefs (pism osób niebędących stronami kierowanych do trybunałów, lecz pośrednio zainteresowanych wynikiem procesu). Poufność arbitrażu jest jednak ceniona przez przedsiębiorców.

Niedawno stwierdził pan, że odformalizowanie postępowania arbitrażowego staje się stopniowo fikcją w procesach o znaczącym przedmiocie sporu. Dlaczego tak się dzieje?

Uczestniczę w procesach, w których sformalizowanie postępowania arbitrażowego wiąże się m.in. z długim procesem wyboru arbitrów, negocjowaniem terms of reference, czyli uzgodnieniem harmonogramu i szczegółowych reguł prowadzenia procesu. Największe zagrożenie formalizowania postępowania arbitrażowego niesie eksport amerykańskiej instytucji zdobywania dowodów. Nawet angielscy prawnicy protestują przeciwko wykorzystaniu tej instytucji dla przedłużenia postępowania dowodowego, w ramach którego każda ze stron opracowuje długą listę dokumentów żądanych od przeciwników. W trakcie trwania zdobywania tych dowodów trybunał arbitrażowy musi wielokrotnie interweniować, aby rozstrzygać spory, czy żądanie dotyczące danego dokumentu lub klasy dokumentów jest uzasadnione. Każda taka interwencja może przedłużać spór.

Prawnicy spierają się, czy głównym celem arbitrażu jest szybsze i ostateczne zakończenie sporu niż w sądzie, czy też chodzi o spójne z dotychczasowym orzecznictwem i prawidłowe rozstrzygnięcia konfliktu. Po czyjej stronie stanąłby pan w tym sporze?

Doceniając szybkość postępowania, jestem przeciwnikiem nadmiernej tolerancji błędów prawnych. Wielu znawców postępowania polubownego głosi tezę, że arbitrzy nie są związani nie tylko prawem procesowym miejsca arbitrażu, lecz także prawem materialnym rządzącym umową. Ograniczone podstawy zaskarżenia orzeczeń arbitrażowych nie usprawiedliwiają wniosku, że arbiter ma licencję na naruszanie prawa materialnego. W myśl art. 1194 kodeksu postępowania cywilnego sąd polubowny może orzekać według ogólnych zasad prawa lub słuszności, tylko jeżeli strony go do tego wyraźnie upoważniły. Arbiter, który orzeka z naruszeniem właściwego prawa materialnego, wyrządza często dotkliwą krzywdę stronie, która postępowała w myśl przepisów ustawy, które nie należą do podstawowych zasad porządku prawnego. Mimo tych mankamentów rola arbitrażu rośnie wobec przeciążenia sądów i zalet specjalistycznego sądownictwa polubownego, oferującego usługi fachowców cenionych przez strony.