Już za kilka dni – 21 października – zacznie obowiązywać nowelizacja prawa autorskiego. Czy dzięki wprowadzanym przez nią zmianom ustalanie stawek wynagrodzeń dla twórców i artystów będzie prostsze, bardziej przejrzyste?

Obawiam się, że nie. Nowelizacja dzieli postępowanie o zatwierdzenie stawek autorskich na dwa etapy. Pierwszy to zatwierdzanie tabel wynagrodzeń przez Komisję Prawa Autorskiego. Postępowanie przed tą komisją może trwać nawet sześć miesięcy, a jeśli tabele zostaną zakwestionowane przez jedną ze stron tego postępowania – organizację zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi bądź organizację użytkowników praw autorskich lub pokrewnych – czeka je drugi etap: postępowanie przed sądem. Tu strony mogą wykorzystać wszystkie instrumenty prawne, by przedłużać postępowanie. A więc może trwać ono latami, co unicestwi sens dokonanej reformy.

O tym, że nowelizacja jest konieczna, wiadomo było już od czterech lat, kiedy Trybunał Konstytucyjny uchylił przepisy dotyczące zatwierdzania tabel wynagrodzeń. Dlaczego nie dostrzeżono tego problemu przed uchwaleniem ustawy?

Przyczyna tkwi w samym procesie legislacyjnym. Nie przeprowadzono poważnych konsultacji, które zmierzałyby do ustalenia problemów i skonfrontowania propozycji. Nie został dokonany bilans potrzeb. W mojej ocenie wystarczyło tylko uchylić dotychczasowe przepisy dotyczące zatwierdzania tabel, zrezygnować z Komisji Prawa Autorskiego i uchylić tabele, a w to miejsce wprowadzić jeden bardzo prosty zapis upoważniający ministra sprawiedliwości do wyznaczenia jednego sądu, do którego kognicji należałyby sprawy z zakresu zbiorowego zarządzania. Jeżeli znalazłyby się one w rękach jednego sądu, pozwoliłoby to na specjalizację zespołu, który rozpatruje te sprawy. To z kolei wpłynęłoby na szybsze ich rozpatrywanie.

Zatwierdzenie tabel przez Komisję Prawa Autorskiego nie likwiduje przecież sporów o roszczenia majątkowe: jakie należy się wynagrodzenie, za co i komu? Dotyka to sprzecznych interesów. Trudno tu liczyć na kompromis. W konsekwencji sprawy o zatwierdzenie tabel i spory o stosowanie tabel z reguły będą trafiały przed sąd. Czy nie lepiej zrobić to od razu, zamiast czekać kilka miesięcy na rozstrzygnięcie Komisji? Ważne byłoby także, aby jeden sąd specjalizował się w trudnej problematyce zbiorowego zarządzania, a nie tylko w sprawach o zatwierdzanie tabel lub wskazywanie tzw. właściwej organizacji zarządzającej prawami autorskimi lub pokrewnymi.

W noweli znalazł się przecież przepis, upoważniający ministra sprawiedliwości do wyznaczenia jednego sądu okręgowego właściwego do rozpatrywania spraw dotyczących zatwierdzania tabel wynagrodzeń.

Tak, ale sąd ten został ustawiony w pozycji rozstrzygającego w drugiej kolejności – po Komisji Prawa Autorskiego i w procesie zatwierdzania tabel. Sąd nie będzie mógł kształtować treści tabel wynagrodzeń, bo nie należy to do jego zadań, a jedynie wypowie się co do ich treści, zatwierdzając tabele lub ich nie zatwierdzając. I tak zresztą takie orzeczenie zawiera zatwierdzenie normy ogólnej, abstrakcyjnej, a nie orzeczenia o prawach cywilnych konkretnych uprawnionych, co nasuwa wątpliwości o zgodność z Konstytucją RP, jeśli idzie o zadania sądów.

W jaki sposób ustalano by wynagrodzenia dla twórców, gdyby nie było tabel?

Sąd rozpatrywałby roszczenia o wynagrodzenia na zasadach ogólnych. Jest przepis art. 110 prawa autorskiego, określający kryteria, które powinny wyznaczać poziom wynagrodzeń dochodzonych przez organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi.

Czy brak tabel nie powodowałby konfliktów między organizacjami twórców i użytkowników prawa autorskich?

Nie. Na dzień dzisiejszy obszary, w których istnieją zatwierdzone tabele należą do mniejszości. Część nie jest objęta dotychczasowymi tabelami, część tabel, zatwierdzonych została uchylona ze względu na błędy proceduralne popełnione przez Komisję Prawa Autorskiego. To co zostało, to są strzępy. Poza tym tabelami nigdy nie została objęta cała sfera zbiorowego zarządzania. A czy prawo autorskie nie funkcjonuje?