● Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego przy Ministrze Sprawiedliwości pracuje nad kodeksem cywilnym. Które instytucje dojrzały do wymiany?

– W projekcie księgi pierwszej kodeksu cywilnego kontrowersyjną sprawą wśród prawników jest status osoby prawnej, przedsiębiorcy oraz przenoszona z księgi zobowiązań ogólna regulacja umów. Doprecyzować należy też prawo zobowiązań w relacjach między przedsiębiorcami oraz przedsiębiorcami i konsumentami.

● Czy pojawią się propozycje włączenia niektórych umów nienazwanych do kodeksu?

– Trzeba to czynić ostrożnie. W pierwszej kolejności należy przedyskutować wyodrębnienie umów handlowych. W ostatnich latach pojawiła się tendencja, aby niektóre umowy nienazwane, które w obrocie handlowym zostały już wykrystalizowane, w szczególności jeśli mają odniesienia międzynarodowe, włączyć do kodeksu cywilnego.

● Jakie są to umowy?

– Zaczęto kilka lat temu od leasingu, teraz można myśleć np. o umowie faktoringu, określonej przez Konwencję Ottawską z 1988 roku. Jest ona jednak odmiennie rozumiana, w różnych krajach. Trudno więc będzie ją ujednolicić w szerszym zakresie. Tak prawdę mówiąc, nie spieszyłbym się z kodyfikacją umów nienazwanych.

● Dlatego, że dobrze funkcjonują w obrocie gospodarczym?

– Jeśli są często zawierane, to istnieje niebezpieczeństwo, że wzorce umowne budowane na potrzeby określonych firm przekształcają się w quasi-prawo. Osoby bez wykształcenia prawniczego są zdezorientowane, gdyż nie wiedzą, że można te umowy inaczej ukształtować. Niestety, mali przedsiębiorcy nie korzystają z pomocy radców prawnych czy adwokatów, dlatego łatwiej wyrządzić im szkodę. Niekiedy podpisują umowy niewykonalne, gdyż nie wiedzą, co tak naprawdę podpisali. Dopiero wtedy, gdy zaczynają się kwestie sporne, przekonują się, że zgodzili się na niekorzystne postanowienia, które były zaledwie propozycją umowy.

● Mogą je przecież negocjować, czyż nie tak?

– Nie zawsze. Mali przedsiębiorcy pozostają często pod presją dużych kontrahentów, którzy nie pozwalają im negocjować. Mówią: przyjmujesz lub nie. I tu pojawia się potrzeba skodyfikowania umowy. W przepisie nawet względnie obowiązującym można wyeliminować wątpliwe propozycje umowne. Niebezpieczeństwo też tkwi w tym, że umowa nienazwana nie posiada essentialia negotii, czyli składników przedmiotowo istotnych, od których zależy skuteczne zawarcie konkretnej umowy. Umowa nazwana uregulowana ustawowo ma essentialia negotii, a zatem jest jednakowo rozumiana dla każdego uczestnika rynku.

● Jednak umowa nienazwana również rodzi skutki prawne.

– Tak, oczywiście. Jej składniki określają każdorazowo strony umowy. Z punktu widzenia słabszej strony umowa ustawowo określona jest bezpieczniejsza. Ale mamy niezwykłą popularność zasady swobody umów i trzeba ją uszanować. Są nawet propozycje, aby zasadę tę jeszcze rozszerzyć w kodeksie.