● Czy może się zdarzyć, że z powodu niskiej frekwencji w czerwcowych wyborach niektóre z okręgów wyborczych nie wybiorą swego przedstawiciela do Parlamentu Europejskiego?

– Nie, nie ma bezpośrednich skutków braku frekwencji dla okręgu wyborczego. Są dwa etapy dochodzenia do mandatu. Pierwszy – w skali całego kraju polega na tym, że Państwowa Komisja Wyborcza bada, które komitety wyborcze przekroczyły 5-procentowy próg. Te, które przekroczą, będą miały możliwość uczestnictwa w podziale mandatów. W drugim etapie przydziela się mandaty na okręg, stosując odpowiednie, bardzo skomplikowane algorytmy.

● Czyli nie może się zdarzyć, aby jakiś okręg nie wyłonił europosła?

– W praktyce to raczej niemożliwe. W każdym okręgu będą mandaty, aczkolwiek rozkład mandatów w wyborach w 2004 roku był znacząco niższy: od dwóch mandatów w okręgu kujawsko-pomorskim, do ośmiu w okręgu śląskim.

● Pięć lat temu 20 proc. Polaków brało udział w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Jaka może być frekwencja w tym roku?

– Uważam, że w czerwcu ludzie pójdą do wyborów chętniej niż w 2004 roku. Frekwencja będzie wyższa, gdyż w pierwszych wyborach do Parlamentu ludzie byli mniej ufni w stosunku do Unii Europejskiej.

Choćby rolnicy, którzy docenili członkostwo polskie w UE, widać wyraźne ożywienie na wsi, a to jest duży elektorat. Wydaje się też, że ta kampania wyborcza jest żywa, barwna i skupia uwagę, co może zachęcić obywateli do opowiedzenia się po tej lub innej stronie.

● Frekwencja do Parlamentu Europejskiego w innych państwach także nie jest wysoka.

– W poprzednich wyborach jednak Polska była na przedostatnim miejscu w relacji do liczby wyborców.

● Dyskusja jest barwna, ale nie programowa.

– Spór merytoryczny nie wszystkich interesuje.