To, że za użytkowanie cudzej własności trzeba płacić, wydaje się rzeczą oczywistą. Ale najwyraźniej nie dla naszego państwa. To, że firmy przesyłowe powinny płacić właścicielom gruntu za jego udostępnienie, nie jest najwyraźniej jasne dla urzędników i posłów.

Boją się konieczności wypłacenia wielomiliardowych odszkodowań za lata, kiedy firmy energetyczne i gazowe nie dawały nikomu złamanego grosza. Sądzę, że brak ustawy o korytarzach przesyłowych, która miała sprawę odszkodowań załatwić, jest niektórym na rękę. Liczą oni, że po cichu upłyną terminy dotyczące roszczeń i będzie można płacić wyłącznie za nowe linie.

Ale informacja, że firmy energetyczne czy gazowe muszą płacić właścicielom gruntów, przez które przechodzą ich linie czy rury, rozniesie się. I ludzie, bojąc się nowego oszustwa, będą żądać albo wysokich kwot za dostęp do ziemi, albo wręcz jej odkupienia. To opóźni i podniesie koszty nowych inwestycji. Poza tym stare linie trzeba remontować. Właściciele ziemi, po których one biegną, nie muszą ekip remontowych wpuszczać na swój teren za darmo. Będą żądać pieniędzy. O takich przypadkach już słyszałem.

Wyobrażam sobie reakcję energetyków i polityków na informację, że sprawa wyrażenia zgody na remont linii trafiła do sądu, gdzie postępowanie potrwa wiele miesięcy. Zwłaszcza jeśli będzie np. zima i ileś osób z powodu awarii nie będzie miało prądu.

Wtedy na pewno będzie mowa o chciwości, o braku poszanowania zasad współżycia społecznego, o cwaniactwie właśnie. I żaden z nich się nie zająknie, że licytację na to, kto jest sprytniejszy, rozpoczęli właśnie oni. Żaden nie będzie się chciał przyznać, że dla oszczędności poświęcili coś, co jest znacznie cenniejsze – możliwość układania stosunków między państwem a obywatelami jak uczciwy z uczciwym.