Podsumujmy ostatnie doniesienia – wymaganiom GDDKiA nie mogą sprostać ani Chińczycy (Covec), ani Austriacy (Alpine Bau), ani Macedończycy (SB Granit), ani Irlandczycy (SRB Civil Engineering), ani Grecy (J&P Avax). Czy to możliwe, że wszyscy są aż tak źli? A kto, jak nie GDDKiA, wybrał takich wykonawców?

Za każdym razem powtarza się ten sam scenariusz. Najpierw są opóźnienia. Potem GDDKiA wini wykonawcę. Zarzuca, że na budowie było nie tylu ludzi, ilu miało być. Że brakuje inżynierów, maszyn i nie odpowiada jej skład jakiegoś kruszywa lub technologia. Na budowę wchodzi inżynier kontraktu. I kontroluje. Potem odmawia odbioru prac. Inwestor i wykonawca nerwowo wymieniają pisma, wzajemnie się straszą – karami i odstąpieniem. Po wojnie nerwów jedna strona nie wytrzymuje i odstępuje od umowy. Wykonawcy jednym głosem zarzucają GDDKiA, że nie płaci na czas lub pod byle pretekstem zimniejsza wypłaty. Do tego okazuje się, że projekty mają wady. A firmy nie chcą z własnej kieszeni pokrywać cudzych błędów i wykonywać robót dodatkowych za darmo.

W efekcie jedno jest dziś pewne – kibice nie doczekają się planowanych ponad 320 km autostrad na Euro 2012. Nie będzie fajerwerków, szampana, przecinania wstęgi i ciepłych uścisków dłoni przy oddawaniu do użytku strategicznych odcinków dróg. Wykonawcy i GDDKiA niczego nie będą sobie gratulować. Zamiast skakać sobie do oczu na placach budowy, spory przeniosą na sale sądowe.

Oczywiście nikt nie posypie sobie głowy popiołem. Nikt nie przyzna się do błędu. Jak zwykle sukcesy będą miały wielu ojców, a porażki zostaną sierotami. Na koniec znajdzie się też wygodny chłopiec do bicia, czyli obecne przepisy o zamówieniach publicznych. Bo jak są problemy, to nie trzeba szukać praktycznych rozwiązań, trzeba w nie uderzyć spektakularną nowelizacją. I po kłopotach. Drogi same się wybudują. Znikną źli wykonawcy. Nie będzie dumpingowych cen w przetargach. GDDKiA będzie budować szybko i bez zarzutów.