Czy skrajnie niesprawiedliwe wyroki mogą być uznane za zgodne z prawem? Pytanie to nasunęło mi się po dwóch kontrowersyjnych rozstrzygnięciach sądowych, które zapadły w ostatnich tygodniach, budząc emocje nie tylko w środowisku prawniczym, ale także wśród szerszej publiczności.

W jednej ze spraw sądy orzekły przepadek zbiorów broni warszawskiego powstańca i odstąpiły od ukarania go za nielegalne posiadanie broni tylko dlatego, że gromadzenie broni i ocalenie kolekcji od zapomnienia było w ocenie sądu czynem o znikomej szkodliwości. Było to jednak przestępstwo. W ten sposób emerytowany major Wojska Polskiego, który nigdy nie był karany, trafił na ławę oskarżonych za czyny, które były jego chlubą i życiową pasją.

Druga sprawa dotyczyła dziennikarza skazanego przez sąd za odmowę opublikowania w prasie sprostowania. Został skazany na podstawie przepisów, które już po wyroku zakwestionował Trybunał Konstytucyjny. Sąd Najwyższy, który niedawno rozpoznawał odwołanie w tej sprawie, uznał jednak kasację za bezzasadną. Tym sposobem wyrok ocalał także przed Sadem Najwyższym. Sędziowie woleli się skryć za fasadą jurydycznego formalizmu. Odsuwając od siebie podjęcie rozstrzygającej decyzji, zaczęli w końcu namawiać skazanego dziennikarza i jego pełnomocnika na wznowienie postępowania.

Po tych rozstrzygnięciach można było usłyszeć na sądowych korytarzach, że są one skrajnie niesprawiedliwe. W obu przypadkach sędziowie sprowadzili swoją rolę do znalezienia odpowiedniego przepisu i jego ścisłego zastosowania. Nie poszli o krok dalej. Nie odwołali się do nowelizowanej niedawno ustawy o broni i amunicji, w czasie prac nad którą takie właśnie sporne sprawy były dyskutowane. Nie sięgnęli głębiej do argumentów trybunału, który zakwestionował konstytucyjność przepisów o sprostowaniu. Jak silny musi być formalizm, skoro mając przed sobą wybrakowane przepisy o tak wątpliwej konstytucyjnie reputacji, sędziowie ocenili złożoną przez rzecznika praw obywatelskich kasację jako bezzasadną.

Nie namawiam sędziów do wyręczania ustawodawcy. Uważam jednak, że ścisłe przestrzeganie ustaw nie wyklucza prawa sądów do odwoływania się do ideałów i wartości wyrażonych poza stosowanym przepisem. W konstytucji, w podpisanych przez Polskę konwencjach międzynarodowych, w orzecznictwie międzynarodowych trybunałów. W przytoczonych sprawach zabrakło odwołania do prawa sprawiedliwego, choć formalnie nieobecnego.

Stosowanie prawa będzie się zawsze łączyć z jego tworzeniem. W skomplikowanych sytuacjach nie wystarczy sięgnąć tylko do lex, czasem trzeba sięgnąć także do ius. A o tym nasi sędziowie często zapominają.