Jednak skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Sędzia w stołecznym sądzie twierdzi, że obowiązująca ustawa nie obowiązuje, bo tak wynika z jej komputera. Zapewne jednak nie było w sądzie dogłębnych szkoleń z obsługi komercyjnych baz danych. Zabrakło na to czasu. Poza tym sędzia miała przed sobą tylko jeden program informacji prawnej, a na rynku są co najmniej trzy. Prezes zaoszczędził, tylko czy w słusznej sprawie? Czy rzeczywiście sędzia, który chce wiedzieć więcej, musi zafundować sobie pozostałe programy z własnej kieszeni?

Bez komercyjnych programów informacji prawnej żaden prawnik nie jest w stanie poruszać się po skomplikowanym, zmiennym systemie prawnym. Sędzia, prokurator, adwokat czy urzędnik każdy dzień swej pracy rozpoczyna od uruchomienia programu, który dzięki jednemu kliknięciu oferuje dostęp do ujednoliconych ustaw, orzecznictwa i poglądów doktryny. Mimo tych wszystkich zalet programy to jednak tylko narzędzia do interpretacji prawa. Ryzyko błędu przy posługiwaniu się nimi maleje, gdy mamy do dyspozycji więcej niż jeden.

Czy państwa polskiego nie stać na to, aby zaoferować każdemu sędziemu dostęp do każdego z komercyjnych programów? Inaczej zadam pytanie – czy nie stać nas na to, aby w razie wątpliwości sędzia mógł sprawdzić przepis i orzecznictwo wszędzie, gdzie się da? Przecież nie chodzi tylko o komfort pracy sędziego. Także o jego powagę.