Kiedy za biznesmenem zatrzaskiwały się drzwi policyjnego samochodu, w Sejmie odbywało się pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o narkomanii. Przepisy zostały stworzone w tej samej atmosferze, w której aresztowano króla dopalaczy. W atmosferze niejasności, naprędce, ale za to medialnie.

Rządowy projekt miał wprowadzić 18-miesięczną poczekalnię dla podejrzanych specyfików oraz system monitorowania mogących stanowić niebezpieczeństwo dla zdrowia substancji. Po konsultacjach społecznych przepisy zniknęły. Nie wiadomo, kiedy stworzono nowe, bardziej restrykcyjne. Rząd nie wziął pod uwagę tego, że bardziej restrykcyjne zapisy nie muszą się okazać bardziej skuteczne.

Senat przyjął projekt bez poprawek. I tak mamy ustawę, której interpretacja będzie prawdziwą przygodą. Zgodnie z przepisami dopalacz, czyli środek zastępczy, będzie specyfikiem syntetycznym lub roślinnym, używanym do odurzania się i nieuregulowanym w odrębnych ustawach. Środek zastępczy będzie zakazany. To, czy substancja zostanie jednak owym środkiem zastępczym okrzyknięta, będzie uzależnione od ułańskiej fantazji amatorów używek i tego, czy nabyty specyfik wsadzą do nosa czy do szuflady. Dopóki do szpitala nie trafią ofiary i używką nie zainteresuje się sanepid, substancja będzie zapewne wykorzystywana w dowolny sposób i niejedno będzie miała imię. Po zachowaniu ostatniego klienta Bratki krzyczącego, że dopalacze to środki kolekcjonerskie, można wnioskować, że niektórzy nie mają jeszcze dosyć rozpoczętej dwa lata temu zabawy. W najbliższym czasie można więc liczyć na wysyp dających kopa herbat, bo to regulują już odrębne ustawy, bądź innych relikwii – bo to już sprawa Kościoła – idealnych na piątkową peregrynację po mieście.

Po wejściu w życie przepisów dopalacze zapewne znikną ze sklepów, tak jak z mediów zniknął Dawid Bratko. Naszego bohatera zastąpił Dawid B., dopalacze zastąpią zaś środki zastępcze.

Jest jednak szczegół, który odróżnia proces uchwalania nowych przepisów od aresztowania króla dopalaczy. Bratko wyszedł. Nowe regulacje pewnie nie wyjdą.