statystyki

Zestaw mitów prawniczych

autor: Emilia Świętochowska02.12.2016, 00:00; Aktualizacja: 02.12.2016, 07:07
prof. Bartosz Brożek filozof, kognitywista i prawnik, pracuje w Katedrze Filozofii Prawa i Etyki Prawniczej na Uniwersytecie Jagiellońskim

prof. Bartosz Brożek filozof, kognitywista i prawnik, pracuje w Katedrze Filozofii Prawa i Etyki Prawniczej na Uniwersytecie Jagiellońskimźródło: Dziennik Gazeta Prawna

Racjonalny prawodawca to fikcja. Fikcją jest rozdział władzy sądowniczej od wykonawczej. Oraz to, że sędziowie są tylko „ustami ustawy”, że jedynie stosują prawo, lecz go nie tworzą - mówi prof. Bartosz Brożek.

Reklama


Kiedy natykam się na absurdalne, czasem wręcz ewidentnie niezgodne ze sobą przepisy, to od prawników zwykle słyszę: no, ale przecież ustawodawca jest racjonalny. Coraz mniej jednak takie tłumaczenie mnie przekonuje.

Musimy najpierw zrozumieć, na czym polega owo założenie, że ustawodawca jest racjonalny. Jest masę różnych sprzeczności we wszelkiego typu przepisach – takiej sytuacji nie da się uniknąć, bo nie ma możliwości, by w tak złożonym systemie, w jakim produkowane są normy prawne, nie pojawiały się między nimi niezgodności. Zwłaszcza biorąc pod uwagę ogromną liczbę powstających regulacji. Prawnicy od zawsze radzili sobie z problemem sprzeczności w prosty sposób: przyjmowali fikcję, że ustawodawca jest racjonalny. Oczywiście dobrze wiemy, że nie jest. Tak na dobrą sprawę to dziś nawet nie wiemy, kto w ogóle jest tym prawodawcą, bo wciąż toczą się na ten temat spory teoretyczne i filozoficzne. Bo prawo jest tworzone nie tylko w parlamencie czy urzędach, lecz także w rozmaitych organizacjach międzynarodowych, wielkich korporacjach, a nawet w sądach. Wszędzie tam powstają – w mniej lub bardziej bezpośredni sposób – reguły postępowania, które wpływają na życie Kowalskiego. Fikcja racjonalnego prawodawcy jest nam zatem potrzebna, gdyż w przeciwnym razie stosowanie prawa stałoby się niemożliwe, a sądy nie byłyby w stanie orzekać. Gdyby miały przed sobą dwie sprzeczne normy na tym samym poziomie i musiałyby rozstrzygnąć, która z nich ma pierwszeństwo, brakowałoby kryterium pozwalającego podjąć tę decyzję. W związku z tym przyjmujemy po prostu, że ustawodawca jest racjonalny i staramy się ze zbioru sprzecznych danych wydobyć pewną spójną całość opartą na tym założeniu.

Czy ta fikcja nie daje jednak sędziom za dużej władzy? Bo zyskują monopol na decydowanie, co jest racjonalne, a co nie.

Oni niezależnie od tego już mają bardzo dużą władzę. My z kolei żyjemy w innej fikcji – że jej nie mają. Zresztą w odniesieniu do tego rodzaju przekonań mówi się o pewnym zestawie mitów prawniczych. To choćby ten mit o racjonalnym prawodawcy, mit o wyraźnym rozdziale władzy sądowniczej od wykonawczej czy też mit, że sędziowie są tylko „ustami ustawy”, że jedynie stosują prawo, lecz go nie tworzą.

A w rzeczywistości tworzą?

Oczywiście. Każdy, kto zajmuje się praktyką prawniczą, wie, że orzeczenia Sądu Najwyższego mają elementy prawotwórcze. Jeśli więc dostałem trudną sprawę i zastanawiam się, jak najlepiej pomóc swojemu klientowi, to niemal na pewno nie będę zaglądał do kodeksu czy ustawy, bo na ich podstawie rozstrzygnę co najwyżej jakieś algorytmiczne przypadki. Pierwsza rzecz, którą zrobię, to przeanalizowanie orzeczenia SN w podobnych kwestiach.

A w jakim sensie mitem jest zasada rozdziału władzy wykonawczej i sądowniczej?


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama