statystyki

Proces karny w poetyce Philipa K. Dicka

autor: Piotr Mgłosiek21.11.2016, 00:00; Aktualizacja: 21.11.2016, 07:07
Piotr Mgłosiek

Piotr Mgłosiekźródło: Materiały Prasowe

Na ostatnim posiedzeniu izby wyższej parlamentu powiało rozsądkiem. Co prawda jest to delikatna bryza, ale ufam, że wystarczająco orzeźwiająca i wiejąca z pewnością w kierunku Sejmu. Oto bowiem izba refleksji powiedziała „nie” (i to jednogłośnie) projektowi zmiany treści art. 344a k.p.k. - pisze Piotr Mgłosiek, sędzia Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków we Wrocławiu VII Wydział Karny.

Reklama


Przepis ten w nowym brzmieniu przewidywał niemający precedensu w rodzimym karnoprocesowym porządku prawnym automat kasowania wyroku sądu I instancji przez sąd odwoławczy na wyłączne życzenie prokuratora, który wystąpiłby o zwrot sprawy, do postępowania przygotowawczego w celu jej uzupełnienia.

Projekt w tej sprawie mimo wielu protestów i kontestacji na łamach DGP przebojem przeszedł przez Sejm. A ze swojej strony powiem, że w środowisku sędziów karnistów budził zdziwienie zabarwione niedowierzaniem.

Pomysł, by na życzenie prokuratora uchylać automatycznie wyrok sądu I instancji i to w sytuacji, gdy w istocie rzecznik oskarżenia przyznaje się do skierowania do sądu wadliwej skargi oskarżycielskiej, jest rozwiązaniem rodem z książek science fiction Philipa K. Dicka. Choć wyobraźnia tego uznanego powieściopisarza zdawać by się mogło nie miała granic, jednak projektodawcy nowelizacji twórczo nawiązali do poetyki autora „Raportu mniejszości”. Przecież art. 344a k.p.k. dawał prokuratorowi bezpośredni wpływ na treść rozstrzygnięcia sądu II instancji. I tak oto oskarżyciel o mały włos niestał się panem obu etapów rozpoznania sprawy karnej. W toku postępowania przygotowawczego rządził zawsze. Teraz planowano powiększenie jego wpływów na etap rozprawy odwoławczej. Do zawłaszczenia pozostałaby już tylko faza wykonania kary.

A zaczęło się stosunkowo niewinnie od nowelizacji art. 360 par. 2 k.p.k. wprowadzającego zasadę związania sądu sprzeciwem prokuratora co do możliwości wyłączenia jawności rozprawy. Właściwie nowela ta przeszła bez większego echa. Dla mnie była jednak pierwszym złowróżbnym przykładem wyraźnej ingerencji jednej ze stron postępowania w paradygmat obowiązującego w naszej kulturze procesu karnego, zgodnie z którym to sąd w osobie przewodniczącego czuwa nad przebiegiem rozprawy głównej. Czyż to nie sąd, posiadając wszechstronną wiedzę o realiach sprawy powinien decydować wiążąco o wyłączeniu jawności rozprawy głównej w przypadkach opisanych w art. 360 par. 1–3 k.p.k.? Przyznam, że właśnie w momencie wejścia w życie opisywanej noweli poczułem pierwsze ukłucie.


Pozostało jeszcze 76% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama