Jak podaje resort, w 2015 r. do sądów powszechnych wpłynęło ponad 15 mln spraw, z czego ponownie wpisanych było nieco więcej niż milion. Podobnie wyglądało to w 2014 r. – na 14,6 mln spraw 885,2 tys. to sprawy ponownie wpisane.

– Te statystyki mnie nie dziwią. Zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę, jak wiele jest przyczyn, które implikują konieczność nadania sprawie będącej w toku nowej sygnatury – mówi Bartłomiej Przymusiński, rzecznik prasowy Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”. Jak wskazuje Milena Domachowska z MS, głównymi przesłankami ponownej rejestracji są m.in. przekazanie spraw:

¦ rozpatrywanych pierwotnie przez e-sąd do rozpatrzenia przez sąd według właściwości ogólnej,

¦ z innych sądów lub wydziałów w związku z nieprawidłową właściwością miejscową,

¦ w związku z utworzeniem lub likwidacją sądu lub wydziału,

¦ do ponownego rozpatrzenia wskutek prawidłowego wniesienia sprzeciwu od wydanego wcześniej nakazu zapłaty.

Potwierdza to sędzia Przymusiński i zauważa: – O tym, kiedy sprawie należy nadać nową sygnaturę, mówi zarządzenie ministra sprawiedliwości w sprawie organizacji i zakresu działania sekretariatów sądowych oraz innych działów administracji sądowej. Tak więc, gdyby minister chciał to zmienić, mógłby to zrobić niemal od ręki.

Tyle tylko, że obecny stan wydaje się być ministerstwu na rękę.

– Jakiś czas temu minister postanowił, że sprawy w postępowaniu nakazowym i upominawczym będą zakreślane „po”, a nie „przed” uprawomocnieniem się nakazu zapłaty. To spowodowało, że czas rozpatrywania tego typu spraw wydłużył się o ok. miesiąc. Co więc zrobił resort? Wrócił szybko do poprzedniego rozwiązania i obecnie sprawy takie zakreślane są przed uprawomocnieniem się nakazów zapłaty – opowiada sędzia Przymusiński.

Takie żonglowanie statystykami sądowymi przez MS budzi niezadowolenie w środowisku.

– To zaciemnia rzeczywisty obraz. Dlatego wśród sędziów od dawna toczy się dyskusja, że sprawy powinny mieć nadawaną jedną sygnaturę, pod którą powinny występować od chwili wpływu do sądu do momentu ich merytorycznego prawomocnego zakończenia – zauważa rzecznik prasowy Iustiti.

To pozwoliłoby ocenić w sposób bardziej obiektywny, które sądy rzeczywiście są najbardziej obłożone pracą.