statystyki

Wolnościowe podejście sądu do mediów cieszy

autor: Anna Krzyżanowska03.10.2016, 09:25; Aktualizacja: 03.10.2016, 09:43
Zbigniew Krüger, adwokat z kancelarii Krüger & Partnerzy. W opisywanej sprawie reprezentował red. nacz. „Do Rzeczy” Pawła Lisickiego

Zbigniew Krüger, adwokat z kancelarii Krüger & Partnerzy. W opisywanej sprawie reprezentował red. nacz. „Do Rzeczy” Pawła Lisickiegoźródło: Dziennik Gazeta Prawna

- Dziennikarz nie może dokonywać przestępstwa zbierając materiały. Jeżeli jednak już nielegalne materiały trafiły do redakcji i dotyczyły niezwykle istotnej kwestii to dziennikarz nie tylko ma prawo opublikować taki materiał, ale i obowiązek - mówi Zbigniew Krüger.

Reklama


Reklama


Mamy pierwszy wyrok - jeszcze nieprawomocny - dotyczący tzw. afery taśmowej. Sąd stwierdził w nim, że dziennikarz posiadający nielegalne nagrania ma prawo z nich korzystać, gdy przemawia za tym dobro publiczne. Czy to nie za odważne orzeczenie w dzisiejszych czasach, gdy nagrywanie osób nie stanowi najmniejszego problemu?

Nad powyższym zastanawiał się również sąd w ustnym uzasadnieniu. Zwrócił uwagę, że możliwości techniczne nagrywania są niemalże nieograniczone. W tym przypadku nie jest to jednak istotne. Kluczowe jest to, co zostało nagrane i jakie ma to znaczenie dla debaty publicznej. Sąd powiedział wprost: nagrania kelnerów z restauracji Sowa i Przyjaciele powstały w wyniku przestępstwa. Wskazał również, iż dziennikarz nie może dokonywać przestępstwa zbierając materiały. Jeżeli jednak już nielegalne materiały trafiły do redakcji i dotyczyły niezwykle istotnej rozmowy to dziennikarz nie tylko ma prawo opublikować taki materiał ale i obowiązek. Rozmowa prowadzona była pomiędzy byłym ministrem spraw wewnętrznych a byłym prezydentem i dotyczyła najwyższych funkcjonariuszy służb specjalnych. Były minister mówi, że to jego wychowankowie i że ma dowody na możliwą korupcję na najwyższych szczytach władzy. Opinia publiczna ma więc prawo z takim materiałem się zapoznać. To, co znajduje się na nagraniach, jest więc kluczowe. Istotne było także to, że redakcja „Do Rzeczy” spośród 4,5 godzinnych nagrań opublikowała jedynie 40 minutowy fragment. Przedstawienie pozostałych wątków rozmowy nie miałoby bowiem należytego uzasadnienia.

Jak można zatem zdefiniować interes publiczny?


Pozostało jeszcze 71% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama