Sąd administracyjny oddalił dotyczącą kosztów skargę występującego o udzielenie informacji publicznej i wskazał, że wydatki związane ze zleconym jej przygotowaniem i sporządzeniem były kosztami dodatkowymi. Dlatego zasadnie zażądano ich pokrycia - uznał sąd. Kwestia kosztów za samo udostępnienie informacji to jeden z zapalnych punktów między obywatelami i urzędnikami.

Od niemal 15 lat o informację publiczną może wystąpić każdy, a dostęp do niej jest dla obywateli czy np. organizacji pozarządowych bezpłatny. Nie znaczy to jednak, że udostępnienie danych nic nie kosztuje. Trzeba je odnaleźć, zebrać, często zanonimizować lub przerobić na plik internetowy i przekazać zainteresowanym. Takie koszty zazwyczaj ponosi urząd, do którego występuje zainteresowany, czyli w praktyce płacą za to podatnicy.

Nie ma z tym problemów dopóty, dopóki wystąpień nie jest dużo, a zamówione dokumenty nie są obszerne. Tak było przez pierwsze kilka lat obowiązywania przepisów. Jednak świadomych obywatelskiego prawa jest dzisiaj znacznie więcej, a informacja publiczna stanowi oręż w walce z przedstawicielami władzy, sąsiadami czy nawet przemysłowymi potentatami. Zdarzają się więc wystąpienia, które wymagają olbrzymiego nakładu pracy, mogącego wręcz zdestabilizować zasadnicze działania jakiegoś wydziału lub nawet całej instytucji.

Ustawodawca przewidział taką możliwość i upoważnił instytucje czy urzędy do pobierania opłat, ale tylko takich, które pokrywają dodatkowe koszty związane ze wskazanym we wniosku sposobem udostępnienia informacji lub przekształcenia jej we wskazaną formę. Jednak sądy często bronią obywatelskiego prawa do bezpłatnej informacji. O ile jednak stosunkowo łatwo jest wykazać tzw. koszty materiałowe, czyli to, ile trzeba było zapłacić za nośniki elektroniczne, papier, ksero, a nawet korektor służący do anonimizacji danych, o tyle uznanie przez sąd kosztów osobowych graniczyło do tej pory z cudem. Przede wszystkim ze względu na dość ogólne brzmienie art. 15 ustawy o dostępie do informacji publicznej.

W sprawie, w której uznano, że można uwzględnić także koszty osobowe, agencja, do której zwrócono się o obszerną informację, wynajęła zewnętrzną firmę do zanonimizowania danych. I być może jest to metoda na uniknięcie nadmiernych obciążeń urzędu. Bo udowodnienie, że etatowy pracownik przygotowywał informację w nadgodzinach, jest znacznie trudniejsze, a także kosztowne. Trudnych kwestii związanych z opłatami jest zresztą znacznie więcej. Omawiamy je w artykule.

Jak więc sobie radzą dzisiaj urzędy? Różnie. Z naszej sondy wynika, że miasta wypracowały własne zasady. Są takie, które z reguły nie pobierają opłat, a zwłaszcza nie uwzględniają kosztów osobowych, ale przy dużych informacjach przedstawiają kalkulacje kosztów materiałowych. Niektóre pobierają opłatę tylko wtedy, gdy koszt przekroczy określoną kwotę. Jeszcze inne dokładnie sprawdzają przy dużych wnioskach, czy nie jest to informacja przetworzona. Ale, co ważne, te, które pytaliśmy, mają ustalony sposób postępowania w takich sprawach. Jest więc nadzieja, że wszystkich petentów traktują jednakowo. ⒸⓅ

źródło: Dziennik Gazeta Prawna