We wniosku dr Adam Bodnar przekonuje, że akt ten jest sprzeczny nie tylko z konstytucją, ale i z Kartą praw podstawowych Unii Europejskiej oraz Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Ustawa weszła w życie już 2 lipca, choć prace nad nią rozpoczęły się dopiero w marcu 2016 r. Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak zapewniał, że rząd nie pisze jej „pod wpływem impulsu”.

Zarzut zbytniego tempa prac pojawiał się jednak od początku. „Tryb procedowania nie był adekwatny do powagi celu ustawy. Zagwarantowanie fundamentalnej wartości, jaką jest bezpieczeństwo publiczne, powinno wiązać się bowiem z szeroką dyskusją na temat kierunków zmian, konkretnych zagrożeń i sposobu reagowania na nie” – stwierdza Adam Bodnar we wniosku do TK.

Nowy akt wprowadza m.in. pojęcie „zdarzenia o charakterze antyterrorystycznym” i przewiduje, że szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego ma prowadzić wykaz osób, które mogły mieć związek z takim zdarzeniem. RPO wskazuje, że tak sformułowane, niedookreślone zapisy nie dają obywatelom żadnej pewności co do tego, z jakiej przyczyny mogą trafić do wykazu ABW. Co więcej, to sam szef tej służby w zarządzeniu ma doprecyzować, jaki będzie zakres informacji gromadzonych w wykazie i na jakich zasadach będzie je przekazywał innym służbom. Zapisy te nie dadzą się, zdaniem Bodnara, pogodzić z zasadami konstytucyjnymi. Artykuł 51 ustawy zasadniczej stanowi bowiem, że „zasady i tryb gromadzenia oraz udostępniania informacji [o obywatelach] określa ustawa”.

Ustawa znacznie też poszerza możliwość inwigilacji – i to bez zgody sądu – osób niebędących obywatelami RP. „Skoro ustawodawca zdecydował się na pozbawienie pewnych grup fundamentalnego prawa do prywatności, to jego konstytucyjnym obowiązkiem (...) jest zapewnienie minimalnego standardu ochrony w postaci ustanowienia chociażby następczej kontroli sądowej w tym zakresie” – stwierdza RPO i brak ochrony określa jako sprzeczny z podstawowymi założeniami ustroju RP.