Resort sprawiedliwości ogłosił program, który ma aktywizować więźniów do pracy i obniżyć koszty ich utrzymania. Swoją ofertę kieruje do przedsiębiorców i samorządów. Te ostatnie już dziś korzystają z pracy osób skazanych, kierując ich m.in. do szkół i przedszkoli. Oszczędzają tak na etatach sprzątaczek, kucharek czy konserwatorów. Problem polega na tym, że kwestia wysyłania skazanych do placówek oświatowych nie jest uregulowana w prawie oświatowym.

Nic złego nie dostrzega w tym Ministerstwo Sprawiedliwości.

– Do szkół i przedszkoli nie trafiają pedofile ani mordercy, tylko osoby skazane za drobne przestępstwa. Chyba lepiej jest, aby skazani swoją karę odpracowywali w placówkach oświatowych, zamiast z budżetu przeznaczać ponad 3 tys. zł na utrzymanie jednego więźnia – przekonuje DGP Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości. Jego zdaniem opiekunowie dzieci nie mają powodu do obaw.

Sęk w tym, że np. w Przedszkolu nr 269 w Warszawie dyrekcja nie zawiadomiła rodziców, iż w placówce pomagają więźniowie. Nie podoba się to resortowi oświaty.

– Ubolewamy, że nie ma jednoznacznych regulacji w tej kwestii. Przedszkole nie jest najwłaściwszym miejscem do resocjalizacji więźniów. To duża nieroztropność ze strony dyrektor placówki, że o takiej decyzji nie zostali poinformowani rodzice – tłumaczy DGP Anna Ostrowska, rzecznik ministra edukacji narodowej. – To dobry moment na analizę zapisów ustawowych. Dla dobra dzieci warto uregulować te kwestie – dodaje.

Pomysłów jest wiele, np. uzależnienie zatrudnienia więźniów od zgody rady rodziców.

– To kwestia obyczajów, bo przepisy nie obligują dyrekcji do informowania o tym, że na terenie placówki są zatrudniani więźniowie. Jeśli jednak do rodzica dotrze taki sygnał, to powinien zobligować radę rodziców, aby ta w trybie art. 54 ust. 1 ustawy o systemie oświaty wystąpiła z zapytaniem do dyrekcji – podpowiada Wojciech Starzyński, prezes Fundacji Rodzice Szkole.

Pojawiają się też obawy, że skazani podczas pracy w placówce oświatowej nie są bezpośrednio nadzorowani przez więzienne służby. – Za tych skazanych odpowiadają dyrektorzy placówki, do której trafili do pracy. Naszym zadaniem jest prowadzenie doraźnych kontroli na miejscu i sprawdzanie stanu trzeźwości, a także tego, czy więźniowie nie są pod wypływem narkotyków – uspokaja mjr Jacek Zwierzchowski z Aresztu Śledczego w Lublinie. Dodaje, że współpraca taka trwa już kilka lat i nie było większych zastrzeżeń.

Do czasu zmian w prawie oświatowym resort edukacji uczula dyrektorów szkół i przedszkoli, że choć przepisy nie regulują szczegółowo kwestii zatrudniania skazanych w ich placówkach, to wciąż spoczywa na nich dbanie o bezpieczeństwo. Podobnie musi tego pilnować organ prowadzący, czyli najczęściej gmina.

Praktyka informowania o pracy skazanych jest bardzo różna, w niektórych miastach szefowie placówek oświatowych informują o tym opiekunów, w innych nie.

– W ubiegłym roku ponad dwa tysiące skazanych zostało przez kuratorów warszawskich sądów rejonowych skierowanych do wykonywania prac na cele społeczne w podmiotach wyznaczonych przez miasto, w tym ok. 5 proc. osób zostało skierowanych do prac w szkołach i przedszkolach – wylicza Katarzyna Pieńkowska z Urzędu m.st. Warszawy. Zaznacza, że dyrektorzy powinni o tym informować.

– Osoby osadzone wykonują na terenie szkoły prace porządkowe, konserwatorskie, remontowe czy związane z dbaniem o zieleń. Osoby te nie mają bezpośredniego kontaktu z dziećmi, a każda forma współpracy jest podejmowana z zapewnieniem wszelkich środków bezpieczeństwa – zapewnia z kolei Beata Krzyżanowska, rzecznik prasowy prezydenta miasta Lublin. Dodaje, że rodzice są o tym informowani.

Patryk Pulikowski z Urzędu Miasta w Olsztynie uważa zaś, że szefowie placówek oświatowych nie mają obowiązku informowania opiekunów. Dodaje nawet, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby w tym czasie w szkołach i przedszkołach przebywali uczniowie. W Olsztynie w placówkach oświatowych pracuje prawie 300 skazanych.

W Bydgoszczy dyrektorzy nie przyjmują osadzonych.

– Nie ma przypadków odpracowywania wyroków przez skazanych na terenie naszych placówek oświatowych – mówi też Jadwiga Miąsik z wydziału edukacji Urzędu Miasta Rzeszowa. – Jeśli kiedykolwiek decydowalibyśmy się na wsparcie ze strony skazanych, to tylko w okresie wakacyjnym, gdy na terenie placówek oświatowych nie ma uczniów. Nie chcemy wprowadzać wśród rodziców niepokoju – dodaje.

Również w Opolu takie przypadki są sporadyczne. Nie brakuje też przykładów, gdy dyrektorzy korzystali z pomocy więźniów, ale współpraca się zakończyła.

– Jeden z więźniów uciekł z naszej placówki, a przecież ja nie byłam w stanie ich pilnować. Opłacałam im ubezpieczenie i dojazd taksówką z aresztu śledczego i z powrotem – wylicza Katarzyna Graczyk, dyrektor Przedszkola nr 25 w Zabrzu.