statystyki

Skargi na komorników? Niewiele

autor: Jakub Staszak26.04.2016, 00:00; Aktualizacja: 26.04.2016, 10:43
dr Jakub Staszak

dr Jakub Staszakźródło: Materiały Prasowe

Głównymi przeszkodami w podniesieniu skuteczności egzekucji są niska zamożność społeczeństwa i ustawowe obwarowania postępowania. A te czynniki są niezależne od przyjętego modelu funkcjonowania służby komorniczej - pisze dr Jakub Staszak.

Reklama


Reklama


Wiemy, że prawa były dorywcze, niedostateczne, niestanowcze, niejasne i pełne niekonsekwencyj, ale to było mniejsze złe, stokroć gorszym było to, że były bezsilne, że istniejąc, a nie działając, już samym tym martwym swoim istnieniem robiły niekiedy więcej szkody, niż gdyby ich wcale nie było, niż gdyby bieg spraw społecznych pozostawiony był samym instynktom moralnym ludzi, przyrodzonemu ich sumieniu i wyrabiającym się z społecznej konieczności zwyczajom”. Te słowa napisał na przełomie XIX i XX w. jeden z najwybitniejszych polskich historyków Władysław Łoziński, a pochodzą z jego monumentalnej pracy „Prawem i lewem. Obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII w.”. Lektury moim zdaniem obowiązkowej dla wszystkich, którzy kiedykolwiek mają zamiar zająć się egzekucją sądową, czy to od strony praktycznej, czy teoretycznej, bo pokazującej, jak duży wpływ na upadek I Rzeczypospolitej miała słabość i nieskuteczność egzekucji wyroków sądowych. Dlaczego powyższy cytat przyjąłem za motto mojej polemiki do tekstu dr Dawida Sześciły („Co ważniejsze: biznes czy służba publiczna”, Prawnik z 1 marca 2016 r.)? Dlatego, że stanowi część odpowiedzi na pytanie postawione w tytule felietonu. Otóż ważniejsze jest skuteczne wykonywanie orzeczeń sądów i innych tytułów wykonawczych.

dr Jakub Staszak

dr Jakub Staszak

źródło: Materiały Prasowe

Jeżeli obecny system samodzielności zawodu komornika sądowego zapewnił wyższy stopień wykonania orzeczeń niż poprzedni, w którym komornik był pracownikiem sądu, to powrót do starych rozwiązań, bez kompleksowej analizy wskazującej na racjonalność takiego kroku (a co do jej braku jesteśmy przecież, jak mniemam, zgodni) jest moim zdaniem szkodliwy. Pamiętamy przecież, iż za każdym postępowaniem egzekucyjnym stoi nie tylko dłużnik, ale przede wszystkim wierzyciel. To wierzyciel poniósł szkodę i oczekuje pomocy od państwa, a nie dłużnik – choć z doniesień medialnych można niekiedy odnieść wrażenie, że jest odwrotnie.

Jak ma się to do modelu komornika prowadzącego kancelarię samodzielnie lub komornika na etacie w sądzie? Odpowiedź przecież padła już w pierwszym tekście dr. Sześciły, który zapoczątkował naszą dyskusję („Urynkowienie rozwiązało niektóre problemy, ale przysporzyło nowych”, Prawnik z 2 lutego 2016 r.). Pozwolę sobie zacytować: „Przed reformą system egzekucji komorniczej był praktycznie bezzębny – zapewniał skuteczność na poziomie kilku procent spraw. W ostatnich latach wskaźnik efektywności był już wyraźnie lepszy, ale wciąż niepowodzeniem kończy się egzekucja w blisko 80 proc. spraw”. Z tym stwierdzeniem się zgadzam – jest wyraźnie lepiej. Nie do końca natomiast akceptuję ocenę, iż „o oszałamiającym sukcesie w tej dziedzinie trudno mówić”. Skoro nawet kilkukrotny wzrost skuteczności nie jest oszałamiającym sukcesem, to trudno mi zgadywać, jaki byłby za taki uznany. Owszem, też chętnie zobaczyłbym znacznie wyższą skuteczność, jednak głównymi przeszkodami są niska zamożność społeczeństwa i ustawowe ograniczenia egzekucji, a te czynniki są niezależne od przyjętego modelu funkcjonowania służby komorniczej. Ciężko natomiast byłoby oczekiwać wzrostu skuteczności egzekucji, czy nawet utrzymania jej na obecnym poziomie od komorników będących etatowymi pracownikami sądów. Trzeba pamiętać, że niedoszacowanie kosztów i niedoinwestowanie są niestety cechami charakterystycznymi dla kultury organizacji w polskiej administracji, ciągnąc się od zaniżonej wysokości części oświatowej subwencji ogólnej dla samorządów przez praktycznie każdy dział administracji na wymiarze sprawiedliwości kończąc, a ociężałość organów państwa stała się niemal przysłowiowa. Należy obawiać się, że w przypadku służby komorniczej opartej na komornikach jako pracownikach sądów nie byłoby inaczej.

Dr Sześciło stawia pytanie „czy wykonywanie ważnej misji publicznej i korzystanie przy tym z możliwości daleko idącej ingerencji w sferę wolności i praw jednostki może być domeną podmiotów innych niż publiczne”. Trudno nie podzielać tych wątpliwości. Ale czy komornik sądowy jest w istocie podmiotem innym niż publiczny? Nie należy wprawdzie do sfery finansów publicznych, jest jednak powoływany przez ministra sprawiedliwości i podlega jego kontroli, podlega nadzorowi prezesa sądu rejonowego, zarządzeniom sądu, nie może bez zgody prezesa sądu apelacyjnego mieć innych dochodów niż określone w ustawie, nie może odmówić przyjęcia wniosku egzekucyjnego i prowadzenia postępowania, nawet gdy wie, iż będzie ono bezskuteczne, a jego koszty poniesie częściowo on sam (co się zdarza wcale nierzadko, gdy wpływają kolejne wnioski przeciw temu samemu dłużnikowi), nie może oferować dodatkowych usług, nie może w przeciwieństwie do adwokata profilować swej działalności... Czy to, że komornik samodzielnie finansuje swoją działalność z opłat egzekucyjnych i w ograniczonym stopniu decyduje o organizacji pracy kancelarii wystarcza, aby postawić go poza nawiasem podmiotów publicznych? Mam co do tego wątpliwości.

Doktor Sześciło ostrzega również przed niebezpieczeństwem znacznej liczby nadużyć, przytaczając doświadczenia brytyjskie. Pisze: „W Wielkiej Brytanii działalność prywatnych komorników jest w ostatnich latach coraz częściej krytykowana ze względu na ogrom skarg wskazujących na przekraczanie uprawnień (ok. 60 tysięcy skarg rocznie)”. Przyznam, że trochę zaskoczyło mnie przywołanie tych danych. Z trzech powodów. Po pierwsze, brak informacji, ile spośród tych skarg było zasadnych. Po drugie, nie przytoczono, do jakiej liczby czynności egzekucyjnych należy odnieść liczbę skarg, a to dopiero pozwoliłoby stwierdzić, czy rzeczywiście mamy do czynienia z ich ogromem. Po trzecie wreszcie, dziwi, dlaczego posłużono się przykładem brytyjskim, skoro w Polsce zostały opublikowane stosowne badania za nieodległy przecież rok 2013.

Istnieje mianowicie opracowanie dr Dagmary Olczak-Dąbrowskiej opublikowane w 2014 r. przez Instytut Wymiaru Sprawiedliwości. Wynika z niego, że w roku 2013 do sądów rejonowych wpłynęło 66 112 skarg na czynności komorników, a więc liczba zbliżona to tej, która w przypadku Wielkiej Brytanii ma stanowić ogrom. Tu jednak przytoczono również liczbę postępowań egzekucyjnych prowadzonych w Polsce w tym samym roku, tj. około 4,5 miliona. Porównując te dane, możemy przyjąć, iż skargi pojawiają się w 1,47 proc. postępowań. Jednakże dotyczą one konkretnych czynności komornika, może więc występować większa liczba skarg w jednym postępowaniu egzekucyjnym. Przyjmując w uproszczeniu bardzo oszczędnie cztery czynności na jedno postępowanie (zajęcie wynagrodzenia lub świadczenia emerytalno-rentowego, zajęcie dwóch rachunków bankowych lub jednego rachunku bankowego i ruchomości, postanowienie kończące postępowanie zawierające rozstrzygnięcie co do kosztów postępowania) daje nam to skargę na 0,36 proc. czynności komornika.


Pozostało jeszcze 29% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

SzukajDodaj kancelarię

Polecane

Reklama